Przyjaciel dla męczennika, przyjaciel dla haniebnej kobiety, spoglądasz w rozpalony piec i widzisz bezimiennego bogacza
Oblałem dwa egzaminy i czekają mnie poprawki we wrześniu. Nie, że nie spodziewałem się czegoś oblać. Ale dwa to już poziom przeciętnie-słaby, więc jest mi trochę głupio. No i dostałem mandat od kanarów, bo jak debil postanowiłem pojechać raz autobusem, zamiast jak zwykle wziąć samochód. Zapomniałem, że ważność biletu skończyła mi się dzień wcześniej.
Rozmawiam z taką dziewczyną ze studiów, nie pamiętam czy wspominałem. Jest Rosjanko-Szwedką, jej rodzice są dosyć zamożni, wszyscy razem mieszkają teraz w Polsce. Rozmawiamy po angielsku. I sam nie wiem czy ona mnie bardziej odrzuca, czy kręci. Po prostu, to wszystko jest jak zwykle dziwne i nie potrafię się do niej przywiązać. Do nikogo poza moją najbliższą rodziną nie jestem przywiązany. Chciałbym by to się zmieniło, ale szczerze mówiąc w to wątpię i pewnie już zawsze pozostanie tak jak jest. Znajdę sobie kogoś, ale nie będzie to prawdziwe, gorące uczucie. Tak naprawdę bardzo się tym przejmuję, walcząc ze sobą by jednak tak nie myśleć.
Moje mięśnie są bardzo zmęczone i może stąd wziął się mój pesymizm w tej chwili. Chociaż zwykle po wysiłku czuję, że żyję i chociaż na chwilę mam głęboką chęć spełniać swoje marzenia.
Czasami, gdy jestem zmęczony, chory lub jest mi słabo, mój umysł ma przebłyski innego postrzegania rzeczywistości. Coś jak uczucie, gdy próbujemy przypomnieć sobie sen i wiemy, że jest to możliwe, ale tak ciężko wyciągnąć to z podświadomości. I przed chwilą, czułem jakbym rozumiał wszechświat, gdzie matematyka nie istnieje. To był dosłownie moment, krótkotrwale uczucie, którego teraz zupełnie nie rozumiem.
Myślę, że to jest właśnie cel moich ćwiczeń. Nie to, by mieć ładną dupę czy klatę. Nie perspektywa dobrej kondycji. Po prostu chcę mieć momenty, gdzie będę na tyle zmęczony, by coś się zmieniło. A jak nie będzie żadnego zaskoczenia to przynajmniej będę w stanie skupić się na zwykłym gapieniu w jeden punkt i odkryję jego ukryte piękno.
Mój indeks zaginął. Nie wiem nawet czyja to wina. Pamiętam, że oddawałem go staroście, który akurat w tamtym momencie zbierał je z całego roku, ale sprawa jest tak skomplikowana, że w sumie wszystko może być możliwe. W każdym razie, gdy starosta zainteresował się moim problemem, wyjaśnił co mam zrobić by otrzymać duplikat indeksu i takie tam, moje zdanie o nim totalnie się odmieniło. Zawsze uważałem, że to typowy "popularny chłopak", który jest nazbyt pewny siebie i moralnie skrzywiony, co i tak wychodzi mu na sucho (bo tacy ludzie mają zwykle łatwiej). Może teraz wykorzystał na mnie jakiś swój trick, wykształcony na przestrzeni lat poświęconych relacjom towarzyskim, i w rzeczywiście nie jest to dobry człowiek. Ale ja naprawdę zacząłem o nim pozytywnie myśleć. W jeden dzień polubiłem go na tyle, że uważam, że jest lepszy ode mnie (wbrew pozorom moja samoocena nie jest aż tak niska, by oceniać siebie gorzej od większości ludzi). I niby jest mi z tego powodu miło, bo w moim życiu przewinęła się kolejna dobra osoba, ale wybujałe ego przeżywa teraz rozpacz. Chociaż znam swoje zalety, a niektóre z nich są dużo większe niż u innych (na przykład to, że jestem opiekuńczym pojebem), to czuję, że ten właśnie starosta ogólnie jest po prostu ode mnie lepszy. Staram się przy tym nie opierać na jakimś chorym pesymizmie nastolatki z podciętymi nadgarstkami, a na wyobrażeniu tego jak naszą dwójkę porównywałaby trzecia osoba. Bez znaczenia jaki charakter jej nadaję, zawsze wychodzę na tego gorszego. Moje wady związane z życiem społecznym są na tyle duże, że odrzucam każdego z kim się po raz pierwszy spotkam. A ostatnio nawet z trudnością przychodzi mi otworzyć usta w geście rozpoczęcia rozluźniającej pogawędki. Po prostu nic nie mówię. Z nikim nie rozmawiam.
Grateful Dead- Unbroken Chain
Grateful Dead- Scarlet Begonias
Bob Dylan- Fourth Time Around
Rodriguez- Crucify Your Mind
Posty piszę tak rzadko, że muzyki zbiera się sporo i nie wiem na co się zdecydować.
Rozmawiam z taką dziewczyną ze studiów, nie pamiętam czy wspominałem. Jest Rosjanko-Szwedką, jej rodzice są dosyć zamożni, wszyscy razem mieszkają teraz w Polsce. Rozmawiamy po angielsku. I sam nie wiem czy ona mnie bardziej odrzuca, czy kręci. Po prostu, to wszystko jest jak zwykle dziwne i nie potrafię się do niej przywiązać. Do nikogo poza moją najbliższą rodziną nie jestem przywiązany. Chciałbym by to się zmieniło, ale szczerze mówiąc w to wątpię i pewnie już zawsze pozostanie tak jak jest. Znajdę sobie kogoś, ale nie będzie to prawdziwe, gorące uczucie. Tak naprawdę bardzo się tym przejmuję, walcząc ze sobą by jednak tak nie myśleć.
Moje mięśnie są bardzo zmęczone i może stąd wziął się mój pesymizm w tej chwili. Chociaż zwykle po wysiłku czuję, że żyję i chociaż na chwilę mam głęboką chęć spełniać swoje marzenia.
Czasami, gdy jestem zmęczony, chory lub jest mi słabo, mój umysł ma przebłyski innego postrzegania rzeczywistości. Coś jak uczucie, gdy próbujemy przypomnieć sobie sen i wiemy, że jest to możliwe, ale tak ciężko wyciągnąć to z podświadomości. I przed chwilą, czułem jakbym rozumiał wszechświat, gdzie matematyka nie istnieje. To był dosłownie moment, krótkotrwale uczucie, którego teraz zupełnie nie rozumiem.
Myślę, że to jest właśnie cel moich ćwiczeń. Nie to, by mieć ładną dupę czy klatę. Nie perspektywa dobrej kondycji. Po prostu chcę mieć momenty, gdzie będę na tyle zmęczony, by coś się zmieniło. A jak nie będzie żadnego zaskoczenia to przynajmniej będę w stanie skupić się na zwykłym gapieniu w jeden punkt i odkryję jego ukryte piękno.
Mój indeks zaginął. Nie wiem nawet czyja to wina. Pamiętam, że oddawałem go staroście, który akurat w tamtym momencie zbierał je z całego roku, ale sprawa jest tak skomplikowana, że w sumie wszystko może być możliwe. W każdym razie, gdy starosta zainteresował się moim problemem, wyjaśnił co mam zrobić by otrzymać duplikat indeksu i takie tam, moje zdanie o nim totalnie się odmieniło. Zawsze uważałem, że to typowy "popularny chłopak", który jest nazbyt pewny siebie i moralnie skrzywiony, co i tak wychodzi mu na sucho (bo tacy ludzie mają zwykle łatwiej). Może teraz wykorzystał na mnie jakiś swój trick, wykształcony na przestrzeni lat poświęconych relacjom towarzyskim, i w rzeczywiście nie jest to dobry człowiek. Ale ja naprawdę zacząłem o nim pozytywnie myśleć. W jeden dzień polubiłem go na tyle, że uważam, że jest lepszy ode mnie (wbrew pozorom moja samoocena nie jest aż tak niska, by oceniać siebie gorzej od większości ludzi). I niby jest mi z tego powodu miło, bo w moim życiu przewinęła się kolejna dobra osoba, ale wybujałe ego przeżywa teraz rozpacz. Chociaż znam swoje zalety, a niektóre z nich są dużo większe niż u innych (na przykład to, że jestem opiekuńczym pojebem), to czuję, że ten właśnie starosta ogólnie jest po prostu ode mnie lepszy. Staram się przy tym nie opierać na jakimś chorym pesymizmie nastolatki z podciętymi nadgarstkami, a na wyobrażeniu tego jak naszą dwójkę porównywałaby trzecia osoba. Bez znaczenia jaki charakter jej nadaję, zawsze wychodzę na tego gorszego. Moje wady związane z życiem społecznym są na tyle duże, że odrzucam każdego z kim się po raz pierwszy spotkam. A ostatnio nawet z trudnością przychodzi mi otworzyć usta w geście rozpoczęcia rozluźniającej pogawędki. Po prostu nic nie mówię. Z nikim nie rozmawiam.
Grateful Dead- Unbroken Chain
Grateful Dead- Scarlet Begonias
Bob Dylan- Fourth Time Around
Rodriguez- Crucify Your Mind
Posty piszę tak rzadko, że muzyki zbiera się sporo i nie wiem na co się zdecydować.
naprawdę Cię lubię.
OdpowiedzUsuńKto lubi? Porozmawiajmy :)
Usuńciężko powiedzieć.
Usuńco proponujesz?
Odezwij się na maila: sebastianero@wp.pl . Co ja sobie myślałem podczas tworzenia tej nazwy...?
Usuńnapiszę za tydzień, dobrze? prawdopodobnie w poniedziałek. tak uprzedzam byś nie odwiedzał skrzynki każdego dnia w oczekiwaniu na wiadomość.
UsuńZawsze lepsze to niż nigdy :)
OdpowiedzUsuń