Gierki
Ferie upływają szybko. Jednak to co wydarzyło się tydzień, dwa tygodnie temu, pamiętam jakby było dawno.
Moje dni nie są niestety zbyt produktywne. Nie można powiedzieć, że nic nie robię, ćwiczę z większą intensywnością niż wcześniej, porządkuje sprawy i załatwiam te najprostsze. Właśnie, najprostsze. To co powinienem, zostawiam sobie na koniec.
Seria Mass Effect nie należy do moich ulubionych pozycji, lecz ostatnimi czasy bardzo się wciągnąłem (ze szkodą dla innych, ekhem). Po zmarnowaniu wielu godzin na granie doszedłem do wielu wniosków. Jednym z nich jest hejterstwo, szczególnie pokrzywdzonych przez los Polaczków. Trzecia część serii spotkała się z największą krytyką, mimo że jest wyraźnie najlepsza, i to obiektywnie, gdyż chodzi o grafikę, projekty lokacji i dodatkowe tryby oraz dopracowanie. W mojej opinii znacznie lepiej zostały napisane też dialogi, wprowadzające w e-p-i-c-k-i klimat. Tutaj naprawdę czuć jaką wagę mają nasze decyzje.
Swoją drogą nie rozumiem ludzi krytykujących gry wideo. To już dawno nie są tylko tępe ciupanki, a Mass Effect należy raczej do grona "interaktywnych filmów", gdzie robimy coś klasycznego dla staroszkolnych gier tylko po to by nie pozwolić sobie na rozmyślania ile to czasu zmarnowaliśmy grając. Ja i tak myślę.
Wracając do wniosków, kolejnym jest coś zawartego w fabule gry. Żniwiarze, czyli główny antagonista Sheparda, dążą do wprowadzenia "ładu" w kosmosie pełnym chaosu (tak, wiem że to wydaje się głupie, ale wbrew pozorom możliwe w rzeczywistości o wiele bardziej niż istnienie Boga). Mają w tym sporo racji, ponieważ nawet my ludzie, w normalnym świecie, niebywale skomplikowaliśmy sobie życie. Chodzi tu szczególnie o coś o czym wspominałem. O pieniądze. To coś, to czego wszyscy pragniemy, a zniszczyło, bądź zniszczy nam życie. Nie zdajemy sobie sprawy, lecz one zmieniły wszystko. Zabijają to szczęście, którego tak pragnę. Brak tego specyficznego "ciężaru" w głowie. Brak rozmyślań, co będzie i jak będzie.
Pieniądze szczęścia nie dają. Ani nic co można za nie kupić. To ludzie i ich uczucia prawdziwie radują człowieka.
Gdybym był bogaty, pewnie nigdy nie pomyślałbym w ten sposób.
Następną znienawidzoną rzeczą jest ta cholerna polityka. Wiąże się najczęściej ze zwykłym brakiem odczytywania intencji innych. Nie rozumiejąc się, zamykamy swój rozum, udając samolubów. Naprawdę nikt nim nie jest, bo życzliwe środowisko potrafi ujawnić nasze prawdziwe "ja". Osoba, która zawsze musiała polegać na sobie trudno odzyskuje zaufanie do innych. Jakie to prawdziwe...
Heh, jestem no-life'm, który nie widzi nic poza ekranem monitora, taaaak.
Ciekawe czy w przyszłości będzie mi się chciało cokolwiek stąd czytać. Jeśli tak, czy nie przestraszę się swojego archaicznego stylu pisania (może...nazbyt logicznego?). Pewnie będę miał łeb jak Marsjanin. O ile teraz takiego nie mam!
Moje dni nie są niestety zbyt produktywne. Nie można powiedzieć, że nic nie robię, ćwiczę z większą intensywnością niż wcześniej, porządkuje sprawy i załatwiam te najprostsze. Właśnie, najprostsze. To co powinienem, zostawiam sobie na koniec.
Seria Mass Effect nie należy do moich ulubionych pozycji, lecz ostatnimi czasy bardzo się wciągnąłem (ze szkodą dla innych, ekhem). Po zmarnowaniu wielu godzin na granie doszedłem do wielu wniosków. Jednym z nich jest hejterstwo, szczególnie pokrzywdzonych przez los Polaczków. Trzecia część serii spotkała się z największą krytyką, mimo że jest wyraźnie najlepsza, i to obiektywnie, gdyż chodzi o grafikę, projekty lokacji i dodatkowe tryby oraz dopracowanie. W mojej opinii znacznie lepiej zostały napisane też dialogi, wprowadzające w e-p-i-c-k-i klimat. Tutaj naprawdę czuć jaką wagę mają nasze decyzje.
Swoją drogą nie rozumiem ludzi krytykujących gry wideo. To już dawno nie są tylko tępe ciupanki, a Mass Effect należy raczej do grona "interaktywnych filmów", gdzie robimy coś klasycznego dla staroszkolnych gier tylko po to by nie pozwolić sobie na rozmyślania ile to czasu zmarnowaliśmy grając. Ja i tak myślę.
Wracając do wniosków, kolejnym jest coś zawartego w fabule gry. Żniwiarze, czyli główny antagonista Sheparda, dążą do wprowadzenia "ładu" w kosmosie pełnym chaosu (tak, wiem że to wydaje się głupie, ale wbrew pozorom możliwe w rzeczywistości o wiele bardziej niż istnienie Boga). Mają w tym sporo racji, ponieważ nawet my ludzie, w normalnym świecie, niebywale skomplikowaliśmy sobie życie. Chodzi tu szczególnie o coś o czym wspominałem. O pieniądze. To coś, to czego wszyscy pragniemy, a zniszczyło, bądź zniszczy nam życie. Nie zdajemy sobie sprawy, lecz one zmieniły wszystko. Zabijają to szczęście, którego tak pragnę. Brak tego specyficznego "ciężaru" w głowie. Brak rozmyślań, co będzie i jak będzie.
Pieniądze szczęścia nie dają. Ani nic co można za nie kupić. To ludzie i ich uczucia prawdziwie radują człowieka.
Gdybym był bogaty, pewnie nigdy nie pomyślałbym w ten sposób.
Następną znienawidzoną rzeczą jest ta cholerna polityka. Wiąże się najczęściej ze zwykłym brakiem odczytywania intencji innych. Nie rozumiejąc się, zamykamy swój rozum, udając samolubów. Naprawdę nikt nim nie jest, bo życzliwe środowisko potrafi ujawnić nasze prawdziwe "ja". Osoba, która zawsze musiała polegać na sobie trudno odzyskuje zaufanie do innych. Jakie to prawdziwe...
Heh, jestem no-life'm, który nie widzi nic poza ekranem monitora, taaaak.
Ciekawe czy w przyszłości będzie mi się chciało cokolwiek stąd czytać. Jeśli tak, czy nie przestraszę się swojego archaicznego stylu pisania (może...nazbyt logicznego?). Pewnie będę miał łeb jak Marsjanin. O ile teraz takiego nie mam!
Komentarze
Prześlij komentarz