Na widmach koni

Jak minęły mi 2 tygodnie bez internetu?
Nijak. Wcale nie miałem większej ochoty do nauki, wcale nie ruszałem się więcej, wcale nie schudłem. Za to często się nudziłem. Nie jestem typem osoby, która wzbrania się od sprzątania, czy innych obowiązków. Nie musiałem zabierać się do tego dopiero gdy skończyła się umowa na internet. Zdałem sobie tylko sprawę jakim wspaniałym człowiekiem mógłbym być gdyby nie ta cała nienawiść, którą napotykam na forach, czy "zabawnych stronach" jak 4chan i 9gag.

Rok temu, po super dokładnym odsłuchaniu płyty Whatever people say I am, that's what I am not, zainteresowałem się na serio zespołem Arctic Monkeys. To ich pierwszy album. Teraz wydali już piąty. I... mam mieszane uczucia.
Dlaczego o tym pisze? Otóż dlatego, że ta grupa jest dla mnie na tą chwilę jedną z najważniejszych grup muzycznych. I-co powtarzałem wielokrotnie i powtarzać będę jeszcze wiele razy- to mój blog i mogę pisać tu o wszystkim co nudne i interesuje tylko mnie. Tak, muszę sam sobie o tym przypominać. Jołjoł.
Do rzeczy.
Pierwszy i drugi album Arctic Monkeys były znakomite z punktu widzenia krytyka muzycznego: świeże, inteligentne, nowatorskie, naturalne. Trzeci zaś, mój ulubiony, (całkowicie inny od poprzednich) pokazywał klasę, dojrzałość, pewność siebie i przede wszystkim- był eksperymentem. Słuchając Suck it and See, czwartej płyty w dorobku zespołu, czułem dokładnie to samo co niedługo po wydaniu AM, czyli najnowszego wydawnictwa. Byłem OCZAROWANY. Jednak w wypadku AM, oczarowanie to minęło bardzo szybko.
Dlaczego?
Zróżnicowane pomysły na utwory dosłownie po chwili okazują się jednak z pewnym schematem ("bitem", który zaczyna się nudzić). Poza tym, (co najważniejsze według mnie) zbytnie "amerykarzenie" zespołowi nie wychodzi na dobre. Zawsze przodowała u mnie sympatia do brytyjskiego, garażowego stylu, który reprezentowali na początku kariery. Teraz brzmią jakby nagrywali po 10 sekund piosenki, a potem chcieli to wszystko sklecić. Lub ruchać laski. Większość osób wie, że w takim przypadku najczęściej wychodzi taki sojowy kotlet- ni to smaczne, ni to ładne.
Na tekstach skupiłem się (standardowo) dopiero po wielokrotnym przesłuchaniu. I wtedy właśnie ostatecznie pogrzebałem AM. Wypełniacze charakterystyczne dla 'Murici zauważyłem już wcześniej (coś w stylu "juhuuu", "uuuu" i gwizdanie), jednak to warstwa właściwa, czyli super-badass-puszczanie oczka do lasek wywołała u mnie gorzkie torsje. Sztuczny, twardy akcent wokalisty nawet nie próbuje tego uratować.
Do czego zmierzam? Nie, wcale nie do ostatecznego shejtowania Arctic Monkeys by poczuć się lepiej i sfapania na swój widok. Nie do strasznej oceny na poziomie -100000/10. Chciałbym tylko napisać, że to grupa zdolna, jednak naiwna i podatna na wpływy. W większości utworów (wyjątek stanowi "R U Mine?", nagrany dużo wcześniej) czuć jakby tylko zretardziały, amerykański wokalista cieszył się z tego co robi. Czuję, że innym nie pasuje taki styl i chcieliby czegoś innego. Czegoś po czym słychać byłoby ewolucję i rosnącą dojrzałość, a nie bity i taaak bardzo niegrzeczny wokal. Alex Turner stracił cechę obserwatora, która stawiała go w roli najlepszego twórcy tekstów naszych czasów, a może nawet na równi z Bobem Dylanem.
To by było na tyle. Nie jest mi jakoś specjalnie smutno. Nie będę pisał "sprzedali się, w kij z nimi, niech żrą psie kupy". Nadal sobie ich posłuchuję, tych starszych płyt, oczywiście. Mimo wszystko są lepsi od większości znanych mi zespołów.
BUONA SERA SENIORITA, CIAO CIAO

Moby- The Perfect Life Moby jak zwykle dodaje życia szarej codzienności. Jest jak burza, jak mocny wiatr, jak gęste i zimne powietrze na policzkach.
Radiohead- You and whose Army Rozkojarzenie, tunel, zimno, jesień.

Komentarze