Niewiarygodne jak długą drogę przeszedłem od momentu założenia tego bloga. Blog, taka sztuczna rzecz, której większość ludzi nie posiada, towarzyszy mi w życiu już jak coś normalnego. A posty- chociaż wcale nie dodaję ich regularnie- nie męczą mnie, nie muszę szukać specjalnego wieczoru przy odpowiednim nastroju, by coś dodać. Interface strony zmienił się może z jeden raz przez te 7 lat. Czasami boję się, że to zwiastun końca blogspotu.
Wzruszam się, gdy pomyślę, że zasiadam do pisania bez przymusu, bez chęci zaimponowania komukolwiek. Czuję się taki czysty, taki prawdziwy. Nie udaję, nie chichram się, jestem po prostu sobą. Z tą sztuczną rzeczą, której większość ludzi nie posiada, nabieram świadomości, że jestem chociaż w tej części wyjątkowy. Już nie pamiętam jak to się stało, że w ogóle postanowiłem założyć bloga, ale to była jedna z moich najlepszych decyzji w życiu. Pozostanie po mnie chociaż to co spisane tutaj... może w przyszłości będę dla kogoś tajemnicą?

Zbliża się jesień... Każdego roku we wrześniu wpadam w ten sam melancholijny nastrój, kiedy wiem, że niedługo widok za oknem zmieni swoje barwy. To takie piękne, najpiękniejsza pora na wieczór z książką i gorącą herbatą przy lampce, oświetlającą tylko ten kawałek przestrzeni, na którym chcemy się skupić. Światło latarni za oknem jest takie ciepłe. Subtelnych szczegółów jest dziesiątki, a odczuć jest je teraz tak łatwo i przyjemnie. Nic nie idzie na zmarnowanie przez zabieganie, ignorancję czy wysiłek. Chcę być właśnie tutaj.
Cieszę się, że czuję się tak związany ze swoim otoczeniem. Nie konkretnym miastem, nie konkretnym mieszkaniem, ale z ludźmi, z przyrodą, z historią i osiągnięciami techniki. Świat ewoluuje i wpływa na to tak mnóstwo czynników, że nie potrafię (chyba nikt nie potrafi) przewidzieć jak będzie wyglądał w przyszłości, lecz porusza mnie już sam ten proces zmiany. Każdy kolejny dzień jest inny nawet bez naszej ingerencji. Przywiązuję się do piękna, pośród którego się urodziłem. Najbardziej intrygują mnie te pierwotne, proste do objęcia umysłem relacje- ziemi, nieba, wody, ognia, światła i cienia. Zmieniają się one z chwili na chwilę i nigdy nie wyglądają tak samo.
"Zmiana"- tego słowa użyłem już wiele razy, to musi znaczyć dla mnie wiele.
A co jakby jutro skończył się świat? Niech nie będzie już nawet przestrzeni, niech wszystko zakończy się definitywnie.

Wróciłem z Warszawy. Dobrze odpocząć od dusznego miasta. Lublin to bardzo wyjątkowe, przyjazne i pełne kultury miejsce. Ludzie mają tendencję do uwielbienia tego co wielkie, potężne i rozległe- bardzo niesłusznie. Tutaj w Lublinie jest siła i chęć do życia. No i mnóstwo zieleni.

Komentarze