Przedział dla osób o ograniczonej możliwości poruszania się
Jadę do Lublina. Wsiadłem do złego pociągu i musiałem kupić drugi bilet. Nie mam miejsca siedzącego. Opieram się o platformę dla wózków inwalidzkich przy kiblu i patrzę na przedział dla osób o ograniczonej możliwości poruszania się. Siedzi tam chłopak i rozmawia z kimś. Tej drugiej osoby nie widzę, bo zasłania mi firanka. Chłopak jest bardzo przystojny i ma wrażliwy błysk w oku. Jest w nim tylko ta słabość osoby z niepełnosprawnością, te rozmęcone spojrzenie i blada skóra. Na pewno miał jakiś wypadek, przez który stracił władzę w nogach. Ludzie niepełnosprawni od urodzenia tak nie wyglądają. Widzę w tym tyle niesprawiedliwości, które teraz we mnie krzyczą. Niesprawiedliwości dla tego chłopaka, który przeżył osobistą tragedię, jak i dla innych, którzy urodzili się w jakiś sposób chorzy i od pierwszego dnia życia muszą mierzyć się z bólem, ograniczeniami i złośliwymi komentarzami na swój temat.
A ja swoją niepełnosprawność w pracy ukrywam. Bo się boję, że inni zaczną mnie postrzegać przez jej pryzmat. Czekam na moment, gdy w końcu będę dla nich jakiś, gdy będę miał definicję. Wtedy się przyznam i nie pozostanę w ich oczach takim, jakiego mnie poznali, a nie inwalidą. Wiem jak to jest, jak niezrozumiała jest niepełnosprawność i z jaką wyższością ludzie zdrowo się o niej wypowiadają, jakby wiedzieli wszystko.
Kurwa musiałem dopłacić 70 zł za drugi bilet. Po prostu mam kurwa wszystkiego dość. I praca mnie dobija. Ludzie w pracy mnie dobijają. Wszystko jest źle, nie jestem zadowolony z niczego oprócz wiosny.
Komentarze
Prześlij komentarz