Przestrach
Wszystko... za szybko...To naprawdę już koniec tego roku szkolnego? Dopiero co zacząłem się rozkręcać! Każdy dzień przynosi coś nowego, poznaję wiele zjawisk i rzeczy, a mimo to przestaję pamiętać co robiłem niedawno. Wszystko się zlewa. moje życie coraz bardziej pędzi. Boję się starości. Nie jestem nawet w stanie określić jak bardzo.
Na każdej lekcji historii sztuki zapisuję sobie lata życia nowo poznanych artystów. Może nie powinienem? Jesteśmy już niemal w sztuce XX wieku, a prawie wszyscy nadal umierają tak młodo! Podobne wnioski, każdego cholernego dnia wyciągam po przejrzeniu paru stron w internecie. Żadnych konkretnych stron, od tak z ciekawości wejdę w jakieś linki. I co? I znowu ktoś umarł, oczywiście młodo. Potem się to mnoży. Świat jest duży, a internet postanawia informować mnie skrupulatnie o wielu zgonach. Zaraz potem czytam o kimś innym, którego nieuleczana choroba dosięgła już w wieku 30 lat. 30 lat to bardzo, bardzo mało. Prawdopodobnie za te 11 lat będę myślał podobnie jak teraz, więc wiem, że wtedy wieści o ludziach w podobnym do mnie wieku, cierpiących z powodu różnych tragedii przykują mnie w smutku na wiele minut każdego dnia. Już tak się dzieje...
Moja mama ma już prawie 60 lat. Sama mówi, że czuje się tak samo jak dekadę czy dwie temu...ale ja się boję. Gdy media informują o śmierci jakiejś osoby będącej w tym wieku, mas to nie zaskakuje. Przecież to już starość! Zaczniemy się tego bać gdy sami będziemy starzy! Z jednej strony to dobrze, a z drugiej...nie myśl, a potem cierp.
Jak byłoby bez mamy? Każda wizja z tym związana mnie przeraża. To jak piekło. Kocham ją nad życie i nie pozwolę by mnie opuściła. Nie chcę czuć pustki, nie chcę pytać sam siebie "I co teraz?". Chcę być pewny, że ktoś mnie kocha mimo wszystko, a tylko o mamie mogę tak pomyśleć. Jezu, jakie to samolubne!
Chyba...za mało jej pomagam... co mam robić? Co?
------------------------------------------------
Wydaje mi się, że czegoś mi brakuje. O, już wiem czego, wczucia się w czyjąś sytuację! Tak, bardzo mi tego brakuje.
Nie mam przez to głębszych relacji z innymi ludźmi. Chcę takie mieć, pożądam ich. Wiem, że jestem zdolny by kogoś poznać w taki cudowny, pełny sposób, ale cały czas napotykam jakieś bariery. Nie, nie usprawiedliwiam się. Sam je tworzę. Najczęściej jest to niechęć spowodowana jakimś nieprzyjemnym faktem, którego się o kimś dowiedziałem i jakiego nie mogę zaakceptować. Drugim powodem budującym owe bariery jest odkładanie na później rozwijania znajomości, ponieważ czuję się nieprzygotowany. W gruncie rzeczy to na wiele... na odpowiedzialność, na rozkojarzenie... na miłość...Bardziej chyba nawet z tej drugiej strony, że to tamta osoba może brać mnie pod opiekę i kochać. To takie proste.
Soko- I come in peace
Bjork- Joga
Na każdej lekcji historii sztuki zapisuję sobie lata życia nowo poznanych artystów. Może nie powinienem? Jesteśmy już niemal w sztuce XX wieku, a prawie wszyscy nadal umierają tak młodo! Podobne wnioski, każdego cholernego dnia wyciągam po przejrzeniu paru stron w internecie. Żadnych konkretnych stron, od tak z ciekawości wejdę w jakieś linki. I co? I znowu ktoś umarł, oczywiście młodo. Potem się to mnoży. Świat jest duży, a internet postanawia informować mnie skrupulatnie o wielu zgonach. Zaraz potem czytam o kimś innym, którego nieuleczana choroba dosięgła już w wieku 30 lat. 30 lat to bardzo, bardzo mało. Prawdopodobnie za te 11 lat będę myślał podobnie jak teraz, więc wiem, że wtedy wieści o ludziach w podobnym do mnie wieku, cierpiących z powodu różnych tragedii przykują mnie w smutku na wiele minut każdego dnia. Już tak się dzieje...
Moja mama ma już prawie 60 lat. Sama mówi, że czuje się tak samo jak dekadę czy dwie temu...ale ja się boję. Gdy media informują o śmierci jakiejś osoby będącej w tym wieku, mas to nie zaskakuje. Przecież to już starość! Zaczniemy się tego bać gdy sami będziemy starzy! Z jednej strony to dobrze, a z drugiej...nie myśl, a potem cierp.
Jak byłoby bez mamy? Każda wizja z tym związana mnie przeraża. To jak piekło. Kocham ją nad życie i nie pozwolę by mnie opuściła. Nie chcę czuć pustki, nie chcę pytać sam siebie "I co teraz?". Chcę być pewny, że ktoś mnie kocha mimo wszystko, a tylko o mamie mogę tak pomyśleć. Jezu, jakie to samolubne!
Chyba...za mało jej pomagam... co mam robić? Co?
------------------------------------------------
Wydaje mi się, że czegoś mi brakuje. O, już wiem czego, wczucia się w czyjąś sytuację! Tak, bardzo mi tego brakuje.
Nie mam przez to głębszych relacji z innymi ludźmi. Chcę takie mieć, pożądam ich. Wiem, że jestem zdolny by kogoś poznać w taki cudowny, pełny sposób, ale cały czas napotykam jakieś bariery. Nie, nie usprawiedliwiam się. Sam je tworzę. Najczęściej jest to niechęć spowodowana jakimś nieprzyjemnym faktem, którego się o kimś dowiedziałem i jakiego nie mogę zaakceptować. Drugim powodem budującym owe bariery jest odkładanie na później rozwijania znajomości, ponieważ czuję się nieprzygotowany. W gruncie rzeczy to na wiele... na odpowiedzialność, na rozkojarzenie... na miłość...Bardziej chyba nawet z tej drugiej strony, że to tamta osoba może brać mnie pod opiekę i kochać. To takie proste.
Soko- I come in peace
Bjork- Joga
Komentarze
Prześlij komentarz