Zgubiłem swoją drogę
Ktoś powiedział, że jestem przystojny. Ktoś nie będący moją mamą ani babcią. Szkoda tylko, że facet.
Dostałem rentę, dostałem też chyba wszystkie możliwe zasiłki jakie mógłbym dostać. W głębi duszy jednak, nawet czując to fajne uczucie posiadania pieniędzy, mam wrażenie że doprowadzam do upadku tego wszystkiego. I, że nie zasługuję. Państwo nie powinno być tak na wskroś socjalne. Mógłbym wtedy zweryfikować czy naprawdę jestem coś warty.
To nieprawdopodobne jak myśli dorastającego człowieka stają się coraz bardziej klarowne i proste.
Niemal 300 postów na blogu nie uchroni mnie przed naturą, która każe mi się zmieniać. Jedyne co pozostaje to wracanie myślami do przeszłości i zastanawianie się czy mógłbym temu zapobiec, gdybym był silniejszy. Jedyna sensowna konkluzja, która zdaje się nie zmienić wraz ze mną to zdanie sobie sprawy, że nie, nie mógłbym być tak silny by przeciwstawić się naturze. Mózg jest na razie na tyle okrutny by wiedzieć o swoich ułomnościach, ale jednocześnie nie móc się ich pozbyć. No, przynajmniej części z nich, tych gorszych.
Chyba najważniejszą przyczyną depresji jest szybki postęp ludzkości, a powolna ewolucja. Nie nadążamy za światem, za rozwojem.
Czekałem z obejrzeniem "Mechanicznej pomarańczy" parę lat. Nie dlatego, NA PEWNO nie dlatego, że uważałem się za zbyt niedojrzałego, a po prostu film wydawał mi się stary, nieatrakcyjny, brzydki, choć przy tym kuszący opiniami. Sprawienie sobie przyjemności obejrzeniem tego wybitnego dzieła dopiero teraz, uważam za jedną z niewielu dobrych decyzji podjętych w moim życiu "po omacku" (czyli po prostu nie wiedząc co się wydarzy).
"Mechaniczna pomarańcza" jest całkowicie przesiąknięta artyzmem w czystej, nieprzesadzonej formie. Robi przy tym dokładnie to co poprzedni film Kubricka, czyli "2001: Odyseja kosmiczna" łącząc bijący z ekranu klimat, dobrą fabułę i wiele, wiele morałów. Oglądając oba te filmy miałem wrażenie, że część myśli jakie mnie nachodziły podczas seansu, były tylko delikatnie związane z akcją. I to chyba największa zaleta tworów Kubricka- to co proste w odbiorze i pouczające, prowadzi do kolejnych konkluzji, własnych przemyśleń i być może- czegoś rewolucyjnego dla nas samych. Jakiekolwiek pouczenie dostrzeże w nich każdy głupek, lecz głębiej zajrzy tylko ktoś rozumny.
"Mechaniczna pomarańcza" jest całkowicie przesiąknięta artyzmem w czystej, nieprzesadzonej formie. Robi przy tym dokładnie to co poprzedni film Kubricka, czyli "2001: Odyseja kosmiczna" łącząc bijący z ekranu klimat, dobrą fabułę i wiele, wiele morałów. Oglądając oba te filmy miałem wrażenie, że część myśli jakie mnie nachodziły podczas seansu, były tylko delikatnie związane z akcją. I to chyba największa zaleta tworów Kubricka- to co proste w odbiorze i pouczające, prowadzi do kolejnych konkluzji, własnych przemyśleń i być może- czegoś rewolucyjnego dla nas samych. Jakiekolwiek pouczenie dostrzeże w nich każdy głupek, lecz głębiej zajrzy tylko ktoś rozumny.
"rozumny"
Po krótkim przemyśleniu, doszedłem do wniosku, że najsławniejsze dzieła Stanley'a Kubricka można podzielić na trzy typy:
1. artystyczne, niedosłowne, delikatne (2001: Odyseja Kosmiczna i Mechaniczna Pomarańcza)
2. opierające się na muzyce, związane najściślej z ludzką naturą (Lśnienie i Barry Lyndon)
2. opierające się na muzyce, związane najściślej z ludzką naturą (Lśnienie i Barry Lyndon)
3. najtwardsze, najbardziej dosłowne, bardzo "silne", "władcze" produkcje (Full Metal Jacket i Oczy Szeroko Zamknięte)
Jednak uczę się na błędach. Nigdy nie doprowadziłem do upadku swojego państwa z tego samego powodu w Total War: Rome II dwa razy.
No i znowu dłuższy post. Jak ja to robię, że potrafię pisać tak dużo o niczym?
Chciałbym kogoś poznać.
Jak to się mówi? Ach, "usilnie". Usilnie chciałbym kogoś poznać.
Lol, dwa razy "white".
Teraz już trzy!
Radiohead- Kinetic Musiało być.
Komentarze
Prześlij komentarz