Podłe, wysysające życie uczucie.

Chcę uciec. Tak całkowicie zacząć wszystko od nowa. Przeprowadzić się do innego kraju, zostawiając wszystkich znanych mi ludzi. Najlepiej do Włoch, bo teraz mam fazę na Włochy. Moje chwilowe ekscytacje to jedyne co daje mi ostatnio choć trochę radości, więc wolę przy nich pozostać i udawać, że są wyborami przemyślanymi.
Nadzieja gaśnie. Nie wiem czy gorsze jest sama bylejakość wszystkiego co mnie otacza, czy świadomość, że już tak mało we mnie nadziei na poprawę. Mam tendencję do bycia korporacyjnym szczurem, więc pewnie z pierwszym nie miałbym wielkiego problemu.
Wiecie co jest najgorsze? Brak motywacji. Motywacja to coś co mnie nadal charakteryzuje bardzo mocno. Jestem człowiekiem, który śmiało podąża za swoim celem. Nie odkładam planów na kolejny dzień i nie lubię jako ludzie tak robią. Dlatego smuci mnie, gdy sam miewam chwile zwątpienia. Zdarza się to coraz częściej i na coraz dłuższy czas. To potworne, paraliżujące uczucie. Nie mam siły wtedy nawet pisać. Nie mogę podjąć jakiegoś działania, by zmienić swój tok myślenia. To moje otoczenie lub organizm w dziwny sposób muszą wpłynąć na mój umysł. Musi się dziać wszystko, żeby odciągać mnie od potwornych myśli, takich jak na przykład samobójstwo. Myślę o tym i boję się tego. Panicznie się boję, że się zaczęło i narasta. Jak rak mutujący zdrowe komórki.
Komórka... Kiedyś mieliśmy komórkę. Pewnego dnia podczas burzy zawalił się w niej dach, który upadł na podłogę i ją załamał, aż do piwnicy. Wyciągałem z tych nigdy nie posprzątanych zgliszczy piłkę, gdy ta wpadła przez okno do środka.

Komentarze