Ach

Mogę niezaprzeczalnie stwierdzić, że jestem samotny.
Nie mam nikogo komu mógłbym powiedzieć wszystko. Nie ma osoby, która zna jednocześnie to co u mnie- w szkole i -w domu. Jeśli komuś mówię, o tym kogo lubię najbardziej to jest to tak naprawdę jedyna osoba, którą znam w miarę dobrze. I ta właśnie osoba, człowiek z którym mógłbym i chcę spędzać całe dnie, jest widziana przeze mnie raz na kilka tygodni, a nawet miesięcy.
Większość dnia spędzam w domu. Nie chcę marnować czyjegoś czasu, gdy wszyscy dookoła są zajęci lub zwyczajnie mam za dużo "papierkowej" roboty. Szkoda, że to zawsze wiąże się z kłótniami. Poza tym... nie wiem czy inni mnie tak naprawdę lubią. W szkole, w klasie jestem raczej nielubiany. Trudno mi zrozumieć dlaczego, z niektórymi osobami nie zamieniłem nawet jednego słowa.
Ba, nawet nauczyciele się mną nie interesują! Gdy robię jakąś plastyczną pracę, nie podchodzą tylko do mnie, by wszystko skrytykować gdy muszą wystawiać ocenę.
Chciałbym... chciałbym sobie tylko pogadać. Tak normalnie, na różne tematy, bez spięcia, bez pośpiechu.

Moja rodzina ma długi. To znaczy... niektórzy członkowie rodziny. Co gorsze, ci członkowie są najbardziej charyzmatyczni, zawzięci i wyprani z uczuć, że wszystkie ich sprawy zamieniają życie w piekło ludziom dookoła.
Jednak najgorsza jest świadomość tego jak przeżyłem swoje dzieciństwo w Lubartowie. Wiecznie zapijaczony ojciec, rozpadający się zagrzybiały dom, zniszczone i zaśmiecone częściami samochodowymi podwórko oraz denerwowanie się przy otrzymaniu rachunku, który wcale nie był wysoki.
W szkole jestem traktowany jako ktoś kto "nie do końca wie co mówi i o co mu chodzi". Jeśli nauczyciel już pokwapi się mi pomóc, to opowiadając mu co zamierzam dodać lub zmienić, traktuje mnie jak jakiegoś informatyka, który przeczytał pół podręcznika o operacjach nerek i chce je przeszczepiać. Nie, nie da mi skończyć, tylko będzie mnie przekrzykiwał, a jeśli nie przestanę mówić- odwoła się do tego z jakim szacunkiem powinienem do niego podchodzić.
Moi nauczyciele od reklamy wizualnej wiedzą dokładnie nic o grafice wektorowej. Sami się do tego przyznali. Dlatego nie rozumiem ich słów, gdy mówią, że to "niszowa dziedzina, która zabija całą naturalność'. Na wektorach tworzy się współcześnie większość plakatów i wszystkie ikony. Widziałem naprawdę piękne prace stworzone w Illustratorze. Naprawdę cudowne, emocjonalne i czyste. Nikt mi nie wmówi, że to coś gorszego od innych dziedzin grafiki. Cóż...może to sprawa pokoleń. Starsi nie wiedzą co jest teraz modne. Tak mi się wydaje. Nawet w plastyku tak jest....
Rozumiem i chcę stosować się do ich rad. Poza dwoma. Za żadne skarby nie zmienię swojej specjalizacji, jaką jest grafika wektorowa. I w życiu nie posłucham tych dotyczących cech programistycznych od osoby, która się po prostu nie zna, a krytykuje mnie, jakbym pierwszy raz do tego podchodził.
Przez swoją nieudolność, spowalniają moją pracę dając oczywiste rady, zajmujące moją uwagę ponieważ "muszę ich słuchać". Ech, jakże zaskoczoną minę mieli byli gdy nauczyciel od rysunku i malarstwa był zdziwiony słysząc ich opinie o mojej pracy na reklamie. Rzeźba, projektowanie, fotografia i wspomniany rysunek oraz malarstwo idą mi świetnie.
Ale mam ból dupy, o jezu. Wkurwienie sięgnęło szczytu. Troszeczkę.

Cały czas czuję się gorszy od innych. Jedyne co mnie pociesza to prawdopodobieństwo, że naprawdę taki jestem. Nie mógłbym żyć w dobrym humorze, jednocześnie mając dwie sprzeczne informacje o samym sobie.

Incubus- Redefine Tyle wspomnień!

Komentarze