Dobrze skalibrowane kolory

Mam wrażenie, że moja własna rodzina mnie unika. Traktują mnie wręcz jak powietrze lub... przykry błąd, który kiedyś popełnili i teraz muszą ponosić jego konsekwencje. Co gorsza, chyba powinienem powiedzieć "każdy członek mojej rodziny", gdyż wszyscy nawzajem traktują drugą osobę jakby jej nie było, nie tylko mnie.
Już nie pierwszy raz nie mogę niczego od nich niczego się dowiedzieć. Nie pierwszy dzień, nie pierwszy tydzień, nie pierwszy miesiąc. Nie jestem jakiś specjalnie upierdliwy, przynajmniej tak uważam. Raz na jakiś czas zadam pytanie. Lecz odpowiedzi nie dostaję nigdy. Czuję się obok tego wszystkiego. Jakby mnie ich życie nie dotyczyło, jakby nie byli moją rodziną.
Może to przez problemy? Jestem pewny, że tak. Mamy tyle ich na głowie...
Empatia Limków sięgnęła dna. A zauważam to, mimo że sam jestem dosyć chłodny wobec innych. Zadaję się ledwie z paroma osobami. Podejmuję się nowych znajomości, choć tak naprawdę się ich boję. Mało kto wie co robię (może poza amerykańskim rządem) i najczęściej dobrze mi z tym, ale chciałbym poczuć, że komuś na mnie zależy. Całe życie polegam tylko na sobie...
Nie szukam tylko i wyłącznie miłości. Szukam zrozumienia, wyrozumiałości, bratniej duszy. Chciałbym porozmawiać z kimś od tak. Żeby każde słowo padające z naszych ust było odbierane dobrze, bez wątpliwości co do jego znaczenia. Również by cisza była miła, a nie krępująca. Niby taka zwyczajna, a jednak piękna.
Popatrzeć na gwiazdy, pójść na spacer, do kina, zjeść coś razem. Niby takie zwyczajne, lecz przy kimś nam bliskim doskonalsze niż wyszukane rozrywki.
Może przesadzam?
Jestem pewny, że nie.

Poużalam się nad swoim losem, a co! Wprowadziłem już i tak wystarczająco melancholijny i denny nastrój.
Jest mi źle. Naprawdę bardzo bardzo źle, lecz wciąż nie tak bardzo bardzo źle jak mojej mamie.
Pominę już kwestie rodzinne, które są chyba najbardziej tragiczne z tego wszystkiego.
Nie mam przyjaciół. Oprócz doskonałej, najwspanialszej w świecie ŻYJĄCEJ części rodziny, rozumie mnie tylko jedna osoba- dziwoląg, który wiecznie jest zabiegany, chociaż tak naprawdę nic nie robi. W moim mieszkaniu goszczę tylko jego, choć i tak rzadziej niż tego bym chciał...Nasze relacje są dziwne, trudno nas nazwał przyjaciółmi, gdyż jakikolwiek kontakt mamy raz, może dwa razy w miesiącu. Nie określaliśmy siebie nigdy mianem "najlepszych kumpli", ani żadnym tytułem przyznawanym sobie przez facetów w barach. Po prostu widzimy się, rozmawiamy i pomagamy sobie przez wiele, wiele godzin. 
Wszelkie pijackie znajomości zamknąłem, choć tak naprawdę ich widmo będzie mnie prześladować chyba na wieczność. Kiedy wracam wspomnieniami do czasów gimnazjum, pragnę jak nigdy by reinkarnacja była prawdziwa. By odrodzić się, z czystym kontem.
Tak naprawdę w ciągu dnia nie mam się do kogo odezwać. Umówić z kimś też nie za bardzo. Nie to, że nie proponuję, inni po prostu nie chcą. Mam wrażenie, że wszyscy moi inteligentni znajomi patrzą na mnie i...nie wiedzą co myśleć. "Czy warto się z nim zadawać?"- a gdy już podejmą decyzję, że tak, przychodzi ten niezręczny moment, gdy chciałbym posunąć jakoś naszą znajomość dalej... i się płoszą, a cały progres resetuje się do samego początku.
Przez to, wszędzie chodzę sam i jestem cichy jak mysz pod miotłą. Przywykłem do nieodzywania się do nikogo. I do reagowania milczeniem na bluzgi jakie padają pod adresem mojej osoby.
Śmieję się dużo ze wszystkiego, choć tak naprawdę nic mnie nie cieszy, ani nie zaskakuje. Ten śmiech to raczej swojego rodzaju płacz, gdy prawdziwe łzy już jakoś tak nie ciekną...
Wygląd... z takim ciałem już tracę nadzieję na to, że jakiejkolwiek dziewczynie się spodobam. Dlatego na różnych stronach wklejam zdjęcia wyłącznie twarzy, która też nie jest za piękna. Jezu, jak bardzo chciałbym być już gruby lub chudy...
Chciałem pominąć wszelkie nudne kwestie, a wyszło jeszcze bardziej nudno niż zwykle.
Można by powiedzieć, że nie doceniam tego co mam. Ale ja naprawdę to robię. 
Chociaż wciąż sam fakt, że istnieję i piszę te słowa jest piękny. Każda chwila na mnie jakoś wpłynęła, jakoś mnie doświadczyła. Jestem teraz lepszy niż kiedykolwiek przedtem. 
Zawsze warto wiedzieć, że tylko istoty, które przemijają mogą doświadczyć doba lub zła. Te pojęcia naprawdę nic nie znaczą. 

Radiohead- Knives Out I pomyśleć, że do Radiohead było mi się tak trudno przekonać...

Komentarze