18
Wielkie rzeczy, o których marzyłem, wszystkie szczytne cele jakich miałem się podjąć, teraz...są jakoś nieważne. Ich data upływała, gdy skończę 18 lat i to właśnie się stało.
2014 rok mija tak szybko, że...zapomniałem zacząć wcielać wielu moich wiele planów w życie. Myślę, że wciąż mam czas, a jednak przecieka mi on przez palce.
Może jakieś podsumowania? Nie chciałbym ich pisać, chociaż i tak wątpię, bym je całkowicie ominął. Pewnie skończy się typowo dla mnie, czyli będę krążył wokół tego co chcę naprawdę przekazać. Czyli masy rzeczy, setek emocji związanych z ważnymi chwilami w moim życiu oraz błędów jakie popełniłem i które nauczyły mnie najwięcej. Oczywiście, przeżyłem jak dotąd też wiele świetnych momentów. Będę się nimi dzielił... jeśli nie teraz, to kiedyś, w przyszłości. Ten blog to jedyne miejsce gdzie mogę powiedzieć tak dużo.
2014 rok mija tak szybko, że...zapomniałem zacząć wcielać wielu moich wiele planów w życie. Myślę, że wciąż mam czas, a jednak przecieka mi on przez palce.
Może jakieś podsumowania? Nie chciałbym ich pisać, chociaż i tak wątpię, bym je całkowicie ominął. Pewnie skończy się typowo dla mnie, czyli będę krążył wokół tego co chcę naprawdę przekazać. Czyli masy rzeczy, setek emocji związanych z ważnymi chwilami w moim życiu oraz błędów jakie popełniłem i które nauczyły mnie najwięcej. Oczywiście, przeżyłem jak dotąd też wiele świetnych momentów. Będę się nimi dzielił... jeśli nie teraz, to kiedyś, w przyszłości. Ten blog to jedyne miejsce gdzie mogę powiedzieć tak dużo.
Zawsze gdy rozmawiam ze swoim najlepszym kolegą z klasy, Robertem...czuję się skrępowany. Mam wrażenie, że on jest wiele, wiele razy mniej doświadczony niż ja i nie widzi konsekwencji niektórych swoich słów. A może to dlatego, że ja...ja nie naśmiewam się z czyichś wad, bo wiem że sam mam swoje, sumiennie kolekcjonowane przez lata i hipokryzją byłoby nie zwracanie na nie uwagi. Robert mówi mi wiele krępujących rzeczy, a ja mu prawie nic, bo po prostu boję się jego reakcji, na których już parę razy się zawiodłem.
Wiem, że 18-tka tak naprawdę nic nie znaczy. Nie muszę obchodzić jej dokładnie w moje urodziny. To lekko szczególna chwila, którą najlepiej przeżyć jak najmilej. Przynajmniej ja tak sądzę. Inni piją, balują, można by powiedzieć, że w sumie jest to trochę "skrzywiona" postawa, lecz pomyślmy, że dla części osób to też zwyczajny dzień, w taki sposób w jaki go obchodzą.
Będę dzisiaj planował. Wiem, że jestem zdolny do tego by na tych planach się nie skończyło.
Będę dzisiaj planował. Wiem, że jestem zdolny do tego by na tych planach się nie skończyło.
Przeskakuję z tematu na temat. Nie będę tego zmieniał. Niech post jest od serca. Niech tworzy się jak potok myśli w mojej głowie.
Cholera, horoskopy są trafne! Osoby spod znaku bliźniąt są takie...zmienne, aktywne, posiadające zróżnicowane zainteresowania, z których żadne nie jest samo w sobie sposobem na szczęście. Nie potrafię trzymać się jednego tematu, jakkolwiek bardzo bym tego nie chciał. Posiadam temperament prawdziwego bliźniaka- jestem bardzo energiczny w tym co robię i co mówię. Raz mniej, raz więcej, ale nadal mój zestaw cech jest podobny.
Cholera, horoskopy są trafne! Osoby spod znaku bliźniąt są takie...zmienne, aktywne, posiadające zróżnicowane zainteresowania, z których żadne nie jest samo w sobie sposobem na szczęście. Nie potrafię trzymać się jednego tematu, jakkolwiek bardzo bym tego nie chciał. Posiadam temperament prawdziwego bliźniaka- jestem bardzo energiczny w tym co robię i co mówię. Raz mniej, raz więcej, ale nadal mój zestaw cech jest podobny.
Straciłem, szczególnie w ciągu ostatnich miesięcy, zapał do oceniania w takim stopniu, jak robiłem to wcześniej. Może to przez uświadomienie sobie jak mało to wnosi do mojego życia? (na marginesie, chciałbym wspomnieć o kilkunastu rozprawkach jakie pisałem w tym roku szkolnym na lekcjach polskiego i naprawdę dziękuję, że dzięki nim zmieniam się na lepsze, olewając tak głęboką kalkulację nad czymś co nie ma przełożenia na moje życie). Koncentruję się bardziej na tym co ważne. Ustalam powoli swoją hierarchę wartości i szczerze, z zapałem się jej trzymam. Nie chciałbym marnować już tak dużo czasu, który mi po prostu ucieka. Już teraz zapomniałem co to nuda, a zgaduję, że w przyszłości będzie jeszcze gorzej. Robię to już raz wtóry, choć będę i robił dalej. Powinienem mieć wszędzie karteczki z notatkami, gdzie napisane jest czego trzymać się w życiu, by wiecznie nie popełniać w większym lub mniejszym stopniu, ale tych samych błędów. Choć życie, w którym zupełnie ich nie ma to nie życie, lecz nudna egzystencja, gdzie nic nie cieszy, bo nie ma co smucić.
Ten post powinien być chyba jakiś specjalny... Cóż, trudno mi stworzyć jakiekolwiek składne zdania w takiej chwili... Chwili, o której ciągle mówię, że jest normalna, chociaż czuję jej jakąś ciążącą wagę.
Mam wrażenie, że moje współczesne życie obrazowo można przedstawić w barwach ciemnych czerwieni i błękitów. Nie wiem dlaczego. Po prostu, sądzę, że tak jest. Pierwszy, cholerny pierwszy raz nie potrafię podać racjonalnego powodu dlaczego taka myśl powstała w moim umyśle.
Jestem inną osobą niż w dniu opublikowania pierwszego posta na tym blogu. Cieszy mnie to. Niemal wszystko o czym teraz myślę, każda moja cecha jaka uległa zmianie jest lepsza teraz niż kiedyś.
Brakuje mi jeszcze... oddania. Chciałbym pomagać więcej. Robić coś dla kogoś, pocieszać, rozbawiać. Nieważne jak ten ktoś wygląda czy jak bardzo jest do mnie podobny.
Chcę być lepszy i lepszy. Aż w końcu każdy szczerze będzie mógł o mnie powiedzieć, że jestem dobry.
Niektórzy naprawdę nie są materialistami. Dla niektórych liczy się coś więcej niż martwe przedmioty i wieczne sztuczne podwyższanie sobie nimi własnej wartości.
Brakuje mi jeszcze... oddania. Chciałbym pomagać więcej. Robić coś dla kogoś, pocieszać, rozbawiać. Nieważne jak ten ktoś wygląda czy jak bardzo jest do mnie podobny.
Chcę być lepszy i lepszy. Aż w końcu każdy szczerze będzie mógł o mnie powiedzieć, że jestem dobry.
Niektórzy naprawdę nie są materialistami. Dla niektórych liczy się coś więcej niż martwe przedmioty i wieczne sztuczne podwyższanie sobie nimi własnej wartości.
Umysły znikają w technologii... To czego obawiał się Einstein już się dzieje, w takim stopniu, że ogarnia mnie "cicha panika". Ludzie to nadal zwierzęta stadne, a wielu z nich nie ma nawet z kim szczerze pogadać.
Wszyscy, których straciłem...
Pamiętam o osobach, które przewinęły się przez te wszystkie lata... O Piotrku i Przemku z mojej klasy w SP III w Lubartowie, gdy jeszcze tam mieszkałem. O Erneście, któremu zazdrościłem, że ma talent do rysowania, kiedy ja umiałem rysować tylko patyczaki. O Kubie, który był podobno był ze mną spokrewniony, ale nigdy nie odkryłem w jaki sposób. O bliźniakach Natalii i Przemku z SP VI, już tutaj, w Lublinie. O wszystkich osobach z każdej klasy bądź grupy w jakiej byłem, całej rodzinie i innych... czasami poznanych przez przypadek. Jak Agnieszka, Masza, Mateusz... Z każdym z nich mam masę wspomnień. Chciałbym nadal utrzymywać z nimi kontakt... Życie niestety nie jest takie proste, a sił stale brakuje.
Analizowałem wielokrotnie swój charakter i to co we mnie znikło, a co się pojawiło. Jestem z pewnością bardziej opanowany i ułożony niż kiedyś. Lubię prosty styl w ubiorze, ale skomplikowane wzory traktuję jak pewną wartość artystyczną. Plastyk nie zmienia człowieka w roztrzepańca. Powiedziałbym raczej, że pozwala podejść do wielu spraw z innej strony i dostrzec ich piękno. Zawsze pociesza mnie to gdy zbytnio zacznę rozmyślać nad wadami tej szkoły. Ostatecznie chyba nie żałuję wyboru. "Chyba", bo nic nie jest dla mnie czarne lub białe. I naprawdę, najmocniej w świecie nie chciałbym by to się zmieniało.
"Z jakim przystajesz, takim się stajesz"
Najprawdziwsza prawda. W gimnazjum, znałem niemal samych idiotów. I w pewnym sensie przez nich też stawałem się taki. Zacząłem nawet wyglądać jak oni, wszyscy tacy sami. Byłem chudy, owszowiały i zgarbiony. W liceum zmienia się chyba każdy. Wpływamy na siebie, razem stajemy się lepsi. Zaczynamy w końcu robić to co do nas pasuje.
Mam już obraz tego jak może wyglądać dalsza przyszłość. Gdy dostanę pracę, potem założę rodzinę...kto wie, co będzie działo się dalej. Chciałbym przeżyć każdy rok możliwie jak najciekawiej.
Najprawdziwsza prawda. W gimnazjum, znałem niemal samych idiotów. I w pewnym sensie przez nich też stawałem się taki. Zacząłem nawet wyglądać jak oni, wszyscy tacy sami. Byłem chudy, owszowiały i zgarbiony. W liceum zmienia się chyba każdy. Wpływamy na siebie, razem stajemy się lepsi. Zaczynamy w końcu robić to co do nas pasuje.
Mam już obraz tego jak może wyglądać dalsza przyszłość. Gdy dostanę pracę, potem założę rodzinę...kto wie, co będzie działo się dalej. Chciałbym przeżyć każdy rok możliwie jak najciekawiej.
Może dodaję zbytniej poetyki do rzeczy, które są proste, lecz ja sądzę, że każda chwila powinna coś znaczyć i zostać zapamiętana, by na starość, ułożyć sobie w głowie "mozaikę swojego życia". Piękną i choć jesteśmy już starzy, tętniącą jak uwolnione podczas przemoknięcia do suchej nitki na deszczu emocje. Życie to najpiękniejszy z momentów.
No i cóż... nie organizuję żadnej oficjalnej 18-tki. Nie mam też żadnych planów upicia się na umór. Po prostu będę teraz żył lepiej. Dzisiejszy dzień jest szczególny pod względem rzeczy jakich mógłbym się podjąć. 18-tka nie powtórzy się już w końcu nigdy.
Oprócz standardowych postanowień typu: zadbać o siebie, ciężej pracować, chciałbym zdobyć zaufanie ludzi, na których mi zależy. Moim samolubnym marzeniem jest zostać zapamiętanym jako dobry człowiek.
Jeszcze muzyka...
Coś przy czym przeżywałem naprawdę świetne chwile.
Papa Roach- Getting away with murder Moja pierwsza zapamiętana piosenka. Pamiętam jak męczyłem Pawła by puszczał ją raz za razem... Ale byłem upierdliwy! :D
Ida Corr- Let me think about it Przyznam, że gdybym poznał ją teraz, nie spodobałaby mi się.
Moby- Find my baby Niezmiernie piękne od początku aż do końca.
David Guetta- Everytime we touch Zawsze gdy słucham tego utworu, czuję jakbym znajdował się na plaży o zachodzie słońca, z najbliższymi mi osobami...
Fort Minor- Red to black Lubiłem kiedyś tak wyraźne brzmienia.
Fatboy Slim- Rockafeller Skank Fatboy Slim to właściwie historia mojej rodziny... Towarzyszył nam zawsze i będzie tak chyba już do końca.
Animal Collective- Moonjock Mój gust muzyczny teraz opiera się głównie na muzyce w stylu The Avalanches i Animal Collective. To w pewnym sensie powrót do korzeni, po latach uwielbiania rocka, w lżejszej lub cięższej postaci.
O Linkin Park i Radiohead nie będę już wspominał... Za bardzo nimi już męczyłem, ale cholernie ich uwielbiam, cały czas.
Jeszcze w temacie: chciałbym polecić albumy "Matka, Syn, Bóg" i "Męska Muzyka" rodziny Waglewskich. Na Youtube nie ma całości.
Jeśli ktoś doczytał post do końca, dziękuję.
Nastrój jest... pozytywny.
Komentarze
Prześlij komentarz