Kultura. Uwielbiam kulturę! Kultura jest pojęciem tak wybitnie względnym, że aż trudno cokolwiek więcej o niej powiedzieć w szerszym kontekście. Według mnie jest to największe i najszersze osiągnięcia ludzkości, wyróżniające nas spośród zwierząt.
(jakby zwierzęta w ogóle miały jakieś osiągnięcia...wiele razy już o tym mówiłem i to niezły temat do dyskusji)
Oglądałem w życiu wiele świetnych filmów. Ten, który pierwszy przychodzi mi na myśl kiedy chcę przywołać coś dobrego to 2001: Odyseja Kosmiczna. Niesamowicie długi, powolny i w zasadzie można go streścić jako "o wszystkim, ale też o niczym". Ostatnio przypomniałem sobie jedną scenę... scenę gdy astronauci podchodzą do tajemniczego monolitu, który emanuje dziwną energia i muzyką. Jedna scena, chociaż dzieje się w niej prawie że nic, trwa 3 minuty z hakiem. Mnie osobiście w tym czasie film zdążył tak urzec, wciągnąć, zawładnąć mną, że czułem się jakbym znajdował w innym świecie. Bez narkotyków, hipnozy, transu, czego tam ludzie by nie wymyślili. To było jak sen. Piękny, czysty, logiczny, lecz tajemniczy sen. Tak właśnie działają na mnie wytwory kultury.
Kolejny przykład: seriale Breaking Bad i Better Call Saul. Ten drugi jest dopiero emitowany, ale zauważyłem już jedną rzecz: Vince Gilligan zawiera w swoich produkcjach trzy charakterystyczne cechy: precyzyjnie wyliczone składowe, delikatny styl i zróżnicowanie w przedstawieniach różnych sytuacji, tym samym ciągle zaskakując. Jeśli chodzi o styl, Gilligan nie stara się robi karykatur. Charakter postaci ujawnia się bardziej w wydarzeniach, które te postaci zaskoczyły. Nie ma klawych tekstów i bohaterów będących reprezentantami przyjętych w wysokobudżetowych produkcjach zestawów cech. Do rysów postaci dochodzi też delikatny styl graficzny, czyli w wymienionych przypadkach głównie odcienie zieleni i brązów. Właśnie- zieleni i brązów? To nie są "fajne kolory". "Fajne kolory" stosowane często w filmach to: fioletowy, szlachetne błękity i czerwienie, może czasami szarości, z dużą dozą ciemnych odcieni, dla podkreślenia dramaturgii. Właśnie odejście od schematów jest charakterystyczne dla dzieł Giligana. Także sceny śmierci zawsze są zaskakujące, dziwne, rzadkie, niepowtarzalne, ale zawsze uzasadnione. W jego produkcjach wszystko musi być uzasadnione. To matematyk i analityk. Założę się, że według niego jednym ze sposobów na dobry film jest kompozycja prostych rzeczy, tylko odpowiednio ze sobą podanych: w odpowiednim czasie, z trafionymi odstępami, o określonej długości.
Też tak masz, że każdy film musisz oceniać po względem jakości scenografii, zdjęć, aktorstwa? Na bieżąco podczas oglądania, rzecz jasna.
O obrazach mówić nie będę dużo. Streszczę się do tego, że dzięki szkole plastycznej we wszystkim widzę coś ciekawego, jakiś sens, rytm i znaczenie. To może być fajne, ale gdy trudno się zdecydować na to co jest najlepsze, człowiek czuje się po prostu zmęczony. Dodatkowo, brak złych prac powoduje też, że te dobre stają się mniej charakterystyczne. Nie mówię, że nie naładowane emocjonalnie. Emocjonalnie stale pozostają niezwykle zjawiskowe.
Nie pamiętam drugiej klasy liceum. To źle.
Bob Dylan- Like a rolling stone
Serj Tankian- Empty Walls Nie było chyba nigdy Serja, a to taki świetny artysta!
The Beach Boys- Good Vibrations
Anathema- Untouchable
3 utwory bez opisu. Troszkę tajemniczości.
(jakby zwierzęta w ogóle miały jakieś osiągnięcia...wiele razy już o tym mówiłem i to niezły temat do dyskusji)
Oglądałem w życiu wiele świetnych filmów. Ten, który pierwszy przychodzi mi na myśl kiedy chcę przywołać coś dobrego to 2001: Odyseja Kosmiczna. Niesamowicie długi, powolny i w zasadzie można go streścić jako "o wszystkim, ale też o niczym". Ostatnio przypomniałem sobie jedną scenę... scenę gdy astronauci podchodzą do tajemniczego monolitu, który emanuje dziwną energia i muzyką. Jedna scena, chociaż dzieje się w niej prawie że nic, trwa 3 minuty z hakiem. Mnie osobiście w tym czasie film zdążył tak urzec, wciągnąć, zawładnąć mną, że czułem się jakbym znajdował w innym świecie. Bez narkotyków, hipnozy, transu, czego tam ludzie by nie wymyślili. To było jak sen. Piękny, czysty, logiczny, lecz tajemniczy sen. Tak właśnie działają na mnie wytwory kultury.
Kolejny przykład: seriale Breaking Bad i Better Call Saul. Ten drugi jest dopiero emitowany, ale zauważyłem już jedną rzecz: Vince Gilligan zawiera w swoich produkcjach trzy charakterystyczne cechy: precyzyjnie wyliczone składowe, delikatny styl i zróżnicowanie w przedstawieniach różnych sytuacji, tym samym ciągle zaskakując. Jeśli chodzi o styl, Gilligan nie stara się robi karykatur. Charakter postaci ujawnia się bardziej w wydarzeniach, które te postaci zaskoczyły. Nie ma klawych tekstów i bohaterów będących reprezentantami przyjętych w wysokobudżetowych produkcjach zestawów cech. Do rysów postaci dochodzi też delikatny styl graficzny, czyli w wymienionych przypadkach głównie odcienie zieleni i brązów. Właśnie- zieleni i brązów? To nie są "fajne kolory". "Fajne kolory" stosowane często w filmach to: fioletowy, szlachetne błękity i czerwienie, może czasami szarości, z dużą dozą ciemnych odcieni, dla podkreślenia dramaturgii. Właśnie odejście od schematów jest charakterystyczne dla dzieł Giligana. Także sceny śmierci zawsze są zaskakujące, dziwne, rzadkie, niepowtarzalne, ale zawsze uzasadnione. W jego produkcjach wszystko musi być uzasadnione. To matematyk i analityk. Założę się, że według niego jednym ze sposobów na dobry film jest kompozycja prostych rzeczy, tylko odpowiednio ze sobą podanych: w odpowiednim czasie, z trafionymi odstępami, o określonej długości.
Też tak masz, że każdy film musisz oceniać po względem jakości scenografii, zdjęć, aktorstwa? Na bieżąco podczas oglądania, rzecz jasna.
O obrazach mówić nie będę dużo. Streszczę się do tego, że dzięki szkole plastycznej we wszystkim widzę coś ciekawego, jakiś sens, rytm i znaczenie. To może być fajne, ale gdy trudno się zdecydować na to co jest najlepsze, człowiek czuje się po prostu zmęczony. Dodatkowo, brak złych prac powoduje też, że te dobre stają się mniej charakterystyczne. Nie mówię, że nie naładowane emocjonalnie. Emocjonalnie stale pozostają niezwykle zjawiskowe.
Nie pamiętam drugiej klasy liceum. To źle.
Bob Dylan- Like a rolling stone
Serj Tankian- Empty Walls Nie było chyba nigdy Serja, a to taki świetny artysta!
The Beach Boys- Good Vibrations
Anathema- Untouchable
3 utwory bez opisu. Troszkę tajemniczości.
Komentarze
Prześlij komentarz