Zaraza
W Sopocie denerwuje mnie dużo. To miasto nie ma właściwie nic sobą do zaprezentowania. Jest popularne ponieważ jest znane. Knajpa goni knajpę. Kebab goni kebab. Ze świecą szukać klimatycznych kawiarnii, ciekawych tajemniczych miejsc i specjalistycznych sklepów. Trwa tu wojna masówek, a turyści przebijają się tłumnie w poszukiwania szczerze powiedziawszy nie wiem czego. Charakteryzuje ich ten niemrawy, chwiejny i powolny krok, w połączeniu z jałowym gapieniem się na wszystko dookoła. Nie patrzcie tam. Tam nie ma nic ciekawego.
Byłem w Almie. Nigdy nie piłem uwielbianej przez wszelkiej maści hipsterów yerba mate, więc chciałem sobie ją sprawić. Nie miałem ochoty biegać po całym sklepie, więc wybrałem to co znajdowało się pod ręką: Maya Mate. Nazwa podobna, zatem pomyślałem, że i smak. A smak w rzeczy samej ten napój ma okropny, niczym zepsuta herbata plus energetyk i pieprz. Na swoje nieszczęście wypiłem całe (no co, drogie było!). Teraz czuję się... czuję się inaczej. Brzuch mnie nie boli, ale coś wewnątrz mnie jakby się kotłowało. Dodatkowo, jestem wściekły. Wściekły, ale nad wyraz spokojny. Dziwne.
Może to narkotyki jakieś?
Myślałem o pierwszej miłosci. Nie mojej, tak ogólnie. Moja jeszcze chyba nigdy nie nadeszła. Z drugiej strony, czuję się na to już za stary. Wiele rzeczy z dojrzewania doceniam, lecz utraty magii w stosunku do wszelakich "pierwszych razów" nie. Nie mogę tego doceniać. To w pewnym sensie przerażające.
Codziennie spotykam się z tym zjawiskiem, bo codziennie robię coś nowego. Staram się próbować nawet najmniejszych rzeczy: kroję warzywa prawą ręką, myj...a nieważne. Chorrernie zmęczony jestem tym wszystkim.
Ludzie na ulicy mówią, że jestem kaleką. Jestem?
Komentarze
Prześlij komentarz