Let forever be
To będzie ostatni post w tym roku. Roku, który był dla mnie bardzo wyjątkowy. Przeprowadzka, samodzielne życie, mieszkanie z ukochaną i praca u znanego architekta. Poznałem wielu wartościowych ludzi. Dużo mnie to wszystko nauczyło. I naprawdę zaczynam czuć, czemu ludzie z wiekiem nabywają pewne cechy, które stają się stereotypami o nich. To jest po prostu proza życia. Jest to piękne, bo scala ludzi za to, że po prostu są ludźmi. Zamiast o zabawkach czy nowym komputerze w pewnym momencie po prostu zaczyna się marzyć o świeżutkim komplecie garnków. Zamiast łazić na imprezy, docenia się chwile pod kocem przed ekranem i z ciepłą herbatką. I te chwile naprawdę czuć, wtedy złazi z człowieka cały ten stres i docenia się ten czas. Dni są wykalkulowane. Wybiega się myślami w przyszłość. Wcześniej nie zdarzało mi się planować dalej niż miesiąc, może dwa do przodu. Teraz inaczej niż w daleką przyszłość się nie da, bo od mojego czasu zależy też powodzenie projektów w firmie i muszę mówić, kiedy chcę spędzić kilka dni dodatkowych dni na odpoczynku. Jest to jednak uwiązanie i muszę przyznać, że trochę mnie to uwiera. Jednocześnie uwiera i dziwi, a raczej dziwię się sam sobie, że przecież tak funkcjonują miliony, a może i miliardy ludzi na świecie przez dziesiątki lat swojego życia. Codziennie wstają, spędzają większą część dnia na robocie i mają wieczorną chwilę dla siebie. Przy ośmiu godzinach pracy i ośmiu godzinach snu, pozostałego czasu z doby wcale nie zostaje 1/3, bo czas potrzebny na przygotowanie się do roboty, przejście czy przejechanie do niej i z powrotem oraz chwilowa hibernacja po powrocie z pracy do domu sprawiają, że zostaje może 5 godzin. W takim układzie naprawdę cenne jest, by czas spędzony na każdej z "pośrednich" czynności (takich jak droga w obie strony) był czymś przyjemnym, żeby coś wnosił do życia. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, że muszę jechać do pracy samochodem i stoję w korku, przez co wkurwiam się, i mój czas jeszcze bardziej się kurczy.
Ale koniec już o tym. Teraz jest dobrze, jestem na Świętach u rodziny. Kłótni było co niemiara, chociaż myślałem, że jak przyjadę dopiero 24 grudnia w nocy to uniknę najgorszych momentów. Nie uniknąłem, bo przeniosły się one na sam początek Wigilii, kiedy to musiałem świecić oczami przed ludźmi, którzy nie wychowali się w naszym wspaniałym domu w Lubartowie. Chociaż ogólnie było okej, jedzenie było pyszne, prezenty fajne. Widok szczęśliwych dzieci to najpiękniejszy widok. To już ten moment, gdy zdałem sobie sprawę, że kolejne pokolenie zyskuje świadomość i charakter, które sprawiają, że są bardziej odrębne niż były wcześniej. Niedługo będę mógł porozmawiać z nimi w dojrzały sposób. Niby banalne, oczywiste, ale dziwi. Niesamowite, że takie rzeczy dzieją się od zawsze, a stale zaskakują.
To jest rok, w którym jak nigdy wcześniej poczułem, że jestem kimś wyjątkowym, a moje zdolności są wielkie, a jednocześnie, że tak naprawdę nic jeszcze nie umiem na poziomie, który by mi do czegokolwiek wystarczał. Nie mogę jednak powiedzieć, że było nudno, że się zmarnowałem, że szkoda tego wszystkiego i do widzenia. Jest dobrze. Są pierwsze naprawdę znaczące sukcesy. Jest świetna perspektywa na wszystko. Będą jeszcze te szklane domy.
A dla mnie i dla mojej ukochanej będzie to mieszkanko. Będą tam co najmniej dwa zlewozmywaki, kabina prysznicowa 90x90 cm, dużo wieszaków i działające kaloryfery. Będziemy już wtedy wiedzieć jak zajmować się roślinkami oraz jak gotować, by nie marnowało się jedzenie. Ściany będą białe jak gołąb, tak by każdy brud dało się łatwo zmyć albo zamalować. Nie będzie żadnych alergenów ani brudzących się szklanych stołów. To będzie nasze miejsce, ze sklepem, przystankiem, pracą i biblioteką pod nosem. Ostatecznie- nie wiem jeszcze gdzie. Ale znajdziemy takie. Przynajmniej wiem, z kim je szukać, i z kim je będę dzielił, oraz że ten fakt się nie zmieni.
Komentarze
Prześlij komentarz