Seriale, wszędzie seriale!
Jestem serialowym maniakiem. Podsumowując swoje "osiągnięcia" co do braku życia towarzyskiego, doszedłem do wniosku, że powinienem się nimi pochwalić na blogu. Ot co.
Z najpopularniejszych seriali obejrzałem:
-House of Cards -świetny, inteligentny i niesamowicie elegancki. Przepełniony intrygą, zrównoważony. Każda scena tam jest zagrana z wyczuciem. Posiada proste zasady, które powinny stanowić fundament wielu dzieł kinematografii, a mimo to jest wyjątkiem w swojej klasie. Często oglądając House of Cards czuję jak niedojrzały jestem, bo w moim mniemaniu, ten serial został stworzony dla ludzi co najmniej po 30-tce (i chwała za to!).
-Grę o Tron. Właściwie to jestem w trakcie. I coraz bardziej tracę entuzjazm. Przesadny, pompatyczny, jak w zasadzie niejeden w stajni BBC. Może miał taki być. Na pewno miał taki być. Zatem boję się o przyszłość ludzkości, jeśli z tak wielu stron, a szczególnie wśród ogólnie pojętej sztuki (która z zasady powinna dawać do myślenia), coraz częściej stykamy się z kopiowaniem, lansem i "byciem kozaczkiem", a te właśnie cechy Gra o Tron posiada.
-Breaking Bad, o którym wypowiadałem się wielokrotnie. Jak dla mnie- arcydzieło. Posiada wady, jednak... to chyba dzięki nim mogę go tak dobrze oceniać. Jest przez nie bardziej naturalny, po prostu.
-Kompanię Braci -przynudnawy i smutny, bo niesamowicie prawdziwy. Losy żołnierzy może i mogłyby zostać oddane bardziej emocjonalnie, chociaż dostrzegam w tym pewien zamysłów twórców, którzy być może chcieli wywołać w nas, widzach, gdybania co do uczuć bohaterów. W końcu podczas wojny nie ma miejsca na rozżalanie się.
-Sherlocka. SŁABY. Słaby, słaby, słaby. Postać tytułowego bohatera, w całym tym swoim geniuszu, jest irytująca i plastikowa. Właściwie to sądzę, że prawdziwie mądrzy ludzie to ci, którzy dostrzegają w sobie wady i próbują je naprawić. A Sherlock jest arogancki, prześmiewczy i pozbawiony empatii, czego chyba nawet nie widzi. Dałoby się to zaakceptować, gdyby chociaż jego myśli zostały przedstawione w bardziej obrazowy sposób, a nie tak usilnie- z perspektywy innej osoby, w tym wypadku doktora Watsona.
-Przewinąłem się też przez True Detective, z historią dającą potencjał na o wiele więcej fascynujących odcinków. A skończyło się w mgnieniu oka, zaledwie ośmioma. Może nazbyt "hamerykański", jednak...w niezłym stylu. Posiada tak gęsty i mroczny klimat, że można by obdzielić nim parę dobrych filmów.
-Spartacusowi zaś poświęciłem czas przez około 3 miesiące. Najpierw dosyć powoli obejrzałem sezon pierwszy, gdyż- w stosunku do reszty- był dosyć statyczny, tzn. jego akcja miała miejsce w zasadzie w jednym miejscu. Kontynuacja przyniosła ożywienie, dynamikę, śmiałe decyzje. Klimat zmienił się w paru kwestiach, głównie w portretach bohaterów, którzy stopniowo nabierali desperacji i byli opisywani od strony emocjonalnej rzadziej. Tak, tyle wyciągnąłem z serialu o rąbaniu i jebaniu. Bo to w gruncie rzeczy jest sama krew, nagie ciała i seks. Wyuzdany do granic możliwości, zaspokaja chęć na obejrzenie czegoś luźniejszego, by komórki mózgowe odpoczęły. Na szczęście- nie wszystkie i nie u wszystkich. W gruncie rzeczy, Spartacus został zaplanowany doskonale. Powiedziałbym nawet, że tak dobrze jak Breaking Bad, ale w innym kierunku.
Niedawno zacząłem I sezon W Garniturach. Jak na razie jest bardzo słabo. Może nawet słabiej niż z Sherlockiem...chociaż... nie, cofam.
Zaś Rzym! Cóż to za piękny serial! Prawdą jest, że historia pisze najlepsze scenariusze. Tutaj to widać. Najbardziej zgodny z prawdą pośród seriali, a może nawet najbardziej zgodny, biorąc pod uwagę grono filmów kinowych. Podsumuję Rzym szerzej po obejrzeniu wszystkich odcinków.
Gdzieś była pewna strona internetowa... coś w stylu "sprawdzarki, ile czasu zmarnowałeś na oglądaniu seriali". Chciałbym teraz na nią wejść i zobaczyć ile godzin spędziłem na intensywnym myśleniu o tym co właśnie widzę.
To tyle. Zastanawiam się jeszcze czy wspomnieć o tym co szczególnego działo się w moim życiu w ostatnim czasie. No tak, nie ma o czym mówić. Nic nawet nie przychodzi mi do głowy.
#emo
Z najpopularniejszych seriali obejrzałem:
-House of Cards -świetny, inteligentny i niesamowicie elegancki. Przepełniony intrygą, zrównoważony. Każda scena tam jest zagrana z wyczuciem. Posiada proste zasady, które powinny stanowić fundament wielu dzieł kinematografii, a mimo to jest wyjątkiem w swojej klasie. Często oglądając House of Cards czuję jak niedojrzały jestem, bo w moim mniemaniu, ten serial został stworzony dla ludzi co najmniej po 30-tce (i chwała za to!).
-Grę o Tron. Właściwie to jestem w trakcie. I coraz bardziej tracę entuzjazm. Przesadny, pompatyczny, jak w zasadzie niejeden w stajni BBC. Może miał taki być. Na pewno miał taki być. Zatem boję się o przyszłość ludzkości, jeśli z tak wielu stron, a szczególnie wśród ogólnie pojętej sztuki (która z zasady powinna dawać do myślenia), coraz częściej stykamy się z kopiowaniem, lansem i "byciem kozaczkiem", a te właśnie cechy Gra o Tron posiada.
-Breaking Bad, o którym wypowiadałem się wielokrotnie. Jak dla mnie- arcydzieło. Posiada wady, jednak... to chyba dzięki nim mogę go tak dobrze oceniać. Jest przez nie bardziej naturalny, po prostu.
-Kompanię Braci -przynudnawy i smutny, bo niesamowicie prawdziwy. Losy żołnierzy może i mogłyby zostać oddane bardziej emocjonalnie, chociaż dostrzegam w tym pewien zamysłów twórców, którzy być może chcieli wywołać w nas, widzach, gdybania co do uczuć bohaterów. W końcu podczas wojny nie ma miejsca na rozżalanie się.
-Sherlocka. SŁABY. Słaby, słaby, słaby. Postać tytułowego bohatera, w całym tym swoim geniuszu, jest irytująca i plastikowa. Właściwie to sądzę, że prawdziwie mądrzy ludzie to ci, którzy dostrzegają w sobie wady i próbują je naprawić. A Sherlock jest arogancki, prześmiewczy i pozbawiony empatii, czego chyba nawet nie widzi. Dałoby się to zaakceptować, gdyby chociaż jego myśli zostały przedstawione w bardziej obrazowy sposób, a nie tak usilnie- z perspektywy innej osoby, w tym wypadku doktora Watsona.
-Przewinąłem się też przez True Detective, z historią dającą potencjał na o wiele więcej fascynujących odcinków. A skończyło się w mgnieniu oka, zaledwie ośmioma. Może nazbyt "hamerykański", jednak...w niezłym stylu. Posiada tak gęsty i mroczny klimat, że można by obdzielić nim parę dobrych filmów.
-Spartacusowi zaś poświęciłem czas przez około 3 miesiące. Najpierw dosyć powoli obejrzałem sezon pierwszy, gdyż- w stosunku do reszty- był dosyć statyczny, tzn. jego akcja miała miejsce w zasadzie w jednym miejscu. Kontynuacja przyniosła ożywienie, dynamikę, śmiałe decyzje. Klimat zmienił się w paru kwestiach, głównie w portretach bohaterów, którzy stopniowo nabierali desperacji i byli opisywani od strony emocjonalnej rzadziej. Tak, tyle wyciągnąłem z serialu o rąbaniu i jebaniu. Bo to w gruncie rzeczy jest sama krew, nagie ciała i seks. Wyuzdany do granic możliwości, zaspokaja chęć na obejrzenie czegoś luźniejszego, by komórki mózgowe odpoczęły. Na szczęście- nie wszystkie i nie u wszystkich. W gruncie rzeczy, Spartacus został zaplanowany doskonale. Powiedziałbym nawet, że tak dobrze jak Breaking Bad, ale w innym kierunku.
Niedawno zacząłem I sezon W Garniturach. Jak na razie jest bardzo słabo. Może nawet słabiej niż z Sherlockiem...chociaż... nie, cofam.
Zaś Rzym! Cóż to za piękny serial! Prawdą jest, że historia pisze najlepsze scenariusze. Tutaj to widać. Najbardziej zgodny z prawdą pośród seriali, a może nawet najbardziej zgodny, biorąc pod uwagę grono filmów kinowych. Podsumuję Rzym szerzej po obejrzeniu wszystkich odcinków.
Gdzieś była pewna strona internetowa... coś w stylu "sprawdzarki, ile czasu zmarnowałeś na oglądaniu seriali". Chciałbym teraz na nią wejść i zobaczyć ile godzin spędziłem na intensywnym myśleniu o tym co właśnie widzę.
To tyle. Zastanawiam się jeszcze czy wspomnieć o tym co szczególnego działo się w moim życiu w ostatnim czasie. No tak, nie ma o czym mówić. Nic nawet nie przychodzi mi do głowy.
#emo
Komentarze
Prześlij komentarz