Nicolas Cage

Mdli mnie po jednym małym batoniku. Pewnie zbliżają się problemy z wyrostkiem. (jeszcze tego brakowało)
Jak zwykle ostatnio obejrzany dobry film staje się moim ulubionym.
To troszkę prymitywne mieć w takiej kategorii ulubione rzeczy. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, dlatego prawdopodobnie za 2 dni obejrzę kolejny film i tak w kółko aż do śmierci. Egzystencja jak u ogórka.
Miałem tego nie pisać.
Czemu ja w samej koszulce i spodenkach wyglądam na większego? (tylko bez zboczonych skojarzeń!)

Bez rodzeństwa mógłbym słuchać teraz Miley Cyrus. Nie chodzi o to że coś w tym złego. Po prostu trudno to sobie wyobrazić, gdy mój cały byt obracam wokół muzyki, którą lubię.
Zadziwiające jak prosto mogę stworzyć "mądrą myśl" mając przed oczami wyłącznie piękne i smukłe dziewczyny.
Niedokładnie to miałem napisać. Myślę, że wszystko co można uznać za nieco inteligentne z mojej strony jest wynikiem tylko i wyłącznie próbowania do stworzenia czegoś co chce zostać odebranym dobrze. Swojego rodzaju polubieniem autora...
Czyli podświadomie wierzę, że ludzie są wspaniali? Nawet o tym nie wiedziałem, użalając się nad tragizmem świata.

I have no idea what I wrote above.

Naszym kolejnym tematem na rzeźbie jest przerażająca kreatura. Nie mam pojęcia dlaczego na myśl o tym przed oczami mam murzyna w spódnicy ze słomy. Rasistyczna część mojej osobowości podpowiada by wcielić pomysł w życie i przedstawiając go śmiać się Nicolasowi w twarz.
Bo mój nauczyciel rzeźby jest przecież na pewno dublerem Cage'a. Nie lubię obu. Jeden zachowuje się jak drewno, a drugi tylko przygląda się cały czas podczas pracy i poprawia dopiero gdy jest się mega zadowolonym i wyczerpanym fizycznie oraz kurwa psychicznie.

Ładnie się drzewa przeginają. Jest tak romantycznie...


Komentarze