Idiota

W moim życiu pojawił sie ktoś naprawdę ważny. Mam nadzieję że będę w końcu szczęśliwy...i ona będzie.
Nie oczekuję zmian. Wszystko w tym kierunku jakoś mnie nie obchodzi, jakbym mniej interesował przyszłością, a zaczął teraźniejszością. (z logicznego punktu widzenia teraźniejszość nie istnieje, ale co tam)
Tak bardzo chciałbym by po prostu się do mnie przytuliła i nie wypowiadała żadnego słowa...
Ale czy zrobiłbym wszystko by mogła tak uczynić? Już teraz jestem bardzo ograniczony (czyt. tchórz).
Jestem niesamowicie w niej...nieważne, NIEWAŻNE!
Ech te kobiety!
Niby w makijażu wyglądają lepiej, ale naturalne mają ten przyciągający, niewinny urok.
Uważam jednak (co jest bardzo związane z plastykiem), że chłopak nieposiadający zwykłego dobrego kumpla w klasie, szybko się zmieni na gorsze. Na gorsze przez nieświadome zamienianie typowo męskich myśli (ekhem...) na bardziej łagodne. Na początku takie coś może wydawać się fajne, ale po dłuższym czasie jednak uciążliwe.

Czy ja znowu wybrałem źle? Wątpię szczerze, że w moim życiu stało się w końcu coś dobrego...To nie pesymizm, to obiektywizm.
Codziennie ktoś wbija mi nóż w plecy (codziennie!). Od wielu lat czuję jakby ludzie przekłuwali moje serce. Czasem zupełnie nieświadomie, ale niestety...w większości przypadków są to celowe działania. Najgorzej bolą te od osób, które są dla mnie wszystkim...i będą, mimo wszystko, mimo całego bólu jaki muszę przez nie znosić.
Na drobne uwagi jak "ty kretynie" czy "jebany debilu" już przestałem zwracać uwagę. Nawet nie wysilam się by myśleć co pchnęło kogoś ku nazwaniu mnie tak.
Kto przyszedłby na mój pogrzeb? Ktoś oprócz mojej rodziny w ogóle byłby przejęty? Nie wiem co zrobiłbym tracąc kogoś z bliskich...To tak godzące, że aż nie mogę o tym myśleć.
Tyle razy powtarzałem sobie, że chcę śmierci ojca. A gdy nadeszła, poczułem czym jest miłość do rodziny. Tracąc go uroniłem ledwo kilka łez, bo przypominałem sobie jaki był. Ale kochałem go! Dlaczego? Nadal nie wiem.
Jestem już tak zmęczony, że porażki z przeszłości, które zatruwały mój mózg już go nie nawiedzają. Zastępuje je poczucie bezsilności, bo co bym zrobił i tak skończę w gorszym położeniu.
Czasem chcę być głupi, bo im więcej rozumiem tym bardziej nieszczęśliwy się staję.
Aktualnie czuję się ewidentnie najmądrzejszy z klasy ("artyści"), a mimo to gorszy od innych. W końcu kto tu jest ciągle odrzucany i poniżany?
Wiem, że użalanie się nad sobą nie jest żadnym wyjściem. Opanowałem już użalanie podczas innych czynności. Naprawdę nie wiem gdzie się podziać. To czego dowiaduję się od rówieśników boli, a w domu ciągle słyszę jakim nieudacznikiem jestem.
I co? I jutro znowu będę się uśmiechał w szkole jak gdyby nigdy nic, ale w duszy nigdy nie jestem wesoły. Nie zapominam, a chciałbym.

Komentarze