Słodkie oczekiwanie

Czekam aż uda mi się zalogować na stronę OKE. Wyniki matur.....
Wolę dowiedzieć się tego póki nikt nie patrzy. Jestem tchórzem, bo boję się, że ktoś może zobaczyć jakiś słaby wynik, który- szczerze mówiąc- wątpię by się pojawił na jakiejkolwiek mojej maturze.

Przesłuchałem już kilkukrotnie nowy album The Avalanches. Myślałem, że wyrosłem z odczuwania bardzo silnych emocji przy słuchaniu całych albumów. Myliłem się.
Wildflower pokazuje, że nawet po 16 latach zespół ten potrafi wydać coś tak magicznego, jak Since I Left You. Właściwie to rzucane jest zupełnie światło na ich wcześniejszy sukces, bo z 8-osobowego składu pozostało tylko trzech facetów, którym jednak udało się stworzyć potężny klimat i poczucie przygody, zawarte w 60 minutach muzyki.
Album ten różni się od Since I Left You większą spójnością kompozycji. Żaden dźwięk nie wkurza mnie już, wyskakując jak z kapelusza w połowie piosenki, brzmiącej jak coś zupełnie z innej bajki. Jeśli miałbym wskazywać jakąś wadę pierwszego albumu The Avalanches- byłby to właśnie ten przeszkadzający momentami chaos. Innych wad nie widzę. Zaś, gdy weźmiemy pod lupę Wildflower, dla fana poprzedniego albumu może wybijać się ograniczenie sampli, na rzecz nagranych w studiu przez zespół i zaproszonych muzyków wokali. Mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie- cieszę się, że po 16 latach dostajemy coś, co pomimo wielu podobieństw, potrafi zaskoczyć i pokazać większą dojrzałość The Avalanches, którzy nie boją się teraz prostoty i innego typu inwencji twórczej.
Mówiłem kiedyś jak to pięknie Since I Left You angażuje sobą, motywując do szukania źródeł sampli, użytych w poszczególnych utworach. Na nowym albumie jest podobnie. Może sampli jest mniej, ale odkrycie ich źródeł jak wcześniej niesamowicie satysfakcjonuje. Słuchanie Wildflower jest jak lekki bieg prostą drogą, wśród pięknego krajobrazu i ciepłego powietrza. Czasem jednak napotyka się poboczne ścieżki, które objąć można wzrokiem, z ochotą na to by później dokładnie je zbadać. Te ścieżki to właśnie użyte na albumie w zmienionej formie, fragmenty utworów.
Wildflower jest przez większość czasu radosny. Radosny w ten ciekawszy sposób, bo pochłania naszą uwagę, tak jak płacząca w smutku osoba. The Avalanches zachowali tą wspaniałą, poszukiwaną przeze mnie lekkość i naturalną emocjonalność. Ich nowy album może po trochu spodobać się każdemu, chociaż nie jest w żaden sposób "bezpieczny" i zasypuje nas wyobrażeniami prostych sytuacji, które potrafią łaskotać nasze emocje. Na wszystko jest czas, bo tak jak na przykład w "Sunshine" możemy wsłuchiwać się w bardzo prostą kompozycję i odczuwać przez trzy i pół minuty jedno, angażujące uczucie. Właściwie dwa uczucia- jedno w postaci wyobrażenia czegoś prostego. a drugie jako docenienie nieskomplikowania tej piosenki, która sobą wcale nie przytłacza. Schemat ten można dopasować dla większości utworów na Wildflower. Inny nastrój, odmienne wyobrażenia, ale żadna sekunda nie powie nam "MUSISZ MNIE TERAZ POSŁUCHAĆ!".
Powtórzę teraz to co niegdyś mówiłem o Since I Left You, bo pasuje i do Wildflower: Album ten uczy doceniania prostych chwil jak nic innego w życiu. I wciąga subtelną przygodą, która jednak nie jest nachalna czy pompatyczna. Nie brzmi jak najwspanialsza rzecz na świecie, prawda? Ale założę się, że większość ludzi ma w swoim życiu momenty, gdy szczerze zdaje sobie sprawę, że to co nie wali sobą w twarz oddziałuje na niego najbardziej.

Napisałem to wszystko. I wciąż czekam aż strona OKE zacznie w końcu ze mną współpracować...

Komentarze