84

Wracam do Katowic. Życie ciągnie mnie do przodu. 
W pociągu jest okropnie ciasno i brzydko. Ludzie gnieżdżą się na korytarzu, a ja jestem w przedziale w towarzystwie dwóch pięknych dziewczyn, jednej grubej, wielkiego włochatego kolesia i kolesia, który od samego początku śpi i nawet na chwilę nie otworzył oczu. Światło jest przygnębiające, paskudne, ciemne i żółte. Panuje duchota. Szczypie mnie w oczy i dostałem kataru. Ale jest pięknie.
Korytarz zapełniony jest przez Ukraińców ze smutnymi, ale pełnymi nadziei oczami. Nie jest jeszcze ciemno. Światła uliczne zaczynają niż pomału wyglądać jak płomienie zapalniczek na starych koncertach. 

Może jutro w pracy będę już otwarty. Moze nauczę się robić muzykę. Może będę malował obrazy. Może przebiegnę maraton. Może będę kochał, tak jak powinienem kochać. Proszę tylko o trochę czasu. 

Komentarze