Chciałbym wyzionąć ducha w Twoich ramionach

Niemal całe wakacje za mną. Jest normalnie: trochę robię, trochę nie robię. Żadnych wybryków, żadnych śmiałych kroków. Co jakiś czas nadarza się okazja by zrobić coś "szalonego", ale wraz z lekką ekscytacją wiąże się strach. Strach, że kogoś zawiodę, że kolejny raz okażę się kimś mało wartościowym. Tym "kimś" jest najczęściej mama, z którą coraz częściej się nie zgadzam, ale stale i niezmiennie bardzo ją kocham. Nie jest nieomylna i często staje na drodze do realizacji moich planów, których skutki finalnie okazałyby się pewnie całkiem niezłe. Niestety, nie mogę przeciąć tej pępowiny i chyba minie sporo czasu zanim podejmę decyzję, że będzie dla niej lepiej jak zacznę myśleć za siebie.

Dlaczego tyle rzeczy wybieranych jest za nas? Gdy ktoś wspomina swoje dzieciństwo, charakterystyczne gry, zabawy, najlepszych kumpli czy kumpele... ja... czuję jakbym stracił cały ten czas. Wiem, że on już nie powróci. Już nigdy nie będę dzieckiem i prawdopodobnie już nigdy nie pomyślę w taki sposób, w jaki myślałem kilkanaście lat temu. Dlatego smuci mnie to, że moje dzieciństwo nie było takie jak większości moich rówieśników czy kogokolwiek. Nie wybierałem go, po prostu tak mi zostało "przeznaczone". A najgorsze jest to, że nie mam z kim dzielić się wspomnieniami....
Cóż, jeszcze wiele lat przede mną. Ból pleców, ból wszystkiego- by nadać trochę uroku monotonii życia. Już nawet nie chce mi się poznawać nowych osób, bo mam wrażenie, jakbym po raz setny przesłuchiwał sztuczną inteligencję, która ma za chwilę oblać test Turinga.

Narażam się na negatywne komentarze. Co gorsze, wydaje mi się jakbym za wiele lat czytając to, sam najbardziej ubolewał nad swoim charakterem w przeszłości. Ale takie zdania jak to poprzednie mają tylko sprawić, że to co przeczytam lub ktoś przeczyta w przyszłości, zostanie przemyślane i odebrane lepiej. 
Zdaję sobie sprawę ze swoich wad, ze swojej zgorzkniałości, egoizmu. Staram się ich pozbyć. Tylko, że... nie widzę okazji by kimś się naprawdę zainteresować. Co prawda jest jedna taka osoba, którą kiedyś (kurwa niestety zjebie Sebastian) nie przejmowałem się tak teraz. I jest to babcia. Kiedy muszę zrobić jej kolację czy coś-innego-o-czym-wstydzę-się-wspominać, czuję jakbym naprawdę o kogoś się troszczył. Jakie to świetne, że na kimś może tak zależeć. Chcę znać więcej takich osób, chcę się opiekować, rozmawiać i śmiać się razem. Może na studiach będzie okazja....

Muszę przyznać, że ekscytuje mnie wizja inteligentnego robota. Takiego jak w Ex Machinie. Chciałbym w podobny sposób jak główny bohater tego filmu prowadzić intymne spotkania z tajemniczym robotem, który zdaje się wyrażać emocje. To przerażające i w rzeczywistości pewnie prowadziłoby do zagłady, ale i tak na krótką metę jest czymś niesamowitym. Chociaż gdy myślę o jakiejś hierarchii "rzeczy, które mogłyby mnie zachwycić", wyżej od sztucznej inteligencji stawiam kontakt z nieznaną mi naturą, jakimś tajemniczym światem, który z jednej strony przypomina codziennie widoki, a z drugiej otwiera oczy na coś, o czym nigdy wcześniej się nawet nie śniło. W ogóle zdolność do zaimplementowania w mózgu czegoś takiego wydaje się być krokiem milowym. Cudowne, że jesteśmy do tego zdolni.

W końcu jakaś muzyka:
My Bloody Valentine- Only Shallow Klimatem przypomina mi czasy końca gimnazjum i początku liceum, kiedy to lubowałem się w takich ciężko-niewyraźnych dźwiękach. Nadal czuję do nich miętę. Hehe.
Radiohead- Give Up The Ghost To z pewnością pozostanie mój najpiękniejszy utwór tych wakacji. Niesamowity klimat i wokal. Każda sekunda nasycająca i jednocześnie tak rześko pobudzająca. The King of Limbs jest jak wieczory pod koniec lata- spokojne, chłodne i opowiadające historie.
Acker Bilk- Stranger On The Shore Nic nie uspokaja mnie jak ten utwór. Do tego jest taki cholernie romantyczny!
Bob Dylan- Song To Woody Bob wciąż nie puszcza. I to jest naprawdę piękne.

Dzisiaj mam tyle muzyki do podlinkowania, że aż muszę się do czegoś ograniczać. Trudny wybór.

Connie Stevens- Sixteen Reasons
Bobby Vinton- Blue Velvet
Julee Cruise- Mysteries Of Love
David Lynch to ekspert w dobieraniu utworów do swoich filmów.
Radiohead- Present Tense Czyżby kolejna po In Rainbows i The King of Limbs sesja piwnicznego koncertu miała się wydarzyć? Jeśli tak to jestem cholerrrnie podekscytowany, bo Present Tense na żywo brzmi o wiele lepiej niż na płycie.

Komentarze