Obserwacja
Mówiłem już o starszych ludziach w komunikacji miejskiej? Nie, nie tych co pchają się z siatami do miejsc, tylko o różnicach w ich wyglądzie.
W autobusach mam czas by każdemu dokładnie się przyjrzeć. I widzę (co z pewnością nie jest trudne także dla innych) jakie życie na twarzy wyrysowane ma starsza osoba. Widzę, gdy ktoś przeżywał wiele tragedii, wiele rozpaczy, ale także gdy ktoś zachowywał pogodę ducha zamiast wiecznie narzekać. W tym wypadku powinniśmy większą uwagę zwracać na takie szczegóły. Już kiedyś mówiłem, że przez całe życie wykuwamy "rzeźby" samych siebie. I to od naszego zachowania, nastroju, temperamentu, stosunku do różnych rzeczy zależy jak będzie wyglądać.
Szczerze mówiąc, przypomniało mi się moje postanowienie z początku liceum. Jazda do szkoły autobusem nie była wtedy dla mnie jeszcze tak zwyczajna, bo gimnazjum miałem pięć kroków od bloku. I wtedy, jeżdżąc, miałem masę przemyśleń. Moim postanowieniem było by tak zostało już zawsze (choć nadzieję miałem na to małą). Z czasem, zacząłem traktować drogę do szkoły jak jedzenie obiadu, czy coś w tym stylu. Sporadycznie coś wpadnie mi do głowy, ale raczej rzadko.
Dlatego właśnie lubię zaczynać nowe rzeczy. Dlatego kocham poznawać ludzi i ciągle coś zmieniać. Jednostajność mnie męczy. Szczerze nie rozumiem ludzi, którzy czują się w niej dobrze.
Chyba nie znają nic innego. Autentycznie dołujące.
Podejmuję się nawet niewielkich zmian, jak... przestawienie ikon na pulpicie, zawieszenie nowego plakatu (własnej roboty, na inne szkoda mi pieniędzy i satysfakcji nie ma) lub zwyczajne posprzątanie. Mózg wtedy pracuje lepiej, uczy się nowych rzeczy, tym samym nas wzbogacając. Być może przez takie właśnie błahostki tworzę te setki akapitów na blogu. Nigdy nie skakałem ze spadochronem, ani na bungie. Nie stworzyłem prawdopodobnie niczego co uważane byłoby przez spore grono za dzieło sztuki. Nie odkryłem nowego pierwiastka, nie sformułowałem nowego wzoru fizycznego. Nie robię nic powszechnie uważanego za genialne, wrażliwe lub odważne. A mimo to zmieniam siebie i swoje otoczenie. Codziennie, jakiś element, by stawać się lepszym. To nie jest trudne.
O dziwo, w swojej prostocie i tak wyjątkowe.
Denerwują mnie osoby, które narzekają, że w ich życiu nie ma wrażeń. Wrażenia naprawdę mało kosztują! Trzeba tylko mocno chcieć. Ja już wiem, że warto.
Czy nawet etykieta od Domestosa nie jest interesująca, gdy siedzimy za tzw. potrzebą? W takim razie pomyślcie jak interesujący jest inny człowiek, zwierzę, drzewo, trawa.
To podpada pod dziwactwo, ale tak, mnie interesuje to wszystko i każdą rzeczą z osobna zajmuje się jak moim głównym przedmiotem troski.
W sumie, nie wstydzę się tego nigdy.
I teraz siedzę w parku, bo tak naprawdę nigdy tego nie robiłem. Zawsze się gdzieś spieszyłem, co stale mnie denerwowało. Po co mam żyć wbrew sobie? Nie jestem psychopatą, nie trzeba mnie zamykać za spełnienie marzeń.
---inny temat---
W autobusach mam czas by każdemu dokładnie się przyjrzeć. I widzę (co z pewnością nie jest trudne także dla innych) jakie życie na twarzy wyrysowane ma starsza osoba. Widzę, gdy ktoś przeżywał wiele tragedii, wiele rozpaczy, ale także gdy ktoś zachowywał pogodę ducha zamiast wiecznie narzekać. W tym wypadku powinniśmy większą uwagę zwracać na takie szczegóły. Już kiedyś mówiłem, że przez całe życie wykuwamy "rzeźby" samych siebie. I to od naszego zachowania, nastroju, temperamentu, stosunku do różnych rzeczy zależy jak będzie wyglądać.
Szczerze mówiąc, przypomniało mi się moje postanowienie z początku liceum. Jazda do szkoły autobusem nie była wtedy dla mnie jeszcze tak zwyczajna, bo gimnazjum miałem pięć kroków od bloku. I wtedy, jeżdżąc, miałem masę przemyśleń. Moim postanowieniem było by tak zostało już zawsze (choć nadzieję miałem na to małą). Z czasem, zacząłem traktować drogę do szkoły jak jedzenie obiadu, czy coś w tym stylu. Sporadycznie coś wpadnie mi do głowy, ale raczej rzadko.
Dlatego właśnie lubię zaczynać nowe rzeczy. Dlatego kocham poznawać ludzi i ciągle coś zmieniać. Jednostajność mnie męczy. Szczerze nie rozumiem ludzi, którzy czują się w niej dobrze.
Chyba nie znają nic innego. Autentycznie dołujące.
Podejmuję się nawet niewielkich zmian, jak... przestawienie ikon na pulpicie, zawieszenie nowego plakatu (własnej roboty, na inne szkoda mi pieniędzy i satysfakcji nie ma) lub zwyczajne posprzątanie. Mózg wtedy pracuje lepiej, uczy się nowych rzeczy, tym samym nas wzbogacając. Być może przez takie właśnie błahostki tworzę te setki akapitów na blogu. Nigdy nie skakałem ze spadochronem, ani na bungie. Nie stworzyłem prawdopodobnie niczego co uważane byłoby przez spore grono za dzieło sztuki. Nie odkryłem nowego pierwiastka, nie sformułowałem nowego wzoru fizycznego. Nie robię nic powszechnie uważanego za genialne, wrażliwe lub odważne. A mimo to zmieniam siebie i swoje otoczenie. Codziennie, jakiś element, by stawać się lepszym. To nie jest trudne.
O dziwo, w swojej prostocie i tak wyjątkowe.
Denerwują mnie osoby, które narzekają, że w ich życiu nie ma wrażeń. Wrażenia naprawdę mało kosztują! Trzeba tylko mocno chcieć. Ja już wiem, że warto.
Czy nawet etykieta od Domestosa nie jest interesująca, gdy siedzimy za tzw. potrzebą? W takim razie pomyślcie jak interesujący jest inny człowiek, zwierzę, drzewo, trawa.
To podpada pod dziwactwo, ale tak, mnie interesuje to wszystko i każdą rzeczą z osobna zajmuje się jak moim głównym przedmiotem troski.
W sumie, nie wstydzę się tego nigdy.
I teraz siedzę w parku, bo tak naprawdę nigdy tego nie robiłem. Zawsze się gdzieś spieszyłem, co stale mnie denerwowało. Po co mam żyć wbrew sobie? Nie jestem psychopatą, nie trzeba mnie zamykać za spełnienie marzeń.
---inny temat---
Nie ukrywam, lubię czasem posłuchać "głupszej" muzyki: dubstepu, setów dj'owskich, czy... Pezeta, ale w życiu, nigdy, przenigdy, nie tknę się disco polo. Denerwuje mnie, zważywszy na to, że nie pamiętam by na jakiejkolwiek imprezie w mojej rodzinie (nawet dalszej) leciała taka muzyka. Poza tym, już chyba nie ma już żyjącej osoby, z którą jestem spokrewniony, która piłaby jakąkolwiek wódkę, kiedykolwiek dla przyjemności. Wydaje mi się, że wyciągnęliśmy wnioski z niezbyt kolorowej przeszłości i każdy z nas jest wartościowym człowiekiem.
Jestem absolutnie zaskoczony tym jak każdy z nas jest do siebie nawzajem podobny... Nawet kuzyni, ciotki, wujowie- we wszystkich kombinacjach można by powiedzieć, że jesteśmy rodzeństwem lub dziećmi starszego od nas pokolenia.
Nie chciałbym zbyt bardzo komplementować mojej rodziny...lecz...inni chyba powinni mieć nas za wzór w niektórych kwestiach. Jesteśmy zdrowi, najczęściej szczupli lub o przeciętnej budowie ciała, odżywiamy się w bardzo uważny sposób i cenimy edukację oraz doświadczenie. Wszyscy, bez wyjątku.
5-10 lat temu przeżywałem wiele tragedii. Niektórzy okazywali się słabi, popadali w uzależnienia, mieli gdzieś dbanie o siebie. I płacili za to wysoką cenę, często najwyższą...Zaś teraz , nabrałem pewności, że dożyjemy sędziwego wieku. Zwrot o 180% w dobrym kierunku.
Zdałem sobie sprawę, że dosłownie wszystko wpływa na mój stosunek do świata, sposób myślenia i charakter. Retrospekcje, nawet wiecznie takie same, powodują, że podchodzę do każdej sprawy z szerszej perspektywy.
Czy tylko ja zauważyłem jak dziwnie stawiam akapity? To nie trzyma się kupy!
Waglewski Fisz Emade- Bóg
Radiohead- A Reminder
Komentarze
Prześlij komentarz