Tacy nijacy

Moje życie jest brudne i przekomplikowane. Ech... czy to znowu będzie pesymistyczny post? 

Jadę w tej chwili do Warszawy odwiedzić Roberta. Nie widziałem się z nim od pół roku. 
Krajobrazy za szybą wyglądają wspaniale. Nie wiem co jest takiego w naturze, ale działa na mnie ona jak najpiękniejsza piosenka, jak najpiękniejszy zapach. To są przecież ciągle takie same elementy: trawka, pola, królowa polskich drzew sosenka, brzozy i wierzby. Chyba po prostu tak ma być, musi mi się to podobać, mam to zakodowane w DNA.

Zacząłem pracę w pracowni architektonicznej i po dwóch tygodniach czuję się wykończony, a do tego wyjątkowo zestresowany. W Polsce architektura jest jak rozlatująca się chałupa z dziurawym dachem. Jedynym ratunkiem jest zbudować ją na nowo. Architekci potrafią za mało, robią beznadziejne, generyczne projekty i zarabiają adekwatne do tego pieniądze. Pensje w tej branży to żart. Wyżsi szczeblem architekci zajmują się niemal wyłącznie papierologią i użeraniem się z urzędasami i inwestorami, którzy są beznadziejni i chujowi. 
Należy przemodelować cały ten system tak, by architektura była sztuką, jaką uprawiają ludzie, którzy się naprawdę do tego nadają. Czy ja się nadaję? Coraz częściej uważam, że nie, i że chciałbym zmienić specjalizację. Nie wiem, może przesadzam i powinienem wytrwać. Tylko życie leci, a rewolucji brak.

...Nie jestem zakochany. Duszę się w swoim związku. Nie robimy razem nic kreatywnego, nic produktywnego i nie rozmawiamy w żadnym stopniu tak głęboko i psychologicznie jak zdarza mi się z innymi ludźmi. Nie czuję do swojej dziewczyny nawet fizycznego pociągu. To zupełnie nie to.
Nie spodziewałem się, że tak to będzie wyglądać. Żaden scenariusz w mojej głowie nie zakładał, że będzie aż tak źle. Ale w tym trwam, bo jestem tchórzem. Tchórzem zakochanym w innej, która nigdy się o tym nie dowie, bo to zepsułoby znowu wszystko co jest między nami.
Gardzę sobą tym bardziej, że wbrew pozorom nie mam niskiej samooceny. Bycie w związku podniosło moje poczucie własnej wartości. Powinienem uważać się za kogoś złego i bezwartościowego, bo wiele razy pokazałem, że taki naprawdę jestem. Mimo to, wiem że mam wiele zalet, które ujawniają się w szczególnych momentach, przy właściwych ludziach. Czas pokazuje jacy to ludzie, kto jest moim prawdziwym przyjacielem, a z kim nie mam nic wspólnego.
Koniec akapitu ujawnia co o sobie naprawdę myślę. Powinienem dowalić jakimś mocnym tekstem, który mógłby dowieźć moją chęć poprawy. Ale nie. Nie będę udawał.


Komentarze