Stanisława

Babcia odeszła.

Wczoraj, 17 listopada, koło 6 rano zadzwoniliśmy po karetkę, bo szybko oddychała i była bledsza. Od wczesnych godzin mama i ja przebywaliśmy w szpitalu. Babcię przenoszono z jednej sali do drugiej. Zmarła tuż po godzinie 18 we śnie, wśród rodziny. Każdy miał czas by się z nią pożegnać.
Spodziewaliśmy się, że ten moment w końcu nastąpi. Obawiałem się tylko, że pewnego dnia zajrzę do jej pokoju i będzie już za późno, a mama, Adaś i ja nie będziemy mogli pogodzić się, że spóźniliśmy się z ratunkiem. Mówić "na szczęście" w tej sytuacji nie wypada, lecz w rzeczywistości powiadomiliśmy pogotowie w najodpowiedniejszej chwili.
Ostatnie miesiące jej życia były idealnym dopełnieniem, tego czego brakowało nam w naszym podejściu do niej. Mama zwykle denerwowała się na babcię. W sumie trudno było tego nie robić. Lecz od kilku miesięcy uspokoiła się i zaczęła śmiać z jej zachowania. Pogodziła się z tym, że już tak będzie. Adaś wcześniej nie opiekował się nią prawie w ogóle, a w ostatnim czasie jego podejście całkiem się odmieniło. Każdego dnia i każdej nocy zachodził do niej, opiekował się nią i rozmawiał. Rozmawiałem też ja. Zawsze zarzucałem sobie, że nie rozmawiałem z babcią tyle, ile powinienem. W ostatnim roku robiliśmy wszystko, by czuła się kochana, by wiedziała, że się będziemy nią opiekować do końca i mimo wszystko.
W szpitalu nie od początku sprawa była jasna, lecz potem wyszło na jaw, że przyczyną była postępująca miażdżyca i problemy z krążeniem. Lekarze mówili, że to cud, że babcia przeżyła 18 lat od pierwszego udaru. I choć na początku mieliśmy nadzieję, że jeszcze wróci do domu, potem zaczęliśmy się godzić, że już tak nie będzie. Przyjechali Paweł i Adaś, a następnie Juliusz. Był ksiądz i pomodliliśmy się w kaplicy, choć tego zazwyczaj nie robimy. Jeszcze nigdy w życiu nie modliłem się tak szczerze i długo. Już wiem co to znaczy nawrócić się w tragicznej chwili. I chociaż nadal jestem tak samo niepewny, mam nadzieję, że jest po śmierci coś, co nie kończy historii ludzkiej duszy.
Po powrocie do domu załamał mnie widok jej pustego pokoju i tych wszystkich rzeczy, które już nigdy nie zostaną przez nią użyte. Tak jak wtedy i jak w szpitalu nie płakałem jeszcze nigdy. Nie chciałem jej stracić. Jakiś czas temu pisałem, że miłość rodzi się z tego co robimy dla drugiego człowieka i przez ostatnie trzy lata, gdy zachodziłem do babci w dzień i w nocy, poczułem że kocham ją bardzo mocno i ponad wszystko.
Mama miała jeszcze chwilę czasu by pobyć z nią sam na sam. My w tym czasie zajęliśmy się wszystkim tak, by po powrocie nie musiała już o nic w domu troszczyć. To dla niej najtrudniejsze chwile. Jest bardzo silna, przeżyła już śmierć wielu ukochanych jej osób, ale wiem, że ten ból nigdy się nie zmienia. Teraz trzeba czekać i pomału przyzwyczajać się do nowej sytuacji. Mama teraz odpocznie.
Chciałbym by ten post był pamiątką. Z czasem moje wspomnienia o babci Stasi ulegną zniekształceniu, do czego pod żadnym pozorem nie chciałbym dopuścić. Teraz pamiętam ją bardzo wyraźnie: każdą ją cechę charakteru i wyglądu. Zawsze wyglądała na młodszą niż jest, chociaż włosy miała całkowicie białe odkąd tylko pamiętam. Jej głos prawie do końca brzmiał donośnie, choć w babciny sposób.
Od początku roku stopniowo traciła siły. Wielu pewnie myślało, że odejdzie z tego świata już 18 lat temu, lecz aż do 90 roku życia mogła spędzać czas w spokoju i odpoczynku z naprawdę sporą werwą. Nawet dobrze, że pomału traciła świadomość. To takie przygotowanie organizmu do odejścia.
Mimo wszystko, jej śmierć boli mnie najbardziej. Czegoś takiego nie czułem nawet, gdy zmarł mój tata. Może było to spowodowane dzieciństwem, bo chociaż płakałem, szybko doszedłem wtedy do siebie. Mam wrażenie, jakby teraz miało być inaczej. Nie mam ochoty na nic. Wydaje mi się, że słyszę jej wołanie z pokoju obok i kilka razy złapałem się na tym, że potraktowałem te pomyłki z prawdą i poszedłem tam zajrzeć. W środku wciąż unosi się jej zapach i widać miejsce, które zawsze było przez nią zajęte. Pokój przez lata wypełniony skrajnymi emocjami stoi teraz pusty.
Dobrze, że zrobiliśmy co w naszej mocy. Nie ma wątpliwości, że było inaczej. Stanowiliśmy dla babci najlepszą opiekę z możliwych.
Teraz pora na wyciszenie się.

Zaskakujące, że do niczego nie można się tak naprawdę przygotować.
Żegnaj babciu Stasiu. Pamiętamy o Tobie.

Poprzedni post został opublikowany 16 listopada. Zapomniałem, że data aktualizuje się po każdej edycji, a w tamtym przypadku musiałem coś poprawić.

Komentarze