Paluszki w szklance

Wczoraj spełniłem swój cel na przebiegnięcie półmaratonu. Pozytywne emocje wypierają teraz te negatywne tak skutecznie, jak negatywne zwykle wypierają pozytywne w chwilach tragicznych.
Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy zacząłem biegać, ale na pewno było to nie tak dawno. Początkowo miałem zakończyć rok na 15 kilometrach. Wydawało mi się to wtedy niebywałym osiągnięciem, lecz potem szybko przyszło 10, 12, no i w końcu musiałem podwyższyć swój cel, żeby mieć co robić do końca roku. A i tak, od 30 października nie będzie już nowych rekordów. Zamiast tego dwa miesiące lekkich biegów, które mają mnie utwierdzić w przekonaniu, że potrafię spełniać swoje marzenia i jestem kimś naprawdę wartościowym.
Na początku 2018 roku nie spodziewałem się, że stanie się COŚ, że w końcu zrobię coś odważnego i będę wytrwały. Ale udało się. I rozpiera mnie duma. Zawsze umiałem zarywać noce, pracować nawet 24 godziny na dobę, lecz to wszystko było wymuszone szkołą czy studiami. Teraz spełniłem mój własny cel. Mój, zaplanowany cel, wokół którego krążyło setki myśli.

Wypasać owce na Sardynii.

Komentarze