Doktorat geneza
Są we mnie dwa wilki. Jeden docenia pewną architekturę lubelską, a drugi pewną architekturę śląską. Są one zupełnie od siebie inne.
Lubelska - pojmowana też szerzej jako renesansowa, podobna do tarnowskiej, krakowskiej, chełmińskiej i sandomierskiej, charakteryzuje się pewną skromnością wynikającą z tego, że region nigdy nie był bogaty. Jest przy tym dosyć elegancka, a może raczej... szlachetna. Jej kolory są mocne, ale ziemiste - co wynika z bardzo starych pigmentów - więc nie przytłaczają i nie wydają się sztuczne. Jest dużo sgraffito, przypór, a mury zawsze są grube, otynkowane tak, jakby były miękkie, jak skała lessowa. Architektura ta jest też dosyć niska. Między zabudową zaznaczają się główne, szerokie trakty, które stanowiły kiedyś główne szlaki komunikacyjne. Nie ma wielkiego porządku, nie ma ortogonalności. Istnieje tylko pewna próba osiągnięcia jakiegoś uporządkowanego układu, ustępująca ukształtowaniem terenu i strukturą osadniczą jeszcze z czasów plemiennych. Architektura ta była wielokrotnie przebudowywana, a czasami więcej niż jeden raz wracała do swojej renesansowej, chyba najładniejszej formy. Z tego powodu okna czasami są ustawione jakby w nieuporządkowany sposób, w dopasowaniu do zmieniających się funkcji wewnątrz.
Śląsk to zupełnie inna para gumiaków. Chociaż miasta ma równie stare co Lublin (o ile nie starsze), to niemal wszędzie trudno jest to zauważyć. Jest tu dużo z terenów zachodnich, Pomorza czy Mazur - ogólnie z terenów niegdyś należących do Niemiec. Przemysłowy boom sprawił, że renesansowe obiekty przebudowywano albo wyburzano, a na ich miejsce stawiano nowocześniejsze, większe i trwalsze. Ta trwałość - na pewno mająca związek z niedawnym bogactwem - to chyba najsilniejsza cecha śląskiej architektury. Solidne, równe konstrukcje, które godnie znoszą próbę czasu. Dużo cegły i murów pruskich. Detal raczej powściągliwy, często geometryczny i raczej punktowy. Nie ma tutaj charakterystycznych dla polskiego renesansu wielkich, czasami fikuśnych attyk. Są za to ciekawie ukształtowane formy całych budynków, z podkreślonymi wejściami, wole oczy w dachach oraz wieżyczki. Bywa również całkiem przeciwnie - prostolinijnie, geometrycznie i osiowo. Zróżnicowany styl tej architektury na pewno wynika z zupełnie innych potrzeb i czasów. Czasów boomu demograficznego, globalizacji, przemysłu. Planowanie bywało tu niejednokrotnie szybkie, z użyciem nowoczesnej ówcześnie techniki, na pustym terenie. Mowa tu między innymi o koloniach robotniczych, będących świadectwem wielkiej zamożności przemysłowych magnatów. To bogactwo nie mieści mi się w głowie szczególnie w kontekście dzisiejszym - nie wydaje mi się to możliwe, by ktokolwiek - nawet najbardziej dobrotliwy miliarder - miał obecnie środki, a nawet "moralne przyzwolenie", by budować osiedle, w którym umieści swoich pracowników.
Co najbardziej mi się w tych dwóch stylach podoba? Ze strony lubelskiej na pewno wielokrotne przekształcenia. Przekształcenia, które świadczą o przydatności i wartości architektury. Również skromna elegancja i naturalność- widoczna w lokalnych materiałach, ale też w swobodzie detalu. Mamy też u siebie po prostu przytulnie, miło, kolorowo.
A że strony śląskiej? Cenię tą solidność. To dokładne przemyślenie, to parcie do rozwoju i korzystanie z tego, co ówcześnie było najlepsze. Architektom kształtującym kolonie robotnicze czy reprezentacyjne wille zależało na osiągnięciu po prostu jak najlepszego rezultatu, bez kompromisów.
Chciałbym te światy w swojej pracy jakoś ze sobą pogodzić. By projektować trwale i pięknie - tak by kiedyś decydowano się adaptować obiekt do nowej funkcji, zamiast go wyburzać. By korzystać z tego co nowoczesne, by nie iść na kompromisy, które przełożą się na kłopoty w przyszłości. Chciałbym też na pewno myśleć o przytulności, tak jak chyba trochę przypadkiem wyszło w najstarszych z miejskich starówek, może poprzez "zasiedzenie się" w umysłach ludzi, którzy po prostu takie, a nie inne układy, barwy i proporcje uznali za najlepsze. Muszę przyznać, że przytulnie jest też w wielu miejscach na Śląsku, gdzie obecnie nie brakuje środków, by wyciągnąć dawne piękno z tego, co przez wiele lat stało śmierdzące i zapyziałe. Żeby było tak jak przez moment na początku, by pokazać to, co architekci mieli w głowach, gdy zaczynali.
Komentarze
Prześlij komentarz