Siła! Aaaa...

Kurwa mać. Całkowicie zapomniałem o blogu.

Jak tam w Sopocie?
Nie mam ochoty pisać. Nie mam nawet ochoty mówić. Urok pobytu tam tak bardzo kontrastuje ze zbliżającą się beznadzieją dnia jutrzejszego, że tracę wszystkie siły. Wszystko ciekawe, tak po prostu się już skończyło.
Oczywiście, ja to ja, i zawsze muszę szukać dziury w całym. Mój wyjazd nie był pozbawiony wad. Cholernych, kłujących w serce wad.
Wyjazd chciałem spędzić w miłej atmosferze. Najpierw, przez parę dni przebywałem z Pawłem i jego dziewczyną. Cały czas, każdego dnia, każdej godziny, traktowali mnie jak przygłupa, który nic nie potrafi zrobić.
Ostatnie dni zaś to mieszkanie z Juliuszem i- jak nietrudno zgadnąć- również jego dziewczyną. Znalazł sobie nową, wcześniej jej nie znałem. Okazała się naprawdę świetna, miła i inteligentna. Lecz mój brat... z nim...ech, mam wrażenie, że wszystko co miłego pisałem o moim rodzeństwie teraz jest nieprawdą. Był zgryźliwy, wredny i kilkukrotnie bardziej wkurzająco uważał mnie za półmózga niż Paweł (tak, ja muszę wszystko liczyć).

Poza tym, wszystko co można sobie wyobrazić było dobre lub wyśmienite.
Koniec posta, ugh.
Mam kryzys osobowościowy. Czy coś takiego. Nie dam rady więcej dzisiaj napisać, przepraszam.

Muzyka potem. Kiedyś.

Komentarze