Maraton
Już minął ponad miesiąc od ostatniego posta? Jak szybko ten czas leci...
I dzieje się. Ciągle się coś w życiu dzieje. Tylko wciąż to "coś" mi nie wystarcza. Jestem wieczną marudą, całkowicie z siebie niezadowoloną. Szczególnie jeśli chodzi o kontakt z innymi i nadskakiwanie im. Nie czuję się dla innych równym partnerem. Jakbym został przeznaczony do bycia jakimś plebsem, który ma tylko usługiwać i się poniżać.
Boli mnie to już od wielu lat, a może i całe życie. Tak, chyba całe życie. Byłem już na pewno taki, gdy zakładałem tego bloga. 15 lat, to dopiero szybko zleciało. Troszkę małpiego rozumu nastolatka, ale ogólnie uważam, że byłem dojrzały jak na swój wiek. I nadal tak o sobie myślę. Tylko co z tego? Co z tego, jeśli sukces odnoszą zupełnie inne typy osobowości? Moje oczekiwania od życia i tak już tylko od lat spadają. Naprawdę nie wiem czego już tak realistycznie mógłbym pragnąć. Mam wrażenie, że i tak tego nie dostanę, bo albo los mnie kopnie w dupę, albo inni ludzie kopną mnie w dupę, albo ja sam też zrobię na siebie zamach.
Znam gorsze przypadki od siebie. Ludzi o tak niskiej samoocenie, że myśli paraliżują ich nawet najprostsze działania. Ale nawet ci w pewien sposób wydają mi się lepsi ode mnie.
Cały czas psuję się tymi toksycznymi myślami. Już zmarnowałem sporo swojego potencjału, przez lata nie umiałem wziąć się porządnie w garść i obmyślić jakiegoś planu na siebie. Oczywiście, zapierdalam dużo. Tylko to są tak naprawdę pierdoły, moja strefa komfortu i hobby, które mogę wykonywać bez stresu. Tak jest szczególnie teraz, bo życie stało się bardzo wygodne. Zbyt wygodne. Nie ma perspektywy na nic, nie wyprowadzamy się, nie zmieniam pracy. Nikt mnie do niczego nie zmusza. Przedtem byłem do czegoś popychany: plastyk, studia, prawo jazdy, przeprowadzka. To były na pewno po części moje decyzje, może nawet w większej części, ale bez motywacji z zewnątrz na pewno nic by z tego nie wyszło. I teraz brakuje tej motywacji. Nikt nawet chyba nie wie co miałby mi zaproponować. Bo co się ma wydarzyć? Moje zdolności zdawania każdego egzaminu na piątkę się już wyczerpały. Zdolności biznesowych nie mam. A może... Mam je, tylko po prostu boję się próbować? Może... Coś by wyszło. Męczy mnie praca u kogoś i wieczny konflikt interesów. Chciałbym robić coś po swojemu, coś co kocham. Nawet jeśli miałbym być biedny, to byłbym szczęśliwy. Przynajmniej... Chciałbym spróbować. Tak na chwilę.
Może mam dość zimy, żeby po prostu coś się w tym życiu zmieniło?
I kiedy przebiegnę w końcu ten maraton?
Komentarze
Prześlij komentarz