Studia

Gniew to takie czyste uczucie. Nic go nie zakłóca, nie ma wątpliwości, że w każdym momencie jest szczery.

2,5 tygodnia studiów za mną. Wszystko rozwija się ślamazarnie i jak na razie dopiero zaczynam coś robić.
Nie lubię tego. Chciałbym przepracowywać się w moich zainteresowaniach, chciałbym zarywać noce na czymś ciekawym. A tymczasem... słucham o prawach własności intelektualnej i materiałach używanych do budowy. Naprawdę, materiałoznawstwo jest potrzebne w I semestrze?
Jeśli już jestem przy minusach: godzinna przerwa to najgorsze co może się przytrafić. Przez 20 lat życia nie byłem stawiany w sytuacji, gdy każdego dnia mam akurat tyle trwające luki, których nie wiem czym zapełnić. Jest to w pewnym sensie nowe, dosyć proste doświadczenie. Ale jednak życie ma swój kres. Nie chciałbym, żeby jakiś archanioł-pasjonat wykresów, podsumowując moje życie, powiedział: "no, ten to zmarnował 5% czasu na czekanie".
Nie wiedziałem, że jako absolwent plastyka będę się tak bardzo wyróżniał na tle innych. Mam inny styl rysowania, podejście do projektowania i poczucie estetyki, przynajmniej wśród 15-osobowej grupy, z którą mam wszystkie zajęcia. Jestem w tym tak totalnie sam, że jak zwykle odzywa się we mnie echo samotności. Jednocześnie czuję się w pewien sposób doceniony, słysząc komplementy na temat swojej pracy.
Moją główną obawą przed pójściem na studia było to, jakie podejście do studenta będą mieć wykładowcy edukujący mój rok. Jestem potężnie zaskoczony tym jak wielu z nich nie podchodzi do wykładów w sposób: "ach, wyrecytuję jakiś niezrozumiały chujtekst z książki dla profesorów i niech się mendy zastanawiają". Jak na razie wszystko mogę zrozumieć i słyszę sporo historii z życia wziętych.
Jeśli był plus, to teraz dla równowagi oczywiście musi pojawić się minus. Budynek Wydziału Architektury i Budownictwa na Politechnice Lubelskiej jest zaprojektowany... no tak sobie. W jednym miejscu ludzie od rana do wieczora ściskają się jak mrówki, a w innym przez cały dzień nie ma ani żywej duszy. Przejście między korytarzem prowadzącym do auli, a korytarzem prowadzącym do sal ćwiczeniowych jest tak blisko przejścia, że mróz z dworu wpada i z miejsca zamraża gluty w nosie. Architekci chyba powinni wiedzieć, że jest coś takiego jak przedsionek, ograniczony dodatkową parą drzwi, by nie działy się takie cuda (już gadam jak wykładowca).
Niesamowicie irytuje mnie jeszcze ten "syndrom wysokiego stopnia naukowego". Profesorowie i niektórzy doktorzy egzystują z ogromnym poczuciem własnej wyższości, co już na pierwszy rzut oka wydaje się przerysowane i śmieszne.
Adnotacja dla mnie-w przyszłości: białe sale i rysowanie miękkim ołówkiem to nie jest dobre połączenie...

Ciekawe czy na studiach poznam swoją przyszłą miłość...

A co poza studiami?
Ludzie odchodzą. Mam wrażenie, że pasują do mnie tylko ci, którzy są w takim samym stopniu przemądrzali i samolubni jak ja. Przynajmniej oni zostają, a z tymi towarzysko-altruistycznymi mendami mam wieczne problemy.
Ostatnio uczę się kilku programów do grafiki 3D. Najbardziej wkręciłem się w Blendera, który wydaje mi się posiadać wszystko czego potrzebuję, nie tylko na początek drogi, ale również, gdy będę umiał tworzyć zaawansowane projekty. Poza tym lubię być tym cichym członkiem ogromnej blenderowej społeczności. Jestem podekscytowany na wyobrażenie tego co będę mógł niedługo tworzyć, szczególnie że przez ostatnie dwa tygodnie zrobiłem szalone postępy. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej potrafiłem tak długo i intensywnie uczyć się jednej rzeczy (dorosłość?).
Powyżej mój pierwszy rzeźbiarski wytwór. Milion rzeczy do poprawienia, ale jestem z siebie dumny!

Komentarze