Ktoś jest w środku

Coraz mniej wylewa się na zewnątrz, coraz mniej jest bezpośrednich słów, szoku i ekspresji. Dużo chowam w sobie, chociaż nawet nie próbuję tego robić. Coraz więcej miejsca w głowie zajmuje intuicja. Sprawne działanie jest uzasadnione właśnie nią, jakbym wiedział coraz więcej, ale do tej wiedzy nie mógł dojść w sposób pełny i świadomy. Doceniam takie stany, gdy są chwilowe, ale teraz chciałbym by było inaczej, bo boję się, że mój obecny stan utrzyma się na zawsze. Gdy tak to pojmuję, wszystko czym obecnie jestem odbieram jako nieprzebraną nudę.

Już prawie 26 lat na karku. Czy zmiany w mojej głowie to rezultat właśnie wieku? Czy może po prostu się truję i jestem wiecznie zamroczony? Niech to przejdzie i obym uzyskał jasność myślenia, klarowność pomysłów i błysk idei. Przypomniało mi się, że miałem tak ostatnio przez chwilę, gdy pobiegałem. Później jednak poczułem się słaby, zmęczony i wydawało mi się, że to bieganie raczej mi zaszkodziło, a nie pomogło. Może to musi być tak jak z cieknącą tamą, która w końcu runie w całości i rwąca, szczera i kompletna fala myśli da mi w końcu satysfakcję z tego jaki mam umysł.

Jedynym zupełnie pozytywnym aspektem obecnego stanu jest to, że muzyka stała się dla mnie w pełni intuicyjna. Po prostu ją czuję i zaczyna mi się podobać. Bez kalkulacji, bez zamęczania się wieloma przesłuchaniami. Jedno, dwa przesłuchania i już wiem, że to jest to. Że to lubię i taka rzecz przemawia prosto do mojego serca. Jakby intuicja wysyłała mi- jak przez delikatne pociągnięcie struny- ten jeden sygnał, że trafiłem w swój gust, a dana piosenka da mi nieopisane poczucie magii. Nie umiem tej magii opisać. Wtedy po prostu chce się żyć. To taka najsłodsza osłoda. 

W pracy jestem jak przez szybę. Jestem tam lubiany i lubię innych, ale jakby nie w pełni. Nie mogę się w niczym wyrazić. Czekam w końcu na zburzenie tych murów, choć spodziewam się, że cały proces mojego ośmielenia się można będzie przyrównać raczej do wody, która powoli drąży skałę. Nikt nie zauważy kiedy to się stało, kiedy się zaczęło i kiedy skończyło. Pierwsze wrażenie już było. Z resztą nie tylko w pracy. Było już mnóstwo pierwszych wrażeń, których może nie zmarnowałem, ale nie wykorzystałem w pełni. Strasznie mnie to męczy, bo ja wiem, że takim postępowaniem po trochu oszukuję wszystkich, z którymi mam styczność. Już nie mam wątpliwości, że ja taki po prostu nie jestem. Jestem taki, że bardzo dużo czasu zajmuje mi ujawnienie siebie, ale bycie cichym, zamkniętym w sobie i pozbawionym własnego zdania to po prostu nie ja.

Komentarze