Szczypawka
Paręnaście godzin temu zaszczepiłem się na covid. Zacząłem tego posta, bo szczepionka wprowadziła mnie w pełen skupienia, rozmowny stan, którego ostatnio mi brakowało. To bardzo przyjemny stan, chociaż nie chciałbym by trwał wiecznie. Coś za coś, w tym przypadku w zamian za chęć do napisania posta, odebrano mi ruchliwość i bolą mnie mięśnie. Nie bardzo, lecz zauważalnie. Ale dziękuję za to, że nastąpiła jakaś zmiana.
Jutro jadę do mojej dziewczyny. Mam nadzieję, że wtedy wciąż będę taki rozmowny. Brakuje nam ostatnio rozbudowanych, satysfakcjonujących rozmów. Mam wrażenie, że każda dyskusja schodzi ostatecznie na tematy polityczne, które nas dzielą. To chyba głównie moja wina, bo przykleiła się do mnie w ostatnim czasie gęba takiego wykopka, którego głównym zainteresowaniem jest polityka. Z trudem przychodzi mi przypomnienie sobie jakichś zupełnie odbiegających od tego tematów, które ostatnio poruszyłem z bliskimi mi ludźmi. A może teraz wszystko stało się już polityczne? Coś w tym może być. I w centrum tego rakowy Twitter. Nie znam miejsca bardziej dzielącego i skłócającego ze sobą ludzi.
Jestem już senny. Dosyć wcześnie jak na mnie. Ale jest przyjemnie. Dobranoc.
Jest już wieczór kolejnego dnia i czuję się tak samo, a nawet gorzej. Po południu myślałem, że jestem już w pełni zdrowy i znowu nie mam w sobie wrażliwości. Potem ni z gruchy ni z pietruchy ogarnęła mnie senność, a teraz obudziłem się z wielką ochotą na rozmyślanie. I wiem, że jutro czy pojutrze będę miał w głowie tę chwilę, i docenię ją, lecz nie będę chciał szybko jej powtórzyć.
Myślałem o ludziach, których lubię. A raczej o takich, których mógłbym polubić. Często jest tak, że zachwycam się kimś, kto zdaje się, że zupełnie do mnie nie pasuje. Podobają mi się ludzie żywiołowi, o bogatej ekspresji, wygadani. Tacy, o których po kilku minutach można powiedzieć, że są ciekawi. Jednocześnie żywię niechęć do osób, które są powolne, ciche, jakby funkcjonujące na słabej baterii. Nazywam ich "fanami kolei". Ktoś kiedyś zwrócił mi uwagę, że ludzie, którzy interesują się koleją są zwykle tacy wycofani, cisi i mało towarzyscy. Wtedy otworzyłem szeroko oczy, bo uświadomiłem sobie, że tak rzeczywiście jest.
Nie twierdzę, że przepadam za przeciwnościami takich "fanów kolei", ale lubię jak ktoś jest w zauważalny sposób zaangażowany i zmotywowany. Jednak w pewnym momencie można przegiąć w drugą stronę i być po prostu męczącym człowiekiem. Chociaż... w przypadku długich znajomości to bardzo trudne by nie mieć tych kilku chwil, gdy jest się męczącą parówą. Natomiast gdy lubi się u kogoś nawet ten stan parówy, mamy do czynienia z prawdziwą miłością.
Ta cała pandemia sprawiła, że brakuje mi kontaktów towarzyskich. O dziwo, jakby się pochylić nad sprawą to ostatnio nie mam ich wcale tak mało. Są one jednak bardzo nasycone, to spotkania w cztery lub więcej oczu, które zawsze są spotkaniami dla samego spędzenia ze sobą czasu. Oprócz nich, brakuje mi takiego zwykłego mijania się na korytarzu i urwanych pogawędek. Złapałem się na tym, że jakby wbrew sobie rozpoczynam small talk z panią w przychodni czy w Żabce. Rozumiem już starszych ludzi, którzy robią coś takiego na co dzień. Chciałbym być kiedyś takim dziadziusiem, który ciągnie za sobą wózek na warzywa i rozmawia z babciami na targu o reumatyzmie i wnukach.
Kim ja bym nie chciał kiedyś zostać?
Komentarze
Prześlij komentarz