Tam gdzie dom

Prawdziwą pustkę czuję wtedy, gdy jestem sobą rozczarowany. Wtedy nie ma już nic, po prostu siedzę, z tą próżnią i niewzruszoną skorupą. Po chwili jednak nie ma po tym śladu i robię co do mnie należy. 
Ogólnie lubię siebie i czuję, że kiedyś mi się uda. Ale po drodze ciągle się potykam. Popełniam błąd za błędem. Nie staram się tak jak chciałbym się starać. Nie myślę tak twórczo i nie poprawiam się tak jak powinienem. Myślę o tworzeniu i byciu kreatywnym. Naprawdę coś robię, tylko tak nie do końca, nie w pełni, nie craftuję swoich umiejętności w stopniu, który byłby na dłuższą metę znaczący. Potem zupełnie odrywam się od tematu i wszystko przepada. Wiem, że mogę osiągnąć wielkie rzeczy, tylko potrzebuję więcej samodyscypliny. Więcej skupienia na jednym temacie, bo życie jest krótkie i we wszystkim mistrzem nie będę.

Czy wymyśliłem kiedyś lub wymyślę coś, czego nikt inny nie wymyślił? Czy teraz są dobre czasy? Czy wspomnienia nie kłamią? Co ma wartość? Jak zniszczyć pojęcie? Jak w kilku słowach zniszczyć czyjeś wartości? Myślę, że bardzo łatwo.
Jakie pytania chcę sobie zadawać? 
Niestety pytania często tworzą tylko bełkot. Im jestem starszy, tym słyszę wokół siebie coraz więcej bełkotu.
Do dusz z dawnych lat. Ja was obudzę. Sprawdzałem wasze bilety, zrobiłem wasze pranie i wrzuciłem pieniążek do waszego kubka. Robię miniaturowy domek i myślę o własnych malutkich czterech ścianach i dachu.
Tęsknię za bieganiem. Za naturą, zapachem i małymi zwierzątkami. Uginająca się pod stopami ziemia i wilgotna trawa, której jest tak dużo, że aż przemakają buty. Przewrócę się. W domu będę leżał z podniesioną na pufie nogą. Kostka i kolano opuchnięte, a ja obejrzę nowy leak gameplay z Diablo IV będę i wspominał jak przed laty leżałem tak oglądając Mass Effect Andromedę. 

Co to znaczy naprawdę kochać? Czy kochałbym będąc tysiąc kilometrów od niej? 
Nie chcę zgarbienia, smutnych min, czerwonej twarzy i cichych dni. Nie chcę czerwonych min, gorzkich spojrzeć i sierocej postawy. Sinych rąk, ponurej atmosfery i pustki w miejscu duszy. Ale wtedy też jestem, i będę, i przetrwam.
Co zapełnia próżnię? Śmiech mojego kochania. Durne żarty, obecność. Wtulenie, miłosne spojrzenie ze szklankami w oczach. Tak inna, i tak moja. Kocham ją, chociaż nie wiem co to tak naprawdę miłość. Ale jestem pewny, że kocham naprawdę. Pozostańmy na zawsze w tym stanie, że już uroniliśmy łzy i już się rozumiemy. Tylko bez łez, a ze zrozumieniem. I pamiętajmy, że w naszym przypadku trudniej jest zburzyć, niż zbudować. Na zawsze.

Gdzie jest mój prawdziwy dom? Gdzie będzie mój dom, do którego będę najbardziej przywiązany na starość? Czy jakiekolwiek miejsce będzie dla mnie tak bliskie jak lubelskie ogródki?

Komentarze