Wpadka

Wróciłem do czasów gdy odkrywałem Linkin Park. Było to jakoś w 2010 roku. Szmat czasu, a ja nadal mam taki sam stosunek do A Thousand Suns. Wciąż słucham tego albumu i pragnę zimna. Normalnego zimna, prosto z dworu. Źle się czuję musząc robić to w lecie. Kiedy jest zimno, moje żyły zaczynają pulsować, a ciało się ekscytować. W połączeniu z muzyką czuję się znakomicie, tak...czysto.
Dźwięki z A Thousand Suns występowały już w innych piosenkach przed wydaniem płyty. Można je usłyszeć także na Living Things. Mimo wszystko czuję się bardzo wyjątkowo słuchając tego albumu, lecz nigdy nie podjąłbym się słuchania go w autobusie, czy innym nudnym miejscu. Za mało skupienia, za głośno.
(i tak wolę Humbug)

Z jednej strony chciałbym lubić u dziewczyn tylko wygląd. Byłbym wtedy dużo śmielszy i twardszy. Ale bez charakteru wszystko wydaje się blade. I ja wydaję się blady.
Jeśli skupiam się za często na wyglądzie w końcu zaczyna mi to przeszkadzać. Nie potrafię długo zachwycać się czymś tak niezmiennym.

Codziennie staję się mądrzejszy. Wszystko co poznaję powinno jakoś wpływać na to jak się zachowuję. Tak jest, ale tylko w części. Przerażająco beznadziejne jest uczucie, gdy wewnątrz siebie walczę by znowu nie być kretynem.

Ten blog jest najlepszym sposobem na wyrażenie siebie. Potrzeba mi wielu godzin rozmowy by przy kimś być takim jakim jestem tutaj. Aktywuję swoją moc...jakby. Zadziwiające, ale doszedłem do wniosku że ludzie bardzo lubią mnie za moją szczerość i bezpośredniość. Zdaję sobie sprawę z mojej wrażliwości, może  właśnie dlatego ta bezpośredniość nie jest tak rażąca, ponieważ wiem kiedy ona zdecydowanie zadziała na plus.
To się chyba po prostu nazywa ogarniętość, nie?

Nie chcę utknąć w jakichś przyzwyczajeniach, czymś jak nieświadomy sposób, w który prowadzę bloga. Pewnie coś takiego jest, ale dobrze że tego nie widzę i na pewno potrafię zmienić. Rutyna jest rzeczą, która zaprowadza życie w ciemność, spycha w przepaść, kiedy nawet o tym nie wiemy.
Próbuję się robić wszystko na wiele sposobów, jednocześnie starając się nie zamknąć w myślach o robieniu ciągle czegoś innego, bo wtedy z kolei jestem więźniem własnych myśli. Być może mało kto zrozumie o co mi chodzi, ale doskonale znam to uczucie "zżerania" siebie od środka.

Nie wiem czy naprawdę, ale wydaje mi się że jestem teraz podwójnie tragicznie zakochany...

Komentarze