Klej polipropylenowy

Jestem na wsi. Pogoda jest piękna, ptaszki ćwierkają, a pieski biegają po podwórku, wesoło merdając ogonkami. Na pierwszy rzut oka jest to coś wspaniałego, wspaniały, idealny scenariusz. I te konkretnie rzeczy z osobna naprawdę takie są, ale wciąż mam w głowie jedną, świdrującą mnie cały czas myśl: jestem nieprzydatny. Nie umiem odpoczywać w taki sposób. Nie mogę po prostu leżeć na hamaku w blasku słońca. Nie umiem co chwilę wpychać w siebie z nudów kolejnych przekąsek. Nie umiem nawet usiedzieć i gadać z ludźmi, tak jak oni rozmawiają ze sobą cały czas. Marzę o prostej pracy, która mnie odpręży i która w czymś pomoże. Muszę mieć ten wysiłek, przynajmniej umysłowy, a najlepiej i fizyczny, bo paradoksalnie właśnie dzięki temu odpoczywam. Pracując, nie zadręczam się myślami czy wypadłem dobrze, czy mam coś ciekawego do powiedzenia, czy inni mnie lubią, czy mnie coś z nimi łączy. Tak naprawdę mało co mnie z kimkolwiek łączy. Ciężko jest być aż tak skrajnym introwertykiem, który ma problem z komunikacją, szczególnie jeśli chodzi o pytanie o coś na wyrywki. Nie jestem wodzirejem, nie gram na gitarze, nie umiem nawet gwizdać. Nie znam strasznych historii, a nawet jakbym jakieś znał to nie umiałbym ich opowiedzieć. I wciąż, wciąż szukam osoby, która będzie uważać, że to co robię, to jaki jestem, jakie mam pasje jest czymś naprawdę fajnym. W tym momencie moje hobby są totalnie odklejone od wszystkich zainteresowań moich wszystkich znajomych. Nikt nawet nie postrzega ich jako coś interesującego, a raczej dziwią się czemu takie rzeczy mogą mnie pasjonować. Strasznie to męczące, strasznie, bo gdy dynamiczne działanie jest dla mnie naprawdę dobre, wiele z tych działań spotyka się z niezrozumieniem. I ja naprawdę chciałbym mieć do kogo gębę otworzyć, żeby o tym porozmawiać. Nie półsłówkami, nie z arogancją w głosie, jaką zwykle słyszę w takich sytuacjach. I to wszystko jest tak dziwne, tak bardzo dziwne, że nie umiem znaleźć osoby, która naprawdę interesuje się historią czy chociażby modelarstwem. To nie brzmi jak nietypowe zainteresowania, prawda? A wciąż wkoło słyszę, że historia to najnudniejsza dziedzina na świecie. Wielu moich znajomych interesuje się kolekcjonowaniem broni. Z całym szacunkiem do ich pasji, fajnie że mają swoją zajawkę, ale to dziwne, że żadna z tych osób nie jest jednocześnie pasjonatem historii. W chwilach takiej refleksji nawet pojawiają się u mnie w głowie myśli, że może tak naprawdę bardzo wiele zainteresowań u ludzi jest tylko chwilowe i wynika raczej z chęci do przynależności do jakiejś grupy, powstałej wokół jakiegoś tematu, a nie z ich czystej natury, charakteru i czegoś, do czego naprawdę się nadajemy. W takim momencie po prostu zderzam się ze ścianą, bo dla mnie wkręcenie się w coś jest totalnie odklejone od jakichkolwiek kontaktów towarzyskich. Jedyne co to dopiero potem, kiedy jestem już w czymś bardzo długo, czuję ten smutek, że nie mam komu o tym opowiedzieć. Po prostu nie mam. Dzień za dniem łażę do tej pracy, wykonuję swoje zadania sumiennie, lecz zawsze jestem myślami gdzie indziej, w tym co kocham i przez co wielokrotnie nie mogłem spać. I boli mnie, że spotykając tylu ludzi, z czasem więcej i więcej, dziesiątki i setki ludzi, czuję się coraz bardziej wyobcowany i dziwny. 
Teraz, teoretycznie odpoczywając na wsi między kogutem i traktorem, marzę jedynie by wrócić do tych brudnych Katowic, pójść pobiegać, dokończyć makietę i dowiedzieć się jakie konsekwencje miał rozpad Imperium Osmańskiego. 
Jestem więźniem samego siebie. To wszystko moja wina, że nic nie idzie po mojej myśli.

Komentarze