Rytmy wojny

Zauroczyłem się w albumie "Reflektor" Arcade Fire. Jest tak bardzo oryginalny, zróżnicowany, a przy tym spójny tak, że słuchając każdego utworu z osobna, czuję pewną "świeżość". I żebym nie został źle zrozumiany- nie chodzi mi tu o coś nowatorskiego, co być może ta płyta prezentuje.
Słowa "spójny" powyżej użyłem nie bez powodu. Dla mnie bardzo duże znaczenie ma by w plątaninie dźwięków słyszeć jakąś harmonię. I gdy piosenki są wybitnie oryginalne, skomplikowane i długie, a przy tym spójne, czuję właśnie tę świeżość.

Pierwszy zespół jaki wielce uwielbiałem, czyli Linkin Park, oferował ją tylko w niewielkim stopniu w porównaniu do Arcade Fire czy Radiohead. Elektroniczne dźwięki jakie używali, często były słyszalne tylko na dobrym sprzęcie i gdy odkrywałem nowe- czułem na ciele gęsią skórkę i dreszcze, bo wszystko było bardzo spójne, chociaż już wcześniej, nie znając wielu wielu dźwięków, piosenki wydawały mi się świetne.

Za 5 dni jadę do domu. Chyba nigdzie czas tak szybko mi nie leciał.
Stałem się "szpitalnym artystą". Obliczyłem, że wykonałem już 17 rysunköw ołówkiem, węglem, sepią i kredkami (pierwszy raz od dawna ich w ogóle dotknąłem!). Jestem chyba najbardziej rozpoznawalnym chłopakiem w budynku. Ja- cichy, spokojny, nieśmiały. To mnie trochę przytłacza. Nie jestem przyzwyczajony do komplementów, ani... po prostu do popularności. Zawsze siedziałem na uboczu i obserwowałem.
Jednak jedna rzecz cieszy mnie niezmiernie: pomaganie innym. Autorytet jaki zdobyłem w dziale plastyki przekłada się na moje doradzanie paru osobom w kategorii rysunku czy malarstwa. Uświadomiłem sobie, że ludzie z plastyka jednak mają wysoką (często za bardzo) samoocenę. Tutaj (nieco wkurzająco) mało kto wierzy we własne siły, nawet jeśli (jak już mówimy o sztuce) rysuje na podobnym poziomie do mnie, ucznia drugiej klasy liceum plastycznego, nie będąc na żadnych kursach, a jedynie bazgroląc na tyłach zeszytów.

Jest taka jedna dziewczyna...Ula...
W moim wieku (we dwoje jesteśmy najstarsi), niesamowicie piękna i... ze wspaniałym charakterem.
Przyjechała niedawno- jest tutaj mniej-więcej od tygodnia. Od razu (jeszcze w płaszczu przy drzwiach wejściowych) przykuła moją uwagę (co ja tam u licha robiłem, skoro oddział mam na drugim piętrze?). Myślałem, że nic nazbyt dobrego mnie nie spotka, więc założyłem, że dopiszą ją do innej grupy. Ale nie. Śpi dwa pokoje ode mnie.
Dlaczego się tak o niej rozpisuję?
Licealiści tutaj lekcji nie mają. Po południu, gdy wszyscy młodsi siedzą w szkole, mamy w te kilka osób czas by pogadać. Prawdziwie wspaniały czas. Spokojny, wyciszający i tak pogłębiający wzajemne relacje, że to jego skutkiem jest żal jaki czuję na samą myśl o wyjechaniu stąd.
Ula i ja często rozmawiamy. O tym i o tamtym. Oboje jesteśmy nieśmiali (w jej przypadku to dziwne), więc jak na razie nie wychodzimy poza "zwyczajne" tematy. Jednak już teraz wiem, że ma wspaniałą osobowość. Szalenie inteligentna, spokojna, wrażliwa (widać to po jej oczach. Z kilometra). Nie będę tutaj zanudzał wyliczanką wszystkich jej cech. Po prostu...nie mogę przestać o niej myśleć...chociaż znamy się tak słabo.
Oczywiście z jej pięknem jestem wybitnie subiektywny- prawdopodobnie podoba się tylko mnie tutaj. I jest z Warszawy.
Czuję...że dla niej mógłbym jeździć te 150 km bardzo często.

Ciekawe ile dziewczyn z mojej szkoły jest do niej podobna. Pewnie większość nie jest nawet tak zdolna jak ona, uczennica ogólniaka. W plastyku na moje oko przeważają ekstrawertyczki z samooceną na poziomie Mt. Everestu, z zerowymi umiejętnościami i jeszcze mniejszym zapałem do pracy.

Nie będę skromny. Jestem dobrym uczniem. Właściwie wszystko, począwszy od matematyki, skończywszy na malarstwie czy origami (!) potrafię wpoić sobie w szybkim tempie. Zastanawiałem się nad tym dlaczego tak jest. Niezbyt długo, bo odpowiedź jest prosta.
Wiem, że mogę. Raz zrobiłem dobry rysunek, więc kolejny także może mi wyjść. Nauczyłem się czegoś trudnego, więc czegoś kolejnego też mogę.

Ach, chyba moje myśli nie są aż tak logiczne. Tylko styl mam taki.
Gdy wrócę do domu, pojawi się bardzo długi post ze sprawozdaniem z wyjazdu. I masa utworków.

PS. Tytuł nijak ma się do treści posta. Dałem taki, ponieważ słucham w tym momencie soundtracka z Battlefield Vietnam. Bardziej kultowy niż w wielu kultowych filmach.

Komentarze