Seria marzeń
Przykrym uczuciem jest odkryć, że człowiek, którego uważało się za niesłusznie niedocenionego i nielubianego został tak naprawdę przez innych oceniony właściwie. Tak mam z moim promotorem, dla którego stałem się chyba... jedną z bliższych mu osób w życiu. Tak sądzę, choć jego okazywanie przywiązania jest...dosyć skomplikowane. Bardzo trudno jest mu powiedzieć na czyjś temat dobre słowo. Do tego stopnia, że po dwóch latach znajomości mam problem z określeniem czy on widzi w ogóle we mnie jakieś zalety. I to jest chyba najgorsze: nigdy nie doda otuchy, nigdy nie doceni tego co jest dobrze. Może to właśnie przez ten żal, który czuje. Żal za to, że jego samego nikt w życiu nigdy nie docenił. Teraz wszyscy wkoło są źli, nieuczciwi. Tych wyżej postawionych obgaduje za plecami, zamiast powiedzieć im złe słowo prosto w twarz.
"Powiedzieć prosto w twarz" brzmi tak szlachetnie, lecz nie uważam, że to zawsze najlepsze rozwiązanie. Strach mojego promotora nie wynika z niczego. To dziesiątki lat doświadczenia. Smutnego doświadczenia, którym ze szczegółami się ze mną dzieli kawałek po kawałku. Dla niego to wszystko jest tragiczne, dla mnie- nie tak bardzo. Z tego powodu nie potrafię zaakceptować jego szydzenia, wyśmiewania, obgadywania i końskich zalotów. Może czegoś nie rozumiem, w końcu nie jestem w jego skórze. Większość ludzi jest tak naprawdę egoistami, w tym i ja. Widzę głównie swoją krzywdę, która dzieje się teraz. Przywary mojego promotora traktuję jako słabość, jako niezdolność do pogodzenia się ze swoją przeszłością. Jak rzeczy odległe.
Dlaczego więc stałem się mu tak bliski? A... dlaczego jestem bliski dla wielu innych osób? Pomijam tutaj rodzinę, chodzi mi o tych niespokrewnionych, którzy rozmawiają ze mną i zwierzają się mi bardzo często. Sam nie wiem co takiego we mnie jest. Nie uważam jednak, by było to pozytywne czy negatywne. Poznałem dzięki temu wspaniałych, najbardziej niesamowitych w świecie przyjaciół, lecz... i innych. Takich jak Szanowny Pan Doktor, w towarzystwie którego widmo złych skutków zaciska gardło. Zwrócić uwagę mogę mu jedynie delikatnie... ze strachem... i byle do lutego.
Czytam posta z drugiego stycznia tego roku.
"A co planuję na 2019? Minimum dwa razy oddać krew. Pomóc w organizacji jakiegoś szczytnego wydarzenia. Być bardziej bezinteresownym. Oficjalnie przebiec półmaraton. Podciągnąć się na drążku 20 razy za jednym podejściem. Przeżyć wspaniałe podróże.
I co najważniejsze... pokazywać mamie, że ją kocham."
"Powiedzieć prosto w twarz" brzmi tak szlachetnie, lecz nie uważam, że to zawsze najlepsze rozwiązanie. Strach mojego promotora nie wynika z niczego. To dziesiątki lat doświadczenia. Smutnego doświadczenia, którym ze szczegółami się ze mną dzieli kawałek po kawałku. Dla niego to wszystko jest tragiczne, dla mnie- nie tak bardzo. Z tego powodu nie potrafię zaakceptować jego szydzenia, wyśmiewania, obgadywania i końskich zalotów. Może czegoś nie rozumiem, w końcu nie jestem w jego skórze. Większość ludzi jest tak naprawdę egoistami, w tym i ja. Widzę głównie swoją krzywdę, która dzieje się teraz. Przywary mojego promotora traktuję jako słabość, jako niezdolność do pogodzenia się ze swoją przeszłością. Jak rzeczy odległe.
Dlaczego więc stałem się mu tak bliski? A... dlaczego jestem bliski dla wielu innych osób? Pomijam tutaj rodzinę, chodzi mi o tych niespokrewnionych, którzy rozmawiają ze mną i zwierzają się mi bardzo często. Sam nie wiem co takiego we mnie jest. Nie uważam jednak, by było to pozytywne czy negatywne. Poznałem dzięki temu wspaniałych, najbardziej niesamowitych w świecie przyjaciół, lecz... i innych. Takich jak Szanowny Pan Doktor, w towarzystwie którego widmo złych skutków zaciska gardło. Zwrócić uwagę mogę mu jedynie delikatnie... ze strachem... i byle do lutego.
Czytam posta z drugiego stycznia tego roku.
"A co planuję na 2019? Minimum dwa razy oddać krew. Pomóc w organizacji jakiegoś szczytnego wydarzenia. Być bardziej bezinteresownym. Oficjalnie przebiec półmaraton. Podciągnąć się na drążku 20 razy za jednym podejściem. Przeżyć wspaniałe podróże.
I co najważniejsze... pokazywać mamie, że ją kocham."
Wyszło...neutralnie. 359 dni później przebyłem pewien dystans, po prostu płynąc po marzeniach.
Komentarze
Prześlij komentarz