Hej.
Zastanawiałem się, dlaczego piszę same bzdury, same nieważne rzeczy. Często myślę o tym, czy jestem wyjątkowy, czy nie i...przez to moje myślenie nie doszedłem do żadnego wniosku. Rzadko kiedy dochodzę do jakiegoś.
Wracając do tego pierwszego zwrotu, to wydaje mi się, że...po prostu w moim życiu nie dzieje się nic wyjątkowego, o czym mógłbym się rozpisać. I niech nikt potem nie śmie mi wmawiać, że jest inaczej!
Różne zdarzenia za często się powtarzają (no może nie dokładnie tak samo). Czasem zwyczajnie nie mam wyboru. Budzę się rano i próbuje robić wszystko inaczej, ale potem i tak wychodzi na to samo.
Zastanawiałem się także, dlaczego...dlaczego muszę być taki pokrzywdzony. Ledwo z rodziną wygrzebałem się z Lubartowa, gdzie warunki były, no cóż- tragiczne. Teraz nie mamy na nic pieniędzy. Próbuję teraz być obiektywny i ocenić czy naprawdę mój los się nie poprawił. Nie poprawił się. Nie jestem dzisiaj smutny, po prostu wcześniej byłem podekscytowany.
Mój poranek:
Budzę się. Patrzę na zegarek i z radością widzę 5:30 (mam nastawione 5 budzików co 15 minut). Wyłączam budzik, który jest potem żeby sobie jeszcze trochę pospać (kiedy jestem wyspany nie wiem dlaczego tak mogłem robić), ALE oczywiście telefon mojego brata zaczyna dzwonić. Nakrywam się kołdrą. Adaś śpi jak kamień i ja muszę pójść wyłączyć jego budzik. Wkurzony wracam do łóżka lecz widzę, że jest już godzina o której trzeba wstać. Idę do łazienki, gdzie załatwiam to co trzeba. Jem śniadanie (znowu jajka). Mówię przy okazji mamie : Jajka są dobre, ale ile je można jeść? Rzygam już nimi!. Zaglądam do szafy i zawiedziony stwierdzam, że nie mam się w co ubrać. Wyjmuję pierwszą lepszą koszulkę, która nie śmierdzi i oczywiście skarpety. Zwykle te drugie śmierdzą mimo prania. Nakładam buty i cieszę się, że przynajmniej to mam dobre. Zakładam piekielnie ciężki plecak i obiecuje sobie iż następnego dnia nie wezmę połowy książek. Nie biorę i dostaje kose mimo jednej książki na ławce (Gdzie tu sprawiedliwość ja się pytam?). Pod blokiem czekam na Damiana. Sprawdzam stan mojego fryzu. Szlak. Przyklapnął.
Zastanawiałem się, dlaczego piszę same bzdury, same nieważne rzeczy. Często myślę o tym, czy jestem wyjątkowy, czy nie i...przez to moje myślenie nie doszedłem do żadnego wniosku. Rzadko kiedy dochodzę do jakiegoś.
Wracając do tego pierwszego zwrotu, to wydaje mi się, że...po prostu w moim życiu nie dzieje się nic wyjątkowego, o czym mógłbym się rozpisać. I niech nikt potem nie śmie mi wmawiać, że jest inaczej!
Różne zdarzenia za często się powtarzają (no może nie dokładnie tak samo). Czasem zwyczajnie nie mam wyboru. Budzę się rano i próbuje robić wszystko inaczej, ale potem i tak wychodzi na to samo.
Zastanawiałem się także, dlaczego...dlaczego muszę być taki pokrzywdzony. Ledwo z rodziną wygrzebałem się z Lubartowa, gdzie warunki były, no cóż- tragiczne. Teraz nie mamy na nic pieniędzy. Próbuję teraz być obiektywny i ocenić czy naprawdę mój los się nie poprawił. Nie poprawił się. Nie jestem dzisiaj smutny, po prostu wcześniej byłem podekscytowany.
Mój poranek:
Budzę się. Patrzę na zegarek i z radością widzę 5:30 (mam nastawione 5 budzików co 15 minut). Wyłączam budzik, który jest potem żeby sobie jeszcze trochę pospać (kiedy jestem wyspany nie wiem dlaczego tak mogłem robić), ALE oczywiście telefon mojego brata zaczyna dzwonić. Nakrywam się kołdrą. Adaś śpi jak kamień i ja muszę pójść wyłączyć jego budzik. Wkurzony wracam do łóżka lecz widzę, że jest już godzina o której trzeba wstać. Idę do łazienki, gdzie załatwiam to co trzeba. Jem śniadanie (znowu jajka). Mówię przy okazji mamie : Jajka są dobre, ale ile je można jeść? Rzygam już nimi!. Zaglądam do szafy i zawiedziony stwierdzam, że nie mam się w co ubrać. Wyjmuję pierwszą lepszą koszulkę, która nie śmierdzi i oczywiście skarpety. Zwykle te drugie śmierdzą mimo prania. Nakładam buty i cieszę się, że przynajmniej to mam dobre. Zakładam piekielnie ciężki plecak i obiecuje sobie iż następnego dnia nie wezmę połowy książek. Nie biorę i dostaje kose mimo jednej książki na ławce (Gdzie tu sprawiedliwość ja się pytam?). Pod blokiem czekam na Damiana. Sprawdzam stan mojego fryzu. Szlak. Przyklapnął.
/\ /\ /\ /\
Napisałem to z braku pomysłów (jak mniemam przez bolący kręgosłup). Nie wiem czy kogoś to zainteresuje...może ktoś taki się znajdzie.
Najgorsze z tego jest to, że codziennie próbuje robić co innego o czym już pisałem. Jak są jajka to ich nie jem. Potem zwyczajnie głoduje w szkole, bo nie mam pieniędzy na żadne pożywienie i wracam do jedzenia jajek. Najgorzej jest z telefonem Adasia, w którym za cholerę nie mogłem znaleźć budzika (on też nie mógł).
Ten poranek jest tylko przykładem. Pierdolony dzień świstaka.
Napisałem to z braku pomysłów (jak mniemam przez bolący kręgosłup). Nie wiem czy kogoś to zainteresuje...może ktoś taki się znajdzie.
Najgorsze z tego jest to, że codziennie próbuje robić co innego o czym już pisałem. Jak są jajka to ich nie jem. Potem zwyczajnie głoduje w szkole, bo nie mam pieniędzy na żadne pożywienie i wracam do jedzenia jajek. Najgorzej jest z telefonem Adasia, w którym za cholerę nie mogłem znaleźć budzika (on też nie mógł).
Ten poranek jest tylko przykładem. Pierdolony dzień świstaka.
Żeby ten post nie był taki idiotyczny dorzucę kilka fajnych zdjęć:



Komentarze
Prześlij komentarz