Calmish
Zbliżają się Święta. Chociaż ja- ateista- powinienem te dni raczej nazywać "wysoko priorytetowym spotkaniem z bliskimi". Lubię ten czas, bo mogę wtedy robić coś nowego i ciekawego, a nie ratować swoją dupę, bo wcześniej spieprzyłem lub nie chciało mi się czegoś.
Już od jakiegoś miesiąca planowałem wspomnieć o tym jak maleje we mnie poziom bycia informatykiem, a rośnie poziom intelektualisty, filozofa, oratora (!). Zaczynam rozumieć posiadanie przez ludzi konsol do gry. Mając czas właściwie tylko w weekendy (dlatego posty ukazują się co tydzień), chciałbym bez stresu pograć sobie w coś nieangażującego emocjonalnie. Do rozbudowanej historii potrzebuję paru bliskich sobie wieczorów.
Dlatego z tej okazji... jako że taka może już nigdy więcej się nie znaleźć chciałbym opisać parę moich dawnych preferencji związanych z grami.
Po pierwsze: strategie. Do dzisiaj lubię czasami sobie pomłócić w Total Wara czy Cywilizację. Kiedyś dochodziły do tego Kozacy. Z drugą częścią tej serii mam najlepsze wspomnienia. Czasami grywałem też w Earth 2160, Settlersów IV (najlepsza część!), Hearts of Iron (zawsze moje państwo bankrutowało...) i Supreme Commander. Jak widać, było tego sporo. Na uwagę zasługują też czasy w jakich dzieje się akcja każdej z tych strategii- uwielbiam starożytność, średniowiecze i rozbudowane wizje przyszłości. Ciekawią mnie także nietypowe konwencje, jak w serii Civilization (swoją drogą najnowsza część ma piękną, delikatną stylistykę) i grubaskach zwanych Osadnikami.
NIE CIERPIĘ CALL OF DUTY. Ani podobnych strzelanek. Brak tabelek, brak świata, brak immersji, czyli brak wszystkiego co lubię. Jedyna, którą tak naprawdę toleruję jest leciwy Battlefield 2.
Najlepsze studia produkujące i wydające gry to dla mnie Bethesda, Id Software i Bioware. Odpalając Fallout'a, Doom'a czy Baldur's Gate od razu wpadało się w cudowny, magiczny klimat. Po przejściu New Vegas, przez wiele tygodni czytałem o świecie tam wykreowanym.
Zaś kto najlepiej potrafi niszczyć świetnie zapowiadające się produkcje? Ubisoft. Assassin's Creed z serii tajemniczej i mrocznej stał się kolorową sielanką z romantycznym głównym bohaterem. Watch Dogs, po pierwszych hucznych zapowiedziach, mówiących o wielkim, otwartym świecie i skomplikowanej mechanice, wygląda teraz jak gra na Androida- ni to grzeje ni to ziębi, tylko dla zabicia czasu. O Splinter Cell nie wspomnę. Szkoda gadać.
To by było na tyle. Miało być niewiele, wyszło jak zwykle. Bardzo mi przykro!
Zahaczając jeszcze do preferencji i gustów- często wspominałem jakie grupy i wykonawców lubię. A jakich nie lubię? Pierwsze co przychodzi mi na myśl to Florence & The Machine oraz Placebo. Koncepcja, pomysły na piosenki, a przede wszystkim głosy wokalistów męczą mnie niemiłosiernie. Nie będę się rozpisywał. Post jest i tak już wystarczająco długi.
A mimo to liczba wersji roboczych stale się mnoży...
MGMT- Introspection Naprawdę to co lubię.
Massive Attack- Teardrop
Junip- Line of Fire
JJ Doom - Retarded Fren Rap! Niesamowite!
Już od jakiegoś miesiąca planowałem wspomnieć o tym jak maleje we mnie poziom bycia informatykiem, a rośnie poziom intelektualisty, filozofa, oratora (!). Zaczynam rozumieć posiadanie przez ludzi konsol do gry. Mając czas właściwie tylko w weekendy (dlatego posty ukazują się co tydzień), chciałbym bez stresu pograć sobie w coś nieangażującego emocjonalnie. Do rozbudowanej historii potrzebuję paru bliskich sobie wieczorów.
Dlatego z tej okazji... jako że taka może już nigdy więcej się nie znaleźć chciałbym opisać parę moich dawnych preferencji związanych z grami.
Po pierwsze: strategie. Do dzisiaj lubię czasami sobie pomłócić w Total Wara czy Cywilizację. Kiedyś dochodziły do tego Kozacy. Z drugą częścią tej serii mam najlepsze wspomnienia. Czasami grywałem też w Earth 2160, Settlersów IV (najlepsza część!), Hearts of Iron (zawsze moje państwo bankrutowało...) i Supreme Commander. Jak widać, było tego sporo. Na uwagę zasługują też czasy w jakich dzieje się akcja każdej z tych strategii- uwielbiam starożytność, średniowiecze i rozbudowane wizje przyszłości. Ciekawią mnie także nietypowe konwencje, jak w serii Civilization (swoją drogą najnowsza część ma piękną, delikatną stylistykę) i grubaskach zwanych Osadnikami.
NIE CIERPIĘ CALL OF DUTY. Ani podobnych strzelanek. Brak tabelek, brak świata, brak immersji, czyli brak wszystkiego co lubię. Jedyna, którą tak naprawdę toleruję jest leciwy Battlefield 2.
Najlepsze studia produkujące i wydające gry to dla mnie Bethesda, Id Software i Bioware. Odpalając Fallout'a, Doom'a czy Baldur's Gate od razu wpadało się w cudowny, magiczny klimat. Po przejściu New Vegas, przez wiele tygodni czytałem o świecie tam wykreowanym.
Zaś kto najlepiej potrafi niszczyć świetnie zapowiadające się produkcje? Ubisoft. Assassin's Creed z serii tajemniczej i mrocznej stał się kolorową sielanką z romantycznym głównym bohaterem. Watch Dogs, po pierwszych hucznych zapowiedziach, mówiących o wielkim, otwartym świecie i skomplikowanej mechanice, wygląda teraz jak gra na Androida- ni to grzeje ni to ziębi, tylko dla zabicia czasu. O Splinter Cell nie wspomnę. Szkoda gadać.
To by było na tyle. Miało być niewiele, wyszło jak zwykle. Bardzo mi przykro!
Zahaczając jeszcze do preferencji i gustów- często wspominałem jakie grupy i wykonawców lubię. A jakich nie lubię? Pierwsze co przychodzi mi na myśl to Florence & The Machine oraz Placebo. Koncepcja, pomysły na piosenki, a przede wszystkim głosy wokalistów męczą mnie niemiłosiernie. Nie będę się rozpisywał. Post jest i tak już wystarczająco długi.
A mimo to liczba wersji roboczych stale się mnoży...
MGMT- Introspection Naprawdę to co lubię.
Massive Attack- Teardrop
Junip- Line of Fire
JJ Doom - Retarded Fren Rap! Niesamowite!
Komentarze
Prześlij komentarz