Odwróciłem się od diabła

Odwróciłem się i od anioła.

Mieszkamy już w innym miejscu. Kamienica z lat 50-tych w stylu socrealizmu. Bardzo zadbana, świeżo po remoncie. Wynajmujemy kawalerkę z wydzieloną kuchnią, na trzecim piętrze. W cenie jest komórka lokatorska i miejsce parkingowe na dziedzińcu. Mieszkanie może nie było we wspaniałym stanie, nadal nie jest, ale dużo już udało nam się poprawić. Pomalowałem pokój, przedpokój, zaszpachlowałem ubytki. Moja ukochana wyczyściła łazienkę, której brud pamiętał rządy Gierka. Teraz jest fajnie, podoba mi się. Mieszkanie to na pewno jest dużo bardziej praktyczne od poprzedniego. Nie ma szklanych mebli, w kuchni jest światło, mamy dużą szafę. Przede wszystkim jednak nie trzeba wjeżdżać powolną windą na piętnaste piętro. Jaki ból w dupie to był.

Być może do tej przeprowadzki nie musiałoby dojść. Mogliśmy zgodzić się na podwyżkę czynszu w poprzednim mieszkaniu i przebywać tam dalej. My jednak lubimy zmiany. Jakkolwiek by nam się teraz tutaj nie żyło, zawsze plusem jest ta zmiana. Dzięki niej możemy się sporo nauczyć, doświadczyć i zapamiętać ten czas dzięki jeszcze kilku innym, nowym rzeczom. Na pewno będziemy dużo pewniejsi przy wyborze mieszkania w dalszej przyszłości i na dłuższą przyszłość. Takiego które zamierzymy już kupić.

Może przeprowadzamy się, by coś w nas odżyło?

Już nawet kilka razy mi się śnił mój wymarzony dom. Dom lub mieszkanie, bo oba warianty mnie w pewien sposób pociągają. Dom marzy mi się zawsze wtedy, gdy jestem rozczarowany moją koślawością w relacjach towarzyskich. Myślę wtedy o spokojnej, niewielkiej działeczce pośrodku natury. Na tyle blisko miasta, by nie czuć się wykluczonym i wyobcowanym, ale na tyle daleko, by mieć ciszę i odpoczynek od tego całego śmierdzącego zgiełku. Domek byłby niewielki, na planie prostokąta lub kwadratu, o dwuspadowym dachu. Wykończony grubym, śnieżnobiałym tynkiem. Z kolorowymi drzwiami i oknami typowymi, jak na dziecięcym rysunku. Przed domem byłby drewniany ganek, a obok rosłyby kwiaty. Później na podwórku dobudowalibyśmy komórkę, białą jak gołąb. Trzymalibyśmy tam tatusiowóz, łopatę i kosiarkę.

Mieszkanie to na pewno byłby wygodniejszy wybór. Nie trzeba przejmować się elewacją, instalacjami, koszeniem trawy. Celowałbym w mieszkanie z bliskim dostępem do wszystkiego, do szkół, do sklepów, do parku, do lekarza. Najlepsze na pierwszym lub drugim piętrze. Balkon nie jest potrzebny, ale fajnie byłoby mieć taki duży, głęboki i praktyczny. Taki, na którym chciałoby nam się siedzieć, gdzie byłby klimat, światełka i roślinki. Gdzie miłość mogłaby być jakaś taka żywa.

Okolica naszego obecnego mieszkania przepełniona jest pięknymi kamienicami. Idąc do pracy przechodzę obok Archikatedry. Katedra w Katowicach jest bardzo wyjątkowa, potężna i elegancka. Zupełny kontrast w porównaniu do Lublina, gdzie katedra jest mniejsza, bardzo stara, z barokowym wnętrzem. Byłem całkiem niedawno w moim Lublinie. Chociaż nie jest to miasto tak architektonicznie ciekawe i bogate jak Katowice, urzeka swoim spokojem i malowniczością. Szkoda, że w dzisiejszych czasach w Polsce poza centrum nie dostrzega się indywidualnych cech miast i nie stara się przenieść ich trochę dalej, do nowej zabudowy. Nie mówię o stawianiu renesansowych kamienic z jakich słynie Lublin, ale by szukać jakiejś takiej kameralności, bliskości i malowniczości, zamiast stawiać typową grodzoną deweloperkę, która mogłaby stać właściwie gdziekolwiek. 

Złamałem żebro, dlatego jestem taki wygadany dzisiaj. Gdyby nie to, pewnie gdzieś bym łaził, jak to mam w zwyczaju. 

Komentarze