Spóźniony post


Kierowca autobusu rozkłada podjazd, by pani na wózku mogła wjechać do środka. W środku zapina pasy i jedzie bezpiecznie. Ktoś inny odkłada torbę na specjalnie przeznaczone do tego miejsce z koszykiem. Ludzie rozmawiają ze sobą w ciszy. To jest piękny świat.

W zdrowym ciele zdrowy duch. 
Ostatnio wiele rzeczy straciło dla mnie sens. Muzyka mnie nie cieszy już tak jak kiedyś. Nie oglądam filmów, nie oglądam seriali. Nawet podcasty jakoś tak przelatują obok mnie. Nie chce mi się robić makiet, to dopiero skandal! 
Największym problemem jest jednak poczucie bezsensu w pracy. Jestem teraz na zwolnieniu lekarskim i nawet nie zerkam na pracowniczy komunikator, chociaż widzę, że dostaję DMy. Kiedyś takie coś by w ogóle nie przeszło.
Wszystko kotłuje się w głowie i nawarstwia, pogarszając, miętoląc i wywijając na lewą stronę każdą niedogodność. Zawsze widzę problem w sobie. Nie chce mi się, bo mam poczucie, że jestem niewystarczająco dobry, że moje wypociny są zawsze jakieś takie na pół gwizdka, niedopracowane. Jak robię makietę to upada mi na podłogę, rozpada się, do lakieru przykleja się kurz, brudzę spodnie. Tracę czas na ciągłe sprzątanie, poprawianie, myślenie, grzebanie i kupowanie. 
Chcę znaleźć coś prostego, coś co byłoby moją pasją i w czym byłbym wyjątkowo dobry. Znajdę to w końcu.
Ale zboczyłem z tematu. 
Wiercę sobie dziurę w brzuchu, bo nie jestem do końca zdrowy. Źle się odżywiam, mało się ruszam. Mam mało słońca, mało witamin. I to wszystko osiada. Osiada w mózgu jak dym papierosowy na płucach. Jestem o tym przekonany.
Wiadomo, są jeszcze inne, zakorzenione we mnie głęboko powody zamartwiania się, ciągłego dążenia do perfekcji i tak dalej. Lecz na pewno w tym wszystkim najgorszy jest stan fizyczny mojego organizmu. Już to przerabiałem wielokrotnie.
Zabieram się za siebie. 

Komentarze