Wróciłem z kościoła. Spędziłem w nim ponad 3 godziny.
Było kazanie Filipa, coś w stylu interaktywnego wykładu (trochę mi trudno pisać, bo mam zamarznięte palce). Prowadziło go kilku studentów, którzy byli MOCNO POPIERDOLENI. Najpierw kazali nam rzucać jakimiś chusteczkami na ołtarz, potem rozdawali płatki róż, a ja zadawałem sobie jedno zajebiście, a zajebiście ważne pytanie: Co ja tu robię do cholery? Dodatkowo odstawiali jakieś tańce, a ja jutro mam spędzić z nimi siedem godzin. Jedynym plusem byli znajomi, których tam widziałem i z którymi już po mogłem pogadać jak dawniej. Brak mi takich rozmów.
Na Facebooku moje imię oznacza "niezdecydowany". Pasuje w 100%.
Jem wspaniałe żelki Haribo Roulette. Mają doskonały smak...taki jak dawniej. Nie zostało już ich zbyt dużo. W papierku (coś jak od cukierka) było tylko 15 sztuk.
Jeszcze raz wspomnę o kościele. Otóż w pewnym momencie podzieliliśmy się na grupy. W mojej był Skiba i Wojtek z podstawówki. Bardzo dawno nie gadaliśmy, a facet którego nam przydzielili był chyba najbardziej normalny ze wszystkich (i miał zajebiście ładny i niski głos, myślę że każda kobieta uznałaby taki za mega seksowny). Wojtka widziałem wcześniej na wielu mszach, ale tak to jest, dwa lata bez kontaktu i nie znam człowieka. W podstawówce był wyższy ode mnie o głowę, teraz jakieś...2 cm.
Jutro cały dzień mam zapchany. Marzę o wolnym weekendzie, a ten i kolejne dwa są straaaszne.
Zamierzam pójść do KFC z Agnieszką, Chcę ją przytyć (i sam przy okazji uzupełnić ubytki).
Apropos- jestem głodny jak wilk. ALWAYS HUNGRY!!!
Dzisiaj przez chwilę wierzyłem w Boga. Ludzie potrafią mną manipulować.
Kończę na dzisiaj, bo levele same się nie nabiją. : D

Komentarze
Prześlij komentarz