Tak

Głupi koncert, a ja płaczę...
Zadowolę się najwyżej Rock am Ring'iem '07...
Myślałem, że to zwykły zespół, a życia bez niego nie widzę. Za wszystko mogę winić tylko siebie.

Dwa dni temu w restauracji widziałem pewną kobietę...była chyba z jakimś facetem na kolacji (mężem? narzeczonym? nie wiem). Nie wyglądała młodo, uważam że mogła podchodzić już pod czterdziestkę. Za to emanowała niesamowitą kobiecością i jak na swój wiek była niesamowicie piękna. Każdy jej ruch przykuwał mą nastoletnią uwagę. Mężczyzna naprzeciwko niej jest/będzie/był ogromnym szczęściarzem. Nie podobała mi się w takim sensie jak Pewna Osoba, ale podziwiałem ją. Gdybym miał o 20 lat więcej na pewno zakochałbym się i byłaby to dojrzała miłość.
Dziś zaś zrobiliśmy sobie z rodzinką wycieczkę do muzeum w Kozłówce, gdzie zupełnie przypadkiem spotkaliśmy naszych dawnych sąsiadów z Lubartowa. Jedynie Paweł poznał ich twarze (i oni nasze). Sąsiad to zupełnie całkowicie przyzwoity i normalny facet. Nie ma po co nawet o nim pisać, chociaż tak samo jak my wszyscy jest na swój sposób wyjątkowy. O jego córce Sylwii mogę już więcej napisać.
Mając 10 lat, kiedy wyprowadzaliśmy się z Lubartowa, ta dziewczyna miała 17 i zapamiętałem ją jako typową grzeczną córeczkę. Mimo to już wtedy była wg mnie bardzo ładna. Teraz z wyglądu nie zmieniła się tak bardzo, ale moje zdanie o niej zupełnie i bezsprzecznie tak. Rozmawiała z nami bardzo otwarcie i inteligentnie. Wpłynęło to na moją opinię o rodzicach pokroju jej własnych, czyli totalitarnych i wymagających. Sama wydawała się być całkowicie zadowolona ze swojego życia. To oczywiste kiedy jest się tak wspaniałym człowiekiem. To że znam ją od urodzenia pozwoliło mi rozmawiać komfortowo, jak dobrzy znajomi.
Jednak dzisiejszego dnia nie mogę zaliczyć do udanych. Móc cofnąć czas o 24h miałbym największy dylemat w swoim życiu.
Nie wiem jaką ten post ma rozpiętość, bo piszę go od początku na komórce. Komputera się nie tykam, bo informacje, które wyczytuje za jego pośrednictwem ostatnio niosą ze sobą sam smutek i rozczarowania.
Dodam jeszcze tylko, że od dwóch godzin leżę na zimnej podłodze w ciemnym pokoju i gapię się na księżyc, a łzy nie mają końca (ohoho jak romantycznie).
Miłego jutra.


Komentarze