Czworo oczu F

Życie jest krótkie. Do niedawna przeciwstawiałem się temu poglądowi, myślałem że jest... takie w sam raz, żeby wydarzyło się wszystko co musi się wydarzyć. Mówię o tym scenariuszu, gdy dożywam starości, ale nie takiej, która jakoś znacząco odbiega od średniej. Teraz uważam inaczej, średnia to zdecydowanie za mało. Z wiekiem czas zaczyna pędzić coraz szybciej. Nawet te ciekawe i bogate w doświadczenie dni zlewają się, a wieczory obfitują w myśli o tym jak szybko znowu zastanawiam się nad tym samym- że przez te 24 godziny jakbym zastygł w czasie i kontynuował swoje rozważania, jakby nie minęła nawet minuta. 
Robert któregoś razu powiedział "nie wiem jak to się stało, ale nie jesteśmy już młodzi". Naprawdę? Naprawdę ja, ten który rozpoczął tego bloga będąc naprawdę wczesnym nastolatkiem nie jest już młody? Robert przesadził, lecz w pewnym sensie ma rację. Zakończyła się już zależność. Życie polega na kreowaniu siebie i przyszedł właśnie na to czas.
Czy jestem zadowolony z tego jaki jestem? W głębi serca mam to pragnienie, by ktoś odkrył we mnie to co najlepsze. Tak, by moje reakcje względem tej osoby były zawsze zgodne z sumieniem, bym nie żałował później źle wypowiedzianego słowa. Teraz złych słów wypowiadam niestety dużo. Pomijam stres. Nie obwiniam się za stres, a za złość i za brak umiaru. To chyba będzie mój cel, tak chcę wykreować samego siebie. Z wyczuciem i opanowaniem.
W ułamku sekundy jak szpila wbiła mi się do mózgu myśl, że mój nowy cel nie jest wcale tym właściwym. Ze mam dużo innych wad, których warto się pozbyć. A może zamiast tego rozwijać zalety? Jakie ja mam zalety... sam już nie wiem. Nigdy nie usłyszałem komplementu, który przez kogoś innego nie zostałby zniszczony trafnym zarzutem. Nie pomyślałem o jednej dobrze wykonanej przez siebie rzeczy, której nie zniweczyłbym żałosnym działaniem. 
Znowu negatywny post... Taki już mój nastrój. Czy pisałem już kiedyś, że koleżanka z uczelnianej grupy spytała się mnie kiedyś czy mam depresję? Chyba nie. Zdziwiło mnie to, bo wydawało mi się, że na wydziale zawsze jestem miły i uśmiechnięty. Powiedziała też "nie zabijaj się", jakbym chciał to kiedykolwiek zrobić. Wiem co musiałoby się stać, bym to samobójstwo chciał popełnić, lecz jest to mało prawdopodobny scenariusz. A raczej "wiele mało prawdopodobnych scenariuszy", ponieważ chodzi mi tutaj o śmierć moich braci. Kocham ich tak... To jest stworzona miłość, najpiękniejsze co mi się udało w życiu.

Komentarze