Dubaj

Blog nie pokazuje całego obrazu sytuacji. To tylko wyjęte fragmenty z mojego życia, pomiędzy którymi dzieje się mnóstwo historii. Posty dzieli wielokrotna zmiana humoru, wesołe i smutne wydarzenia, co trudno później pokazać w podsumowaniu, jaką jest kolejna notka. A przez ostatni miesiąc zdarzyło się naprawdę dużo.
Mam dziewczynę. Myślę teraz "jakie to proste... czy to zawsze mogło być tak proste?". Tak, naprawdę stało się to szybko, bezproblemowo i łagodnie. Poznaliśmy się przez Tindera, rozmawialiśmy około dwa miesiące online i w końcu zaproponowałem spotkanie. Późno, nawet biorąc pod uwagę szalejącą wówczas pandemię. Było to spowodowane moim długotrwałym załamaniem, podczas którego każdy dzień był boleśnie przygnębiający. Jednak nie zrezygnowałem, jak to miałem w zwyczaju z innymi dziewczynami. Ona... bardzo chętnie przystała na moją propozycję. Cały czas była bardzo pozytywna, do teraz jest. 
3 dni przed spotkaniem nie mogłem już wytrzymać i pobiegłem do niej. Tak, pobiegłem. Wiedziałem gdzie mieszka, bo zidentyfikowałem jej adres po kilku wskazówkach i z pomocą map google. To było naprawdę ekscytujące. Piękne są takie momenty. Takie spontaniczne, ale niewinne i urocze. 
Chociaż był późny wieczór, ona wyszła do mnie. Chciałem schować się za drzewem i ją przestraszyć. Nie wyszło. Rozmawialiśmy długo i bez ani jednej chwili drętwej ciszy. Między nami nie ma czegoś takiego jak drętwa cisza. Czasami myślę sobie, że oceniam ludzi niewłaściwie i nadrzędną cechą powinno być to, czy jest mi w ich towarzystwie po prostu miło. Przy niej jest. Jest bardzo miło. Jest miło, spokojnie, ale i świadomie. Mózg stale działa tak jak powinien działać, nic go nie ogłupia, nie tłumi myśli.
Parę dni później spotkaliśmy się już "oficjalnie". Odwaliłem się wtedy jak na procesję panatenajską. Ciuchy to nie jest to co lubię i proszę cię ojcze czasie, by po latach nadal nie wskoczyły one na wyższą pozycję w moich priorytetach. Ale dla niej się postarałem. A ona... miała alergię. Chociaż w tamten poprzedni wieczór się taka nie wydawała, wtedy przede mną była bardzo bezbronna i uległa. Jest uległa. To jedna z jej- o dziwo- dominujących cech. 
W kawiarni utwierdziłem się w przekonaniu, że między nami nie będzie żadnej niezręczności. Zaprosiła mnie do siebie. 
To było stresujące. Wiedziałem co chcę zrobić i że ona chce tego samego. Mimo to, walczyłem sam ze sobą. Nie byłem przekonany, że to właśnie ten moment. Że to proste, tak proste! Ale zrobiłem to, pocałowałem ją. I wszystko uległo rozwiązaniu. Sytuacja przestała być skomplikowana. Chorobliwe myśli wyrzuciłem do śmietnika.
Tak naprawdę na tym mógłbym zakończyć. Nic między nami się nie popsuło. Nie było żadnego zwrotu akcji. Jest po prostu... miło. Tak jak w życiu ma chyba być, co nie? Może nie warto było się męczyć samemu ze sobą i poszukiwać czegoś, czego nigdy nie mógłbym dostać? I czy to mistyczne "coś" w ogóle byłoby w jakiś sposób lepsze? Świadomość tego, że zawsze dążę do toksyczności podpowiada mi, że nie.
Spotykamy się i za każdym razem jest trochę inaczej, ale wciąż miło. Mam wrażenie jakby gwiazdy ułożyły się na niebie tak jak... no tak jakoś fajnie. I dzięki temu życie może przebiegać w pozytywnym, zdrowym tonie. 
Kiedy mieszkała z nami babcia, jak grom z jasnego nieba spadło na mnie przeświadczenie, że ją bezgranicznie kocham. A czy kocham swoją dziewczynę? Na to chyba jeszcze za wcześnie. Nie wiem, może jestem głupi i niedoświadczony, ale nie wyobrażam sobie, że miłość mogłaby powstać bez poświęcenia siebie dla tej drugiej osoby. A poświęcić się muszę. Chcę, żeby była bardziej pewna siebie. Żeby nie bała się postępować stanowczo i znała swoją siłę. Wiem, że jest bardzo wartościowa i musi to zauważyć. 
Nie bawmy się w piękne słowa. Wybrałem ją, bo mi się podoba. Nie jestem zbawcą świata, który naprawia ludzi, którzy najbardziej w życiu zbłądzili. I ona taka nie jest. Jest świetna, tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. A może jej jeszcze dobrze nie znam?


Komentarze