Mistrz świata we wszystko

Czytam opisy Kevina Williamsa o odczuciu śmierci klinicznej przez osoby, które z niej powróciły.
Wszelkie odczucia błogości, spokoju, miłości... To mnie nie ekscytuje. Gdzie miejsce na gorycz, złość, smutek? To się nie równoważy, nie podoba mi się. Chciałbym by śmierć była chwilą poczucia absolutu, a nie tylko pozytywnych emocji.

Tak naprawdę to nie wiem co napisać.
O, w poniedziałek są moje urodziny, już 19-te. Co osiągnąłem przez ostatni rok? Na pewno więcej haruję. Nauczyłem się w sumie bardzo dużo. Jestem wytrwały i wszystko staje się dla mnie coraz bardziej klarowne. Niestety tracę umiejętność mówienia... mówienia w charakterystyczny dla mnie, oratorski sposób. Coraz częściej nie chce mi się tego robić, bo nie widzę sensu. Nie to, że ludzie nie rozumieją... po prostu lepiej powiedzieć coś krótko, ale emocjonalnie i wyjdzie o wiele wiele lepiej. W ogóle wszystko jest jakieś takie pozbawione sensu...Najczęściej lubię jak coś go nie ma, tak naprawdę, ponieważ jest to bardzo niezwykłe, nietypowe. Albo raczej "byłoby". Sens jest zawsze, tylko często go nie widać, nie słychać, nie czuć lub trudno uzmysłowić sobie fakt jego istnienia. Jednak w tym momencie, momencie zawierającym cały moje życiowe przeżycia, brak sensu jest jak pożeranie ostatniego promienia światła przez całkowitą, absolutną czerń. Obie rzeczy są fascynujące, niesamowite, ale ostatnia chwila przed zniknięciem jednej z nich to straszna zguba dla całego czasu.
Mógłbym napisać coś więcej o moich zbliżających się urodzinach, ale nie chcę. Sama ta okazja nie jest niczym specjalnym. Specjalne są uśmiechy ludzi, marzenia, miłe spojrzenia, których na szczęście nie jestem w stanie przewidzieć. Nie ma to jak niespodziewany uśmiech! To chyba cieszy mnie najbardziej...Cholera jasna, albo się naćpałem i o tym nie wiem, ale kolejny raz świat wydaje mi się tak piękny, że euforia przepełnia całe moje ciało. Taka stłumiona euforia, bo nie nauczyłem się jeszcze zapominać całkowicie o problemach, lecz z każdym rokiem jestem temu coraz bliższy. Bardzo dobrze.

Ten post jest właściwie o niczym... Dowód, że potrafię stworzyć coś z niczego. Jak bóg. Albo i nie.

Boję się...boję się końca szkoły, ostatniego pleneru, matury, dyplomu. Boję się ostatecznego pożegnania ze znajomymi, których nawet nie lubię. Nie kusi mnie nowy początek na studiach. Ja się jego BOJĘ.

Myślę, że jestem dość inteligentny.

Komentarze