Powrót
Wracam właśnie z Lublina. Bardzo lubię pisać posta w pociągu i chyba wynika to z mojej obsesji na temat produktywności i wykorzystania każdej możliwej chwili na jakieś działanie. Wziąłem urlop specjalnie po to by zrobić w pokoju brata remont. To było bardzo intensywne 4,5 dnia. Do tego stopnia intensywne, że czas na sprawdzenie co tam w telefonie piszczy miałem dopiero przed spaniem, poza momentami, kiedy nachodziły mnie myśli o mojej ukochanej i z ujebanymi farbą do kaloryferów rękami brałem smartfon i sprawdzałem czy niczego nie napisała. Teraz mam jeden dzień wolny, och jak potrzebny jeden dzień bez pracy, bez żadnego wyjazdu. A potem jedziemy na wieś.
Dobija mnie moje żebro, z którym po prostu nie wiem co się teraz dzieje i dlaczego po prawie dwóch miesiącach od złamania jeszcze zdarza mu się pobolewać. Mam nadzieję, że ten ból przejdzie, bo chciałbym już wrócić do biegania. Właściwie to mogę robić wszystko poza bieganiem i bardzo mocnym rozciąganiem lewej strony. Nie wiem co to znaczy, czy jeszcze się nie zrosło? Prawdą jest, że nie mogę usiąść na dupie i po prostu odpoczywać, więc może trochę przeciążałem to żebro, ale nie wydaje mi się bym robił coś specjalnie wycieńczającego. Od dawna nie uprawiałem żadnego sportu i nie przeciążałem pleców. Strasznie to smutne dla mnie. Strasznie smutne i złośliwe i uderzone akurat we mnie, akurat jak mam obsesję na punkcie ruchu i czuję się nieszczęśliwy, gdy muszę długo przesiedzieć. W tej chwili czuję jakby to był jakiś test, któremu poddawane są biblijne charaktery. Czy właśnie to łączy wszystkich ludzi, że każdy bez wyjątku chce być wyjątkowy, specjalny, wyróżniony? Przynajmniej w czymś, w tej jednej rzeczy.
Wracam teraz do Katowic moim ukochanym pociągiem 26102 Morcinek. Ukochanym nie z wyboru, a z przyzwyczajenia. Dziwne, bo trasa wydaje mi się w wielu miejscach nieznajoma. A przecież wiele razy już nią przejeżdżałem i myślałem, że pamiętam już wszystko. Zupełnie jakbyś ktoś ruszył niektóre klocki i niby jest podobnie, ale coś wydaje się nie tak. Tak jak spotkanie po latach z kimś, z kim mieliśmy bardzo dobry kontakt i żałujemy, że przygasł. A potem się spotykamy, i to nie jest już to samo, i kontakt gaśnie już całkowicie. Może takie coś jest właśnie potrzebne, żeby już nie mieć złudzeń. Ale ostatnio często myślę o wszystkich tych, z którymi kiedyś rozmawiałem codziennie, z którymi zarywałem wieczory, noce, z którymi patrzyłem jak słońce zachodzi za horyzont i robi się coraz chłodniej, a oczy trzeba coraz szerzej otwierać. Teraz są oni już gdzie indziej, czasami bardzo gdzie indziej i chyba nie ma sensu się do nich odzywać. Kilka razy już to zrobiłem i odezwałem się, lecz nigdy nie skończyło się to wznowieniem relacji, a właśnie prawdopodobnie finalnym zakończeniem znajomości. A mnie jednak to męczy, ja wciąż pamiętam i wciąż chcę tych wszystkich ludzi znać. Mam nadzieję, że oni też o mnie pamiętają. Że myślą czasami o mnie.
Maciuś w drodze!
Komentarze
Prześlij komentarz