Intrygi i klamstwa
Moja rodzina to jedni wielcy krętacze. Mowa tu oczywiście o matce, która robi wszystko żeby nam zepsuć życie. Nie mam na myśli rzeczy związanych z młodzieńczym buntem, tylko po prostu ona robi się za stara na wychowywanie. Kiedyś było dobrze...normalnie się zachowywała, a teraz wrzeszczy o byle co. To chyba nie moja wina, bo nie palę, nie piję, oceny mam całkiem przyzwoite ( mogłyby być lepsze, ale akurat w tym aspekcie ona nie ma do mnie pretensji) i pomagam w domu. Do tego mama nie chce robić żadnych badań lekarskich, a możliwe że w tym wieku ma jakąś ciężką chorobę. Nic nie wiadomo. Martwię się o nią.
Kolejnym problemem jest mój młodszy brat, o którym już sporo pisałem, ale ciągle jest wiele do przekazania, nie tylko dobrych rzeczy. Dzisiaj przyszła kolej o tym aby napisać o jego wadach, bo te kują w oczy niesamowicie. Po pierwsze nie słucha się nikogo i często robi rzeczy bez wyobraźni i nawet pomimo wcześniejszych przykrych wydarzeń czyni kolejne głupstwa. Kiedyś bawił się zapaliczką i zapalił mu się rękaw od koszulki. Nic mu się prawie nie stało ( poparzył się w rękę trochę), ale do dzisiaj bawi się ogniem i to coraz bardziej. Nie reaguje na prośby o przestanie, a często to ja mam się nim opiekować i skargi lecą na mnie. To irytujące naprawdę i czasami mam ochotę krzyknąć ile mam sił w płucach żeby się w końcu odwalili ode mnie. Do tego Adaś uczy się strasznie kiepsko co jest w pewnej mierze zasługą matki, bo ona na niego krzyczy jak czegoś nie umie i teraz całkiem odebrało mu chęć do nauki. Na szczęście jest on bardzo wrażliwy na krzywdę. To mi się w nim podoba.
Pozostali moi bracia są bardzo fajni, bo nie mają z nami kontaktu...Często wspominają o tym, że dobrze zrobili wyprowadzając się. Popieram ich w 100% i ja też niedługo się wyprowadzę. Jeżeli zbiorę pieniądze. Jeżeli nie...to też to zrobię, nie obchodzi mnie jak. Matka narobiła dzieci nie myśląc o studiach i przyszłości. Teraz ma karę i każdy się od niej odwraca. Szkoda mi jej, to fakt, ale sama się w ten stan wpędziła...
Nie jestem teraz jakiś za bardzo na nią zdenerwowany, po prostu jestem obiektywny. Jaka by nie była i tak nie zamieniłbym jej na inną.:)
Ta buźka trochę psuje klimat tego bloga ( jeśli jakiś jest), ale niech zostanie, bo to potęguje moje uczucie względem mojej matki. Apropo klimatu....wszystko na początku ma klimat. Potem, w miarę jak to poznajemy traci go. Smutne lecz zachęca do odkrywania nowych rzeczy. Czyli większość ludzi musi być smutna...ciągle trzymają się starych nawyków, przedmiotów, ciągle są tacy sami i szarzy.
Wróciłem do swojego pokoju z komputerem. Wcześniej musiał znajdować się u brata z pewnego powodu, ale on jest nieważny. Ważne jest to, że w końcu mogę popatrzeć się wieczorem w szybę i pomyśleć tak jak kiedyś. Strasznie mi tego brakowało.
Podoba mi się jak stoję przed lustrem i kręcę głową w lewo i w prawo, a moje oczy są ciągle zwrócone w stronę lustra.
Ale mam włosy...jak futerko.
No dobra, kilka głupich zdań, a teraz wracamy do realiów.
Ten blog staję się dla mnie już odrębną rzeczywistością. Jak się nudzę, to piszę posta, jeżeli coś stanie się dobrego lub złego też piszę. W sumie to takie było założenie, ale pora wyjść w końcu na dwór! Chyba to zrobię, bo tak ładnie się świeci ulica...
Kolejnym problemem jest mój młodszy brat, o którym już sporo pisałem, ale ciągle jest wiele do przekazania, nie tylko dobrych rzeczy. Dzisiaj przyszła kolej o tym aby napisać o jego wadach, bo te kują w oczy niesamowicie. Po pierwsze nie słucha się nikogo i często robi rzeczy bez wyobraźni i nawet pomimo wcześniejszych przykrych wydarzeń czyni kolejne głupstwa. Kiedyś bawił się zapaliczką i zapalił mu się rękaw od koszulki. Nic mu się prawie nie stało ( poparzył się w rękę trochę), ale do dzisiaj bawi się ogniem i to coraz bardziej. Nie reaguje na prośby o przestanie, a często to ja mam się nim opiekować i skargi lecą na mnie. To irytujące naprawdę i czasami mam ochotę krzyknąć ile mam sił w płucach żeby się w końcu odwalili ode mnie. Do tego Adaś uczy się strasznie kiepsko co jest w pewnej mierze zasługą matki, bo ona na niego krzyczy jak czegoś nie umie i teraz całkiem odebrało mu chęć do nauki. Na szczęście jest on bardzo wrażliwy na krzywdę. To mi się w nim podoba.
Pozostali moi bracia są bardzo fajni, bo nie mają z nami kontaktu...Często wspominają o tym, że dobrze zrobili wyprowadzając się. Popieram ich w 100% i ja też niedługo się wyprowadzę. Jeżeli zbiorę pieniądze. Jeżeli nie...to też to zrobię, nie obchodzi mnie jak. Matka narobiła dzieci nie myśląc o studiach i przyszłości. Teraz ma karę i każdy się od niej odwraca. Szkoda mi jej, to fakt, ale sama się w ten stan wpędziła...
Nie jestem teraz jakiś za bardzo na nią zdenerwowany, po prostu jestem obiektywny. Jaka by nie była i tak nie zamieniłbym jej na inną.:)
Ta buźka trochę psuje klimat tego bloga ( jeśli jakiś jest), ale niech zostanie, bo to potęguje moje uczucie względem mojej matki. Apropo klimatu....wszystko na początku ma klimat. Potem, w miarę jak to poznajemy traci go. Smutne lecz zachęca do odkrywania nowych rzeczy. Czyli większość ludzi musi być smutna...ciągle trzymają się starych nawyków, przedmiotów, ciągle są tacy sami i szarzy.
Wróciłem do swojego pokoju z komputerem. Wcześniej musiał znajdować się u brata z pewnego powodu, ale on jest nieważny. Ważne jest to, że w końcu mogę popatrzeć się wieczorem w szybę i pomyśleć tak jak kiedyś. Strasznie mi tego brakowało.
Podoba mi się jak stoję przed lustrem i kręcę głową w lewo i w prawo, a moje oczy są ciągle zwrócone w stronę lustra.
Ale mam włosy...jak futerko.
No dobra, kilka głupich zdań, a teraz wracamy do realiów.
Ten blog staję się dla mnie już odrębną rzeczywistością. Jak się nudzę, to piszę posta, jeżeli coś stanie się dobrego lub złego też piszę. W sumie to takie było założenie, ale pora wyjść w końcu na dwór! Chyba to zrobię, bo tak ładnie się świeci ulica...
Komentarze
Prześlij komentarz