0 obrazków i dużo chujowego tekstu

Tydzień pobytu za mną.
Czuję się dobrze. Fizycznie. Odkryłem, że rozgrzanemu człowiekowi myśli się lepiej, tworzy się lepiej, a wiele rzeczy, wcześniej sprawiających wrażenie nieosiągalnych, staje się prostymi i wręcz trudno zrozumieć, jak mogłem ich wcześniej nie umieć dokonać.
Rozciąganie to fantastyczne zajęcia. Męczące dla mnie początkowo jak diabli, ale to one głównie poprawiają mi tu humor, zapewniając stały przypływ myśli. Może ciężko to zrozumieć. Bo ja nie czuję wielkiej satysfakcji z tego, że jestem bardziej sprawny fizycznie, lecz z tego jak moja psychika, jedna z miliardów niepoznanych zjawisk, tu zmienia się na lepsze.

Jednak jest coś co nie daje mi spokoju... Sprawa szalenie ważna i choć być może już nie aktualna, wróciła właśnie teraz.
Targają mną same słabe emocje. Rzadko czuję podziw, zachwyt. Gdy napełnia mnie gniew, ustępuje bardzo szybko. Można by powiedzieć, że jestem po prostu bardzo logiczny. Prawda jest jednak o wiele bardziej skomplikowana.
Wracając do poprzedniego posta, gdzie mówiłem, że daleko mi do umysłu kobiety, miałem na myśli coś błędnego, ponieważ każdy tak naprawdę w niektórych sytuacjach podlega przedstawionemu przeze mnie opisowi. Każdemu z nas towarzyszą emocje, prowadzące do kolejnych i kolejnych. Kobiety po prostu "są w tym bardziej" i... czują się dobrze. Emocjonalny mężczyzna bardzo często myśli o sobie jako o kimś słabym, gorszym, bo z trudem przychodzi mu przecież tak oczywista męska rywalizacja. Myślę, że każdy z nas, facetów potocznie zwanych "ciepłymi kluchami", mógłby być naprawdę lubiany i szanowany, bo świat się zmienia. Zmienia się stosunek do wojny, długość życia i jego poziom. Coraz większą rolę gra to, co tylko ludzie posiadają i potrafią to pokazać, czyli między innymi emocje. A przecież kobiety lubią być rozumiane i kochające pary muszą znać swoje potrzeby i troski, by związek mógł przetrwać. I być po prostu szczęśliwym. Bez zrywania...smsem... Jak to w ogóle świadczy o ludziach? Nawet- przy swoim nadmiarze czasu wolnego- nie chce mi się tego komentować.
Rozpisałem się. I mógłbym napisać jeszcze więcej, ale chcę w końcu przejść do sedna.
Podejmując powyższy temat, ciągle myślałem o...o wszystkich dziewczynach, które zraniłem. Może przez wszystkie posty tego bloga sprawiałem wrażenie osoby, która mało z przeciwną płcią miała do czynienia, lecz naprawdę, naprawdę dużo z nią przeżyłem. I zawsze okazywałem się hamem, łajdakiem... i tym podobne.
Nie, nie chcę się bronić. Ja taki rzeczywiście byłem i być może jestem nadal.
Chciałbym z miejsca je wszystkie przeprosić. Biorę na siebie całą winę za to wszystko. Nie wiedziałem czego chcę.
A cały ten długi akapit o emocjach powstał na skutek tego, że... ja po prostu taki jestem...I ludzie mnie lubią, szanują. A dziewczyny, mimo mojego wyglądu, czasem... czasem coś do mnie czują...
Dlatego tak długo nie jestem z żadną. Nie chcę więcej nikogo zranić. Gdy wiem, że się nie zakocham, bo nie akceptuję czyichś różnic, daję sobie spokój, by nie zostawiać dziewczyny samej...w ciemnym kącie, płaczącej i bezradnej...

Mam nadzieję, że wszyscy Ci, którzy poczuli się kiedykolwiek przeze mnie zranieni, zaznają szczęścia. Po stokroć wolałbym sam wiecznie tułać się bez celu, poniżony i wykończony, niż obarczyć tym kogoś innego.

Ach, to wszystko za mało. Nie potrafię ubrać mych myśli w słowa tak dobrze, by zostać zrozumianym.

Ludzki umysł jest taki... spójny. Właściwie każda czynność, którą robimy, jest jakoś uzasadniona naszymi przeżyciami. Ja... ja to widzę. Chcę być wyrozumiały. Niezwykłość jest piękna, pamiętajmy o tym.

Komentarze